Redakcja

Nowa Tajlandia

W samym sercu Warszawy możecie skosztować tajskiej kuchni, jakiej nie znacie. Hamid Trisno, do niedawna szef krakowskiego Yellow Doga, dziś gotuje w My’o’tai.

– 8/10/2014 –


Na pierwszy ogień idą zawijańce (14 zł). W liściach betelu znajdują się limonka, prażony kokos i orzeszki ziemne, suszone krewetki, imbir, szalotki, chilli. Kawałki polędwicy serwowane w pikantnym sosie z miętą, trawą cytrynową, bazylią tajską, szalotką, dymką i imbirem (28 zł). Chrupiące jajka z warzywami i ziołami (18 zł) w formie pokrojonego omletu podane z kolorową chmurką warzyw: marchwią, selerem naciowym, sałatą ngo gai, kolendrą, czosnkiem i limonką. Wszystko, co zamówimy w My’o’tai jest ostre, wyraziste, ma charakter.

10719214_10152822287590229_1381433198_n

Zamysł był taki, żeby w Warszawie serwować tajską kuchnię – autentyczną, niekomercyjną, inspirowaną północą Tajlandii, a nie potrawami z wysp, które my, Europejczycy, już znamy – opowiada Hamid. I wyznaje: nie uwierzysz, ale nie cierpiałem kuchni tajskiej! Pochodzę z Singapuru i zawsze uważałem, że to nasza kuchnia jest w Azji najlepsza. Aż do czasu, kiedy trzy miesiące temu siostra zabrała mnie do pewnej tajskiej restauracji w Kopenhadze. Spojrzałem na menu – klasyka. Ale siostra zamówiła coś spoza karty. To była zupa z wołowiną i galangalem – ekstremalnie kwaśna i ostra. Kompletnie nowe doznanie! Nigdy czegoś takiego nie jadłem. Zacząłem analizować składniki. Skąd pochodzi ten ziemisto-trawiasty smak? Poczytałem trochę o północno-wschodniej Tajlandii, o jej jedzeniu i kulturze. Mieszkańcy tej części kraju to ludzie dżungli. W kuchni używają mnóstwa ziół. Owoców morza brak, ewentualnie pojawia się sfermentowana ryba. Nie są to dla nas smaki oczywiste, ale ciekawe, nowe.

– Kiedy właściciele My’o’My zaproponowali mi pracę, postanowiłem odtworzyć przepisy z dżungli. Nie staram się być kreatywny jak w Yellow Dogu, tylko tym razem googluję, uczę się. Bo, czy dasz wiarę, że ja wcześniej nie pracowałam w azjatyckiej restauracji?! Przez 12 lat byłem kucharzem w restauracjach francuskich. A u nas w Singapurze kuchnia to przede wszystkim street food, wiec uznałem, że nie ma sensu się tego uczyć. Kto by chciał serwować uliczne jedzenie w knajpie? To w Yellow Dogu pierwszy raz podawałem azjatyckie potrawy i wtedy dopiero zacząłem się tej kuchni uczyć, odkrywać ją. My’o’tai to moje drugie azjatyckie miejsce.

10726268_10152822287610229_1486539895_n

A czym różni się gotowanie azjatyckie od europejskiego? Choćby tym – opowiada Hamid – że jeśli w kuchni europejskiej za mocno podgrzejesz masło i ono się rozwarstwi, możesz je wyrzucić i zacząć od początku. A w kuchni azjatyckiej zawsze podgrzewa się mleko kokosowe aż do momentu rozwarstwienia i dopiero wtedy zaczyna się gotowanie. Zupełnie inne podejście! To, co wyniosłem z kuchni europejskiej, to przygotowanie mięsa, długie pieczenie w niskich temperaturach, aż do totalnej miękkości. Azjaci lubią twarde mięso i gdybym gotował tak jak oni, nikt nie przyszedłby do My’o’Tai. No, i muszę powiedzieć, że nienawidzę azjatyckich deserów. Mógłbym być europejskim cukiernikiem, ale azjatyckim nigdy! Na szczęście w My’o’tai i na deser coś pysznego się znajdzie. Na przykład krem z kokosa i pandanu (10 zł). To coś w rodzaju azjatyckiej panna cotty.

Menu będzie zmienne w zależności od pory roku i dostępnych produktów. Właściciele zapewniają, że są otwarci na pomysły kucharza, więc szykujmy się na niespodzianki w karcie.

10716173_10152822287790229_1191077456_n

Restauracja mieści się na dwóch piętrach. Parter to bar i otwarta kuchnia, więc można obserwować pracę kucharza, który przygotowuje nasze dania. Kilka minut i gotowe. Stoliki zostały ustawione przed restauracją i na piętrze. W barze napijemy się koktajli inspirowanych smakami Azji. Jest w nich bazylia tajska, trawa cytrynowa, kafir, imbir, róża, kokos.

My’o’tai, www.facebook.com/majotai?fref=ts

WARSZAWA, Szpitalna 8, wejście od Górskiego





comments powered by Disqus