Redakcja

NOMA: Pulpety dla córek szefa

To był jeden z najintensywniejszych tygodni, jakie tu przeżyłam. Pięć dni gotowania posiłków dla prawie osiemdziesięcioosobowej, wiecznie głodnej załogi Nomy!

– 9/10/2014 –

Jak już pisałam, posiłki dla staffu są bardzo ważne. Przerwa pierwsza to lunch, który powinien być konkretny, dający duży zapas energii, ale niezbyt ciężki, żebyśmy po zjedzeniu go mogli spokojnie pracować do drugiej przerwy, czyli obiadu. A ten jest właśnie okazją, żeby zaprezentować coś ze swojej rodzimej kuchni lub po prostu coś pysznego.

Planując menu trzeba pamiętać o tych, którzy ze względów religijnych nie jedzą wieprzowiny, a także o wegetarianach lub bezglutenowcach. No, i oczywiście o tym, że grupę tworzy kilkanaście narodowości i ciężko będzie zadowolić każdego. Dodatkowo też trzeba brać pod uwagę nadwyżki, które dostajemy z poszczególnych sekcji, czyli zwykle jest to sałata rzymska, brokuły, kapusta biała, ziemniaki, czasem dynia, a czasem super niespodzianka, ale o tym za chwilę.

Processed with VSCOcam with hb1 preset

Ten, kto gotuje posiłki dla staffu dzień zaczyna wcześniej. Już o 6 rano musieliśmy być na miejscu, żeby zdążyć z gotowaniem na pierwszą przerwę, czyli na 11. Wystartowaliśmy bardzo ładnie, bo z jajami sadzonymi na soczewicy. Na obiad zaplanowaliśmy pulpety w sosie pieczarkowym z ryżem i mizerią, duszoną kapustę i (chyba) brokuły. Wszystko szło nam całkiem sprawnie, ale przez to, że pracowaliśmy razem pierwszy raz i że kuchnia czy piec nie zawsze były dostępne, trochę się denerwowaliśmy i w rezultacie z obiadem zdążyliśmy na styk.

Właśnie wystawialiśmy jedzenie na stół, kiedy spod ziemi wyrósł René i zaciekawiony wypytywał, co będzie do jedzenia. Odpowiedzieliśmy grzecznie i poszliśmy ogarniać kuchnię. Po jakimś czasie pojawił się w niej René z jedną ze swoich córek i zapytał, czy przypadkiem nie zostały nam jakieś pulpety. Na naszych twarzach pojawił się uśmiech, bo akurat tak pięknie się złożyło, że zostały trzy pulpety – po jednym dla każdej z córek szefa. Odetchnęliśmy z ulgą i przybiliśmy sobie piątki.

W środę, za namową mamy, zrobiłam moją ulubioną potrawę z czasów, kiedy jeszcze jadłam mięso, czyli tokań – węgierskie ragout w sosie pomidorowym, do którego idealnie pasują kluski kładzione. Zrobiłam ich trzy blachy, z czego jedna z wdziękiem wylądowała na podłodze, parząc mi palce. Kluski kładzione miały być namiastką pierogów, o które prosili prawie wszyscy koledzy. Tłumaczyliśmy im, że to nie lada wyczyn zrobić przeszło tysiąc pierogów, bo potrzeba by minimum dziesięć na osobę.

W czwartek były udka z kurczaka z pęczakiem z jabłkami i selerem naciowym, w piątek miały być schabowe, ale przez brak panierki podaliśmy po prostu schab z patelni. I tu właśnie pojawił się wspomniany prezent – torba konfitowanych borowików najwyższej jakości, które zostały z produkcji oleju, a które nam posłużyły do zrobienia sosu grzybowego. W sobotę, czyli ostatniego dnia, na lunch zrobiliśmy najprawdziwszy barszcz czerwony, na kościach i mięsie wołowym (plus oczywiście mały garnek dla wegetarian), a na koniec zaserwowaliśmy żeberka pieczone w josperze, czyli piecu opalanym węglem drzewnym – doskonały pomysł Bartka na zakończenie w wielkim stylu bardzo udanego tygodnia.

IMG_0544

Przyjemne, było to, że poszczególne sekcje same włączały się do współpracy i gdy tylko coś im zostawało, dostawaliśmy to do wykorzystania. Były też bonusy w postaci kasztanów czy musu jabłkowego z kuchni testowej. A sekcja słodyczy to już w ogóle przeszła w tym tygodniu samą    siebie. Wiadomo przecież, że obiad musi kończyć się deserem.

I wiecie co? Najbardziej nieprawdopodobne i zarazem najprzyjemniejsze w tym wszystkim było to, że gotowaliśmy w najlepszej restauracji świata, a najlepszy na świecie kucharz mówił, że mu to smakuje. Co za uczucie!

Ciąg dalszy za tydzień!

IMG_0603

 

tekst: Maria Przybyszewska, zdjęcie: Magazyn USTA

Sponsorem relacji z pobytu Marii Przybyszewskiej w Nomie jest HERMES, producent smakowych wód funkcjonalnych. www.hermes-amita.com.pl

Logo Hermes OK

 





comments powered by Disqus