Redakcja

Portret Amy

Mimo dorobku muzycznego złożonego z zaledwie dwóch albumów stała się pierwszą muzyczną ikoną XXI wieku. Zachwycającą, podziwianą, wyśmiewaną. Asif Kapadia, zdobywca nagrody BAFTA za kapitalną opowieść o legendzie F1 „Senna”, miał więc wyjątkowo trudne zadanie, by z licznych archiwaliów i prywatnych nagrań stworzyć – na ile to możliwe – obiektywny dokument o Amy Winehouse.

– 30/07/2015 –

 

Wybrnął z tego w stylu więcej niż dobrym. Głównie dlatego, że oprócz niewątpliwych walorów poznawczych, „Amy” to przede wszystkim przejmujący film o istocie fatum. Winehouse, krucha dziewczyna o głosie soulowej diwy z sześćdziesiątką na karku, oprócz kosmicznego talentu została obdarzona przez los ojcem-potworem i mocnymi tendencjami autodestrukcyjnymi. Jeśli dodamy do tego zabójczą żarłoczność mediów, działających jak maszynka do mielenia mięsa skrzyżowana z walcem drogowym, otrzymujemy ładunek nieuchronności niczym w greckiej tragedii. Oglądając film Kapadii trudno się oprzeć wrażeniu, że los Amy w jakimś sensie został przesądzony już na starcie. Wrażenie bolesne tym bardziej, że nawet z kiepskich technicznie nagrań, czy urywków nagranych komórką, wyłania się obraz artystki porównywalnej z Billie Holiday. A przy tym fascynującej, charyzmatycznej osoby, która zgasła zanim rozkwitła na dobre.

„Amy”

reż. Asif Kapadia
Wielka Brytania, 2015, 128 min.
premiera polska: 7 sierpnia

Gutek Film

 

tekst: Dorora Chrobak, zdjęcia: Gutek Film





comments powered by Disqus