Redakcja

Salon smakoszy

Nawet Magda Święciaszek i Grzegorz Łapanowski padli na kolana. Bo Salone del Gusto w Turynie to największe slowfoodowe targi na świecie. Oto ich relacja!

– 3/11/2014 –

Magda Święciaszek:
– Zobaczysz – popłaczesz się ze szczęścia! Tam, gdzie najprawdziwsze torrone z orzechami laskowymi z Piemontu sąsiadują z toskańskim, dojrzewającym, tłuściutkim lardo, w hangarze obok uśmiechnięci Kanadyjczycy z aromatyzowanym w beczkach po burbonie gęstym syropem klonowym puszczają oko do Koreańczyków, którzy w improwizowanej restauracji serwują posiłki przygotowywane zgodnie z zasadami buddyjskich mnichów. To miejsce, gdzie spotkasz tysiące, ześwirowanych tak samo jak ty, slowfoodowych maniaków. To przecież Włochy – słoneczne, optymistyczne, z najsmaczniejszą kuchnią świata. Musisz ze mną jechać, chociaż na chwilę! – Tak mówił Grzesiek. A że zna się na rzeczy, wiedziałam, że nie oszukuje. Zabukowałam bilety na samolot i przytulne mieszkanko od rodowitego Włocha. W piątek, równo w południe, dotarliśmy do Turynu…

10736096_952151481479653_166483340_n

 

Grzegorz Łapanowski:
Pamiętam to podniecenie, adrenalinę, zachwyt, na samą myśl o tym, że z bliska dotknę legendy. Zobaczę kolebkę organizacji, która zmienia kulinarny świat na całym globie. I jej dziecko – Salone del Gusto i Terra Madre. Największe slowfoodowe targi na świecie i konferencje z gośćmi z całego świata, gwiazdami, idolami każdego, kto kocha jedzenie. Tabuny pielgrzymów i tony najpyszniejszych rarytasów. Eko-gastronomiczna mekka! Kontra do masowego rynku przemysłowej żywności. Pod płaszczykiem rubasznej rozpusty toczy się tu dyskusja o przyszłości jedzenia. A jest o czym dyskutować. Populacja rośnie, presja rolnictwa na środowisko też, nigdy nie było na świecie takiego odsetka otyłych, a skala przełowienia światowych akwenów sięga zenitu. Jakby tego było mało mamy rekordowo niską bioróżnorodność, za to rekordowo wysoki odsetek upraw zielonych z przeznaczeniem na biopaliwa. Dylematy i problemy można by mnożyć.Ale ja chcę odpocząć. Zresztą nie tylko ja.

Pierwszy raz widziałem go w akcji. Oko w oko. I dawno nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Kiedy słuchałem Jamiego Olivera podczas rozmowy z Carlo Petrinim (założycielem Slow Foodu) o przyszłości jedzenia, przypomniał mi się René Redzepi z wizyty w Polsce na Cook it Raw i z pierwszych stron jego pamiętnika. Wspólny mianownik – zmęczeni jak diabli. Na granicy ludzkiej wytrzymałości, z wiarą i ambicją, próbują zmienić świat. To walka z niewidzialnym wrogiem. Jamie kilkakrotnie w trakcie tej wypowiedzi wspomniał o zmęczeniu i niemal 10-letniej samotnej walce. Z drugiej strony mówił o zmianach zachodzących w społeczeństwie i biznesie – że wielcy tego świata małymi krokami przechodzą na dobrą stronę. O potrzebie edukacji i pracy u podstaw. Prosto i celnie. Energicznie i charyzmatycznie niósł nadzieję i inspirację. Że kulinarne zmiany na są możliwe.

10600991_952152411479560_1248364273_n

Magda:
Panele dyskusyjne z udziałem Mistrzów swoją drogą, ale Salone del Gusto to przede wszystkim „zjazd” producentów certyfikowanej żywności, lokalnych oddziałów Slow Food z całego świata, „gwiazdkowych” kucharzy, najlepszych sommelierów i miksologów. A także wszystkich, którzy przyjeżdżają na północ Włoch, by przez tydzień smakować, poznawać regionalne i narodowe przysmaki, czytać wydawnictwa Slow Food (zakładając, że zna się język włoski, ponieważ wersji po angielsku ze świecą szukać), rozmawiać z ludźmi o podobnym podejściu do świata, wymieniać się doświadczeniami, nocami imprezować (z ostrygą w jednej i szklanką piwa w drugiej dłoni), a w międzyczasie zwiedzić Turyn.
Dobrze jest zobaczyć na własne oczy, jak wielki jest to ruch społeczny, a co za tym idzie, jak niebagatelny wpływ na rzeczywistość mają codzienne wybory – wydawałoby się – jednostek. Dawno nie poznałam tak fantastycznych i inspirujących postaci, które na co dzień realizują swoje marzenia, wykonują najróżniejsze zawody, a przede wszystkim ciężko pracują. To prawda – aby żyć w duchu „slow”, trzeba nierzadko działać w trybie „fast”…

