Redakcja

Bahnhof da ci Pyrsk

Otworzył się  dokładnie w Barbórkę, w Katowicach w uliczce tuż obok torów kolejowych. Lokal, na który czekano nie tylko na Śląsku. Na ścianie schemat berlińskiego UBahn’a, w karcie domowe burgery w wielu wariantach, np. tłuściutki Ślązak imieniem Pyrsk (po śląsku „na zdrowie”) z hauskyjzą czyli twarogiem pieczonym z kminkiem i krupniokiem.

– 10/01/2015 –

 

– Pomysł na Bahnhof kiełkował w nas o kilku lat – opowiadają Ania Pietras i Mateusz Pieczko, właściciele. Po latach spędzonych na wykonywaniu naszych wyuczonych,  zawodów doszliśmy do wniosku, że teraz albo nigdy. Kto nie ryzykuje, ten nie wypije szampana. Poszukiwania przestrzeni trwały długie miesiące. Chcieli wykorzystać postindustrialny charakter naszego miasta, co paradoksalnie okazało się bardzo trudne. Katowice oferują sporo miejsc nadających się do adaptacji, które, choć pięknie, są kompletnie dziewicze, nietknięte, przez co ich remont trwałby latami i pochłonąłby fortunę, której nie mieli. Gdy znaleźli lokal przy nieco zapomnianej ulicy Kordeckiego, coś w nich drgnęło. Uliczka graniczy bezpośrednio z torem kolejowym przy czwartym peronie katowickiego dworca. Usiedli pod uroczą brzoskwiniową elewacją i pomyśleli, że ten widok i zapach kolei to jest to. Remont zaczął się w maju. Bahnhof otworzyli dokładnie w Barbórkę, najważniejsze śląskie święto.

 

bahnhof_USTA009

 

Autorkami projektu wnętrza, stołów i większości mebli są  Agnieszka Siwek i Ola Dobrzańska-Sadowska z gliwickiej pracowni Desde. W mig złapały charakter miejsca i życzenie właścicieli, żeby było prosto, dworcowo, ale też tak domowo, jak to możliwe. Pierwsza propozycja adaptacji wystroju była od razu strzałem w dziesiątkę i z małymi poprawkami po drodze, architektki doprowadziły wnętrze do szczęśliwego finału. Łuk przy suficie ekipa remontowa wykonała od zera. Teraz jest charakterystycznym elementem wystroju, który goście od razu zapamiętują. – O wykonaniu wnętrza Bahnhofa można powiedzieć jedno – mówi Ania – zawdzięczamy je rodzinie i przyjaciołom. Stalowe konstrukcje stołów i regału za barem powstały w kuźni przyjaciół naszych Rodziców, deski do ławek dworcowych przykręcali nasi przyjaciele. Schemat berlińskiego UBahn’a namalował nam na ścianie chłopak siostry a  lampy, które wiszą w lokalu pochodzą z likwidowanej kopalni spod Rudy Śląskiej – zostały wyczyszczone i pomalowane, a każda z nich waży po 9 kilogramów!
Koncept na kuchnie w Bahnhofie mieli w głowach od samego początku, sporo czasu zajęło jednak znalezienie wykonawcy podzielającego ich zapał i zapatrywania na smak, jakość i pochodzenie produktów. Ostatecznie zdecydowali się  się na niezobowiązującą formę burgera, co daje nieograniczone pole do kulinarnych wycieczek. Kochają comfort food i tą miłością chcą zarażać swoich gości. Kuchni szczęśliwie szefuje Roman Fic, rodowity Ślązak, który miał zostać socjologiem, ale jednak wybrał kulinaria, do których wkroczył z dyplomem Westminster Kingsway w Londynie. Zanim zaczęli razem pracować, kilka lat spędził w Londynie, aby potem przez dwa lata gotować we francuskich Aplach, a w końcu – ostatnie pół roku spędzić w jednej z najlepszych restauracji w Chorwacji.

 

bahnhof_USTA002

 

Kuchnia w Bahnhof opiera się na produktach mocno związanych ze Śląskiem. Mięso dostarcza rzeźnik z ogromną wiedzą i doświadczeniem, a po wielu próbach właścicielom udało się znaleźć śląskiego piekarza w zawodzie od czwartego pokolenia, który wypieka pieczywo chrupkie i miękkie, dokładnie o jakim marzyli.  – Za punkt honoru wzięliśmy sobie, aby przetwory i półprodukty do burgerów powstawały od początku do końca w naszej kuchni. To lwia praca całego zespołu, ale póki co poza majonezem – każdy sos i chuttney jest u nas od fazy warzywa z ogonkiem do chwili pasteryzacji w słoikach, a potem ląduje między dwoma kawałkami bułki. Keczup z przyprawami korzennymi, raita z ogórkiem i miętą mają  czy aioli z pieczonego czosnku to nasza duma. Często zmieniamy menu.  Serwujemy tłuściutkiego Ślązaka imieniem Pyrsk ( po śląsku „na zdrowie”) z hauskyjzą czyli twarogiem pieczonym z kminkiem i krupniokiem,  nieco brytyjskiego Edwarda z pastą truflową, jajkiem i chrustem z pora, Romana z karczochem, cebulą duszoną w balsamico i bawolim serem provolone  prosto z Włoskiej Campagni. Dbamy o wegetarian, karmimy falafelem z kremowym dymnym baba ghanoush i granatem. Na dniach pojawi się perła w koronie – burger z foie gras, wytrawnym chuttney z szarej renety i chrupiącym topinamburem. Ziemniaki na frytki pieczemy dwukrotnie, a potem posypujemy czarną jak węgiel solą. Warto przyjechać do Katowic, najlepiej Pendolino, które parkuje nam dosłownie przed oknami  – zachęcają właściciele i my też.

 

bahnhof_USTA004

Bahnhof, KATOWICE, ul. Koredeckiego 5

https://www.facebook.com/bahnhofkatowice

 

 





comments powered by Disqus