Redakcja

NOMA: Zadanie specjalne: nakarmić kucharzy Nomy

Czas ucieka, dopiero co przyjechałam, a już zaczyna się czwarty tydzień mojego stażu. Nie ma nudy, co chwila pojawiają się nowe zadania na horyzoncie. Na przykład przygotowywanie posiłków dla ekipy, czyli staff meals. René przykłada do tego dużą wagę. Traktuje jako jedną z najważniejszych części dnia. Od dziś to moja działka!

– 30/09/2014 –

Czuję się coraz pewniej. Znam coraz lepiej miasto, nawet jeśli nie widzę go za wiele, bo całe dnie spędzam w pracy. Uwielbiam poranki, gdy wstaję chwilę po 7, wypijam kawę, zjadam pół avocado, wsiadam na rower, włączam muzykę i jadę do pracy.

Wciąż jestem w teamie produkcyjnym. Do moich czynności należy precyzyjnie wylistkowanie tymianku, obieranie ziemniaków, orzechów włoskich, liści werbeny oraz oczyszczenie mchu. Oprócz tego co wieczór działam w serwisie, czyli podaję gościom potrawy oraz czasami robię plating – układam jedzenie na talerzu. Coraz ciekawiej, coraz więcej zadań.

Ubiegły tydzień upłynął wyjątkowo spokojnie. Ten natomiast będzie intensywny ponieważ znajdę się w grupie stażystów szykujących staff meals, czyli śniadanie i obiad dla całej ekipy. To dopiero wyzwanie, zwłaszcza, że René uwielbia staffowe posiłki. Traktuje je jako jedną z najważniejszych spraw w Nomie. Poranne śniadanie ma nam dać energię na cały dzień, a obiad ma być miłym jego zwieńczeniem.

Dwa tygodnie temu jedliśmy kuchnię koreańską z pełną ostrych przypraw sałatką kimchi na czele, potem kuchnię angielską, czyli na przykład klasyczny yorkshirre pudding i prawdziwe angielskie śniadanie. A teraz przyszła kolej na Polskę.

Bartek i ja, dobrani ze względu na wspólną narodowość, mamy pełne ręce roboty. Postanowiliśmy pokazać kuchnię polską od strony baru mlecznego. Na pierwszy ogień poszły pulpety w sosie grzybowym, a w planach mamy jeszcze gulasz i schabowe. Dodatkowo mam zamiar zrobić parę potraw z mojego wege menu.

Oczywiście podeszliśmy do tego mega ambitnie. Od kilku dni kisimy kapustę, a dziś robiliśmy ogórki małosolne z ogórków szklarniowych. Co ciekawe nie możemy użyć kaszy gryczanej, bo w Danii jest ona za droga. Kto by pomyślał!

Ach, no i oczywiście zamarynowaliśmy grzyby! Zebrałam je własnoręcznie podczas foragingu, na którym byłam tylko raz i odkryłam, że tu nikt grzybów nie zbiera, wiec przypadkowo znalezione poletko maślaków było w pełni moje.

maria

Oczywiście trochę się denerwuję robieniem obiadu dla wszystkich, bo zadowolić setkę osób będzie naprawdę ciężko. Z drugiej strony czeka mnie mnóstwo zabawy oraz mała lekcja polskiej kuchni.

Trzymajcie kciuki mocno, bo oprócz tego, że pierwszy raz kisimy kapustę, zamierzamy zrobić najprawdziwszy barszcz na kościach. Zabawne jest to że każdy, kto słyszy o tym, że to my, Polacy, będziemy gotować, mówi: zróbcie pierogi! A my się śmiejemy w głos, bo przecież musielibyśmy zrobić ich około tysiąca sztuk, żeby nakarmić wszystkich.

Tak wiec od dzisiaj wstaję codziennie o 5.30, żeby wykarmić ekipę Nomy. Niezłe wyzwanie. Do usłyszenia!

 

 

tekst: Maria Przybyszewska, zdjęcie: Magazyn USTA

Sponsorem relacji z pobytu Marii Przybyszewskiej w Nomie jest HERMES, producent smakowych wód funkcjonalnych. www.hermes-amita.com.pl

Logo Hermes OK

 

mech

 





comments powered by Disqus