Monika Brzywczy

Ósma Kolonia już działa!

Stał się cud i zjedliśmy dobry obiad na warszawskim Żoliborzu! Podany szybko, w ładnym wnętrzu, na polskiej zastawie, w dodatku jeszcze wegański.

– 5/09/2014 –

Najpierw jednak trochę historii, by wyjaśnić skąd ta tajemnicza Ósma Kolonia. Otóż pomiędzy rokiem 1927 a 1938 w obrębie dzisiejszych ulic: Słowackiego, Popiełuszki, Krasińskiego powstał tzw. Żoliborz urzędowy. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa utworzona przez robotniczy PPS wzięła sprawy w swoje ręce, zaciągnęła pożyczki i zaczęła budować mieszkania – w duchu modernistycznego funkcjonalizmu. Osiedle zburzone w dużej mierze w czasie wojny, zostało szybko odbudowane. Projektowali je uznani architekci i mimo, że nie były to raczej przestronne apartamenty, do dziś mieszka się w nich całkiem przyjemnie. Obecnie ta część Żoliborza to Spółdzielnia Żoliborz Centralny, a kamienice w jej obrębie noszą właśnie nazwy kolonii. No może jednym minusem jest brak miejsc skupiających lokalne życie towarzyskie i dobrze karmiących. Ale w tej dziedzinie właśnie coś w końcu się zmienia.

Działające od dwóch lat Secret Life Cafe mocno wpisało się w koloryt dzielnicy. Parzą świetną trzeciofalową kawę, karmią ciastami, dają śniadania i to mogłoby wystarczyć, gdyby nie to, że obok zwalniał się lokal po antykwariacie. Zuza i Michał Marchoccy postanowili rozszerzyć działalność o gastronomię. – Tak szczerze to baliśmy się, że otworzy się tu jakiś przaśny bar serwujący piwo do nocy albo jeszcze coś gorszego – wyznają. – My mieszkamy tu na górze i bardzo dbamy o to, by mieszkańców jednoczyć, nie wadzić im, tylko dopełniać ich życia. Mamy na przykład kawy po 1 zł dla starszych osób, prosimy, żeby nie palić pod oknami bloku, VIII kolonii.  Postanowiliśmy więc, z pewną obawą, że to my przejmiemy sąsiedni lokal i zaproponujemy coś, czego na Żoliborzu wciąż brak. Dobre, szybkie, niezbyt drogie jedzenie. Nic wykwintnego, taką codzienną, zwyczajna kuchnię, ale za to smaczną, lekką, dającą energię na resztę dnia.

Karta Ósmej Koloni jest krótka. Trzy przystawki: feta zapiekana w daktylu z dodatkiem rozmarynu, prażonymi orzechami włoskimi na rzymskiej salacie – przepyszna! Sałatka z pokrojonego w kosteczkę ogórka mango z dodatkiem chilli oraz dynia z czosnkiem i syropem klonowym (12-15 zł). Trzy dania główne: bliny gryczane z pieczarkami duszonymi w winie z odrobiną śmietany i pietruszką smakują naprawdę dobrze i dla mnich na pewno jeszcze do Kolonii wrócimy; makaron ryżowy podany z sosem mangowo-kokosowym pod pierzynką ze świeżych, drobno startych warzyw z dodatkiem azjatyckiej pachnotki  smakuje wyjątkowo świeżo, a właściciele przyznają się do inspiracji kultowym wietnamskim Monsieur Vuongiem z berlińskiego Mitte; batat z liśćmi kalafiora i tymiankiem. Dwa desery jeden w wersji wegetariańskiej to maliny z jabłkiem i koglem moglem a maliny z jabłkiem zapiekane pod kruszonką to opcja wegańska (15 zł). Karta będzie się zmieniać dosyć często – zapowiadają właściciele.

– Zuza jest wegetarianką od zawsze, ja od roku, ale nie chcemy epatować wegetarianizmem – mówi Michał. Raczej uciekamy przed tym, z czym taka kuchnia jest kojarzona, czyli jednogarnkowym paciajem. Nie chcemy by warzywo udawało kotleta. Warzywa są świetne same w sobie i to one mają być wyeksponowane, pierwszoplanowe – dopowiada Zuzanna.

Kuchnią Ósmej kolonii zawiaduje Patrycja Piotrowska. Z nią pracuje czterech innych kucharzy. Dania pojawiają się na stole błyskawicznie po 5-7 minutach. Podawane w prostych białych naczyniach pochodzących z polskiej fabryki porcelany Karolina. Codzienne jest inny lancz za 25 zł (zupa i drugie). Żoliborz został skolonizowany kulinarnie. Nareszcie!





comments powered by Disqus