Redakcja

Alzacja po warszawsku

Tradycyjnie tartée flambée robiona była przez wiejskie rodziny po to, aby sprawdzić temperaturę pieca przed pieczeniem chleba. To rodzaj cienkiego placka, my powiedzielibyśmy podpłomyk, serwowany z créme fraîche. W Warszawie powstało pierwsze miejsce, które je serwuje – Flambéeria Tarte Flambée & Bar.

– 12/12/2014 –

Mówią na nią Flammkuchen albo tartée flambée, w zależności od tego, po której stronie w odwiecznym niemiecko-francuskim konflikcie zdecydujemy się opowiedzieć. W jednym i drugim języku znaczy to samo: pieczona w ogniu. A dokładniej, cienko rozwałkowana tarta z ciasta chlebowego, wypiekana w kamiennym piecu, obowiązkowo posmarowana créme fraîche.

 

IMG_3078

Tradycyjnie, danie robione było tylko przez wiejskie rodziny, głównie po to, aby sprawdzić temperaturę pieca przed pieczeniem chleba. We Flambéerii tradycyjna jest tylko jedna pozycja w menu: flammkkuchen z créme fraîche, bekonem i cebulą. Cała reszta krótkiej karty, to wariacje na temat flambée. Na podpłomyku znajdziemy między innymi krewetki, hiszpańską chorizo, cukinię, ser kozi, a nawet kwiat lawendy. Jednak wszystkie te dodatki zdałyby się na nic, gdyby nie prawdziwy, kamienny, opalanym olchem i dębem, piec. Na szczęście we Flambéerii długo szukać go nie trzeba, bo stanowi centrum wnętrza, które jest jasne i surowe, jest drewno, no i są cegły.  Jednak ze względu na wystarczająco oryginalny koncept całości, możemy przymknąć na to oko. No i przy okazji pogratulować odwagi w stworzeniu kulinarnego novum, w niezwykle lubiącej powszechne trendy stolicy.

IMG_2977

Tekst: Dorota Ziółkowska, zdjęcia: Jarosław Roger Berdak/Flambeeria





comments powered by Disqus