Redakcja

NOMA: Team, plating, foraging… Oswajam się!

Minął już miesiąc, ot tak nagle. Jak się czuję? Jestem pewniejsza siebie, wciąż bardzo opanowana,  odkrywam siebie i swoje możliwości, otworzyła mi się głowa. Trochę już na zapas denerwuję się powrotem, co dalej? Mam kilka pomysłów, bo wciąż jestem głodna wiedzy. Ale nie planuję zbyt wiele. Po prostu łapię każdy moment.

– 16/10/2014 –

Są dni gdy budzę się rano i zastanawiam się czy dam radę. Przypominam, że bycie kucharzem to ciężka fizyczna praca, kilkanaście godzin na nogach w otoczeniu ludzi o skrajnie różnych charakterach, często zdarzają się napięcia, zwłaszcza wśród nas stażystów, którzy za wszelką cenę próbują udowodnić, że są najlepsi. Ja nie próbuję bo mam totalną świadomość tego, że nie jestem i że wciąż daleko mi do tego. Ale jestem dobra, pokorna i staram się nie wchodzić nikomu w drogę i nic na siłę udowadniać.  Jak już mówiłam, małymi krokami do celu. Chociaż mimo kilku skrajnych przypadków jesteśmy zgranym teamem i staramy się wspierać siebie nawzajem, motywować. Myślę, że nawiąże tu kilka znajomości które są w stanie przetrwać lata.

Czasem mam również dni gdy budzę się i wciąż nie mogę uwierzyć, że spełniam swoje marzenie.
Codziennie rano przekraczam próg Nomy, zakładam białą kurtkę, brązowy fartuch i staję w kuchni na pierwszym piętrze, gdzie znajduje się cała część produkcyjna. Obieram tymianek z listków, oczyszczam chrobotka reniferowy z igieł, przebieram mrówki i czekam na wieczorny serwis, bo nasza kuchnia obsługuje również salę PDR (private dinning room) na piętrze. Dzięki temu mam szansę uczestniczyć w jednej z najbardziej spektakularnych części czyli platingu, układam składniki na talerzu według ustalonego kodu i zanoszę gościom.

 

W tym tygodniu jestem też w sekcji odpowiedzialnej za foraging czyli będę jeździć na lokalne farmy i w dzikie miejsca po składniki, które są wykorzystywane w restauracji. Miałam okazję być już dwa razy na takiej wyprawie, ale teraz będę cały tydzień i jest to chyba jeden z najbardziej wyczekiwanych momentów! Nie będę zdradzać póki co szczegółów bo więcej napiszę w przyszłym tygodniu.

 

Przy okazji w tym tygodniu królowały u nas croissanty, jako że w Kopenhadze ciężko jest dostać idealnego rogalika Rene postanowił mieć własne i tak właśnie nasza cukierniczka Louisse stworzyła coś tak potwornie doskonałego, że brak mi słów żeby to opisać. Nic tak bardziej nie motywuję do pracy jak zapach świeżo upieczonego maślanego croissanta roznoszący się w kuchni!

croissant

 

tekst: Maria Przybyszewska, zdjęcie: Magazyn USTA

Sponsorem relacji z pobytu Marii Przybyszewskiej w Nomie jest HERMES, producent smakowych wód funkcjonalnych. www.hermes-amita.com.pl Logo Hermes OK





comments powered by Disqus