10744574_952152438146224_1351916296_n

Grzegorz:
Dla każdego, kto kocha jedzenie, Salone to miejsce, które choć raz w życiu odwiedzić TRZEBA. Bo nie chodzi tylko o targi. To spotkanie pasjonatów, aktywistów, rolników i producentów z całego świata. Ale też laboratoria i teatry smaku, warsztaty, pokazy i spotkania z najwybitniejszymi szefami kuchni, sommelierami i browarnikami z najróżniejszych zakamarków naszego globu.
A same targi? W trzech wielkich halach starej turyńskiej fabryki Fiata można smakować włoskich specjałów z całego półwyspu. Ostatnia, czwarta, hala jest dla slowfoodowych reprezentacji ze świata. Tam skosztujecie prażonych kolumbijskich mrówczych królowych, litewskiej pasty z konopi czy polskiego oleju rzepakowego aromatyzowanego sosną. A! I jest też sekcja streetfoodowa, gdzie można dostać dowolny smażony rarytas. Obłęd! Bez karnetu na siłownię nie obejdzie się po powrocie…

10749515_952151478146320_2109428067_n

Salone to początek podróży. Równolegle do targów trwa festiwal trufli w Albie, a ta jest już tylko rzut kamieniem od Bralolo – włoskiej stolicy wina, która mieści się zaraz obok Pollenzo – siedziby slowfoodowego Universitá di Scienze Gastronomiche. Kulinarne kombo! Można oszaleć z nadmiaru wrażeń. A plan był taki, by zwolnić…

10736228_952151474812987_1964419950_n

Magda:
Trudno zwolnić, gdy czasu tak mało, a miejsc, wydarzeń i dobrego jedzenia wokół tak wiele… A jeszcze apetyt rośnie w miarę jedzenia! Alba to także dom słynnego kremu z orzechów laskowych, mleka, masła i kakao. Kupiłam jeden słoik. Smak taki, że znana mi pasta z dzieciństwa to tylko marna podróbka, której i tak od dłuższego czasu unikałam… Poza tym wspomniany już nugat – torrone oraz ciasta z mąki orzechowej i czekolady. To, co lubię najbardziej.
Skład win z każdego regionu Włoch zajmuje całą piwnicę Uniwersytetu pod Bra. Trzy sympatyczne Włoszki jasno wyjaśniły, który alkohol warto zakupić, będąc w miejscu, w którym narodziła się idea lokalnego, możliwie jak najmniej przetworzonego jedzenia oraz racjonalnej gospodarki żywnościowej i rolnej. Tak, tak – wszystko zaczęło się od wina! Czyli od dobrej zabawy. Cali Włosi!

10748739_952152384812896_1109286495_n

Grzegorz:
Potrzebny będzie samochód, sporo gotówki i karta kredytowa ze sporym limitem, bo tanio tu nie jest. I w drogę! Przez Turyn, Albę, Barolo na południe – nad morze do Genui i Cinqueterra, by choć przez chwilę cieszyć się pięknym włoskim wybrzeżem. A jeśli dość masz obcowania z naturą, dla odmiany zawsze zostaje Mediolan – mekka światowej mody.

Nie można zapomnieć o wizycie w najcudowniejszym sklepie na świecie. Jeśli w niebie są supermarkety, to z pewnością wyglądają jak Eataly. Eataly is Italy – design, zaopatrzenie, obsługa, koncept, wszystko na tip pop. Piekarnia? Jest. Restauracja? Aż 5. W dziale z rybami otworzą nam ostrygi i małże w kilku rodzajach. Chcesz spróbować? Wolisz świeżo pieczoną pizzę czy może jeden z dziesiątków robionych na miejscu świeżych makaronów? Setki serów, wędlin, pikli, weków, win i piw tyle, że życia nie starczy, by tego wszystkiego spróbować. Zmęczeni chodzeniem? Zawsze można odsapnąć w księgarni, przy kawie przejrzeć jedną z mnóstwa książek. Kulinarnych rzecz jasna!

10743630_952152374812897_1642847209_n

 

Magda:
Drogo i dobrze. Ale mam przynajmniej poczucie, że warto było odkładać oszczędności przez ostatnie miesiące. Raz się żyje!

Cztery dni to za mało by wypocząć, ale zdecydowanie wystarczająco, by wrócić do domu z nową energią i apetytem na ponowną wyprawę do najbardziej partyzanckiego, a zarazem jakimś cudem zorganizowanego i urzekającego kraju świata. Kocham.

Grzegorz:
Kiedy zamykam oczy, czuję te smaki, widzę bryłę budynków, monumentalnych dworców i niebiańskich alei, piękno krojów i materiałów, linie karoserii. I ten melodyjny uwodzący język… Włochy chce się kochać. Tu piękno płynie w żyłach, jak wino.
Chce się żyć!

Tekst i zdjęcia: Magdalena Święciaszek, Grzegorz Łapanowski

 

10743789_952151468146321_1796264765_n





comments powered by Disqus