Redakcja

Ceviche, ślimaki i słońce

Zniżając się do lądowania samolot przelatuje tuż nad miastem. Niewielkie lotnisko zaskakująco blisko centrum i jest kameralne jak sama Lizbona. Ta kameralność, kompaktowość oraz charakter ludzi, niezwykle otwartych i przyjaznych sprawia, że stolica Portugalii jest jednym ulubionych celów naszych europejskich eskapad. A nowości gastronomiczne, które tu znaleźliśmy utwierdziły nas w tym przekonaniu. I choć wspinaczka po stromych uliczkach bywa czasem męcząca, to jednak urok odkrywanych miejsc wynagradza wysiłek.

– 4/11/2015 –

 

Lizbońska gastronomia jest w trakcie transformacji. Nowe pokolenie szefów kuchni chętnie używa tradycyjnych składników:
dorsza, kalmarów, ośmiornic i owoców morza, ale nadaje im zupełnie nową formę. Co chwila otwierają się nowe miejsca, zawsze witane z uwagą i ciekawością. Wszystko to nie pozostawia wątpliwości: lizbońska gastronomia weszła w fazę szybkiego, bujnego rozkwitu. Kto się w ten gąszcz zanurzy może poczuć się oszołomiony, ale na pewno nie będzie żałował.

 

Ośmiornica uwodzi

Wielka ośmiornica zawieszona nad barem widoczna już z ulicy wabi gości. To nowość, otwarta zaledwie kilka miesięcy temu przez popularnego w Lizbonie szefa, Kiko Martinsa (znanego do tej pory z mięsnej knajpki O Talho). Miejsce, którego nie można przegapić. Jak zapowiada nazwa, menu kręci się wokół owoców morza, dokładnie ich nowoczesnej interpretacji, wszystko w odsłonie ultra świeżej, radosnej, lekkiej. Nas Cevicheria uwiodła kompletnie od starterów w postaci pieczywa z kukurydzy, gaspacho z ricotty, z plamką masła z kałamarnicy i solą, od pierwszego spojrzenia na talerz, na którym delikatne ceviche z tuńczyka połączone zostało z plastrami chrupiącej rzodkiewki, musem z awokado oraz kimchi ułożonymi na finezyjnie pofałdowanym płatku ryżowego chipsa, po deser (do którego tęsknimy!) a mianowicie créme brûlée z karmelizowanej quinoi z dodatkiem pianki z gujawy z maleńkimi kwiatami fiołka. Do tego kieliszek pisco sauer, bo Kiko urodził się w Brazylii i ma sentyment do południowoamerykańskich klimatów. My też. Chcemy znowu siedzieć pod ośmiornicą z chłodnym kieliszkiem w dłoni!

Cevicheria || Rua Dom Pedro V 129

 

2015-11-06 11.30.31 am

 

 

Pomysłowo, poprzemysłowo

Wyjątkowe miejsce w Lizbonie. Industrialna dzielnica, zajmowana niegdyś przez fabryki, magazyny, drukarnie, została zrewitalizowana nie tylko skutecznie, ale też pięknie. W dawnych budynkach mieszą się dziś restauracje, sklepy, cukiernie i bary zaprojektowane tak, że dech zapiera. Już przy wejściu wita nas żółty kontener z magazynami i prasą. Cantina to restauracja przypominająca stary warsztat, obsługa nosi uniformy, a na stół trafia przyjemny miks kuchni europejskiej z portugalską, obok jest urocza czekoladziarnia z retro krzesełkami i zabawkami dla dzieci, a jeszcze kawałek dalej szkoła kulinarna i butik z designerskimi gadżetami do domu. Na spacer po LX Factory warto zarezerwować sobie przynajmniej pół dnia. Będziecie zauroczeni!

LX Factory || Rua Rodrigues Faria, 103

 

2015-11-06 11.10.58 am

 

Z wizytą u starszego pana

Perełka wśród pięknych miejsc LX Factory. Tu drukował się niegdyś dziennik „Expresso”, maszyny na środku hali pozostały, dziś ożywiają je instalacje Pietro Prospero, uroczego starszego pana, który buduje dziwne konstrukcje poruszane siłą jego wyobraźni. On sam oprowadza gości, chętnie z nimi rozmawia, więc odwiedzając Czytaj Powoli, poznajcie się z nim koniecznie. Ściany hali wypełniono od podłogi po dach półkami z książkami ‒ robi to imponujące wrażenie. Znajdziecie tu tuż ciekawą selekcję płyt i trochę magazynów; na zapleczu działa bar.
Livraria Ler Devagar || Rua Rodrigues Faria 103

 

2015-11-06 11.11.14 am

 

 

Ślimaki i wędrujące menu

Żeby zdobyć tu stolik zjawiliśmy się punkt 18 i byliśmy jednymi z pierwszych klientów polujących na wieczorny serwis tej uroczej tawerny. W Lizbonie wiele miejsc jak ognia unika przyjmowania rezerwacji (bo kto tak komplikowałby sobie życie). Obowiązuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. A jeśli przyjdzie się zbyt późno, no cóż, zawsze można zaczekać w kolejce. Maleńka restauracja w Chiado stwarza złudzenie, jakby istniała tu od dziesiątek lat, ale otworzyła się całkiem niedawno. Marmurowe stoliki, drewniane stołki, wielka butla z octem na barze. I tylko 25 miejsc. Innym charakterystycznym elementem jest tzw. „walking menu”. Kelnerki dźwigając wielkie tablice zjawiają się przedtwoimstolikiem,noitrzebawybrać.Menujestpoportugalsku i to w dodatku często przedstawione metaforycznie jak choćby peixinhos da horta (dosłownie rybki z ogrodu) czyli fasolka szparagowa w tempurze. Oczywiście znajdziecie tu wszechobecnego w Lizbonie dorsza (bacalhau) czy salada de buzinas, sałatkę z dużych trytonów (ślimaków morskich). Niektóre z dań jak na nasz gust zbyt fusion, jak choćby przegrzebki owijane bekonem z sosem z wasabi. Znacznie lepiej wypadł prosty tatar z tuńczyka z kaparami. Słyszeliśmy mnóstwo zachwytów nad Taberna, przy sąsiednim stoliku siedziała para, która z wielkim entuzjazmem wyznała nam, że przychodzą tu dwa razy w tygodniu, tak świeże mają tu ryby i owoce morza. A więc… polecamy!

Taberna rua das flores || Rua das Flores 103

 

2015-11-06 11.30.01 am

 

To tylko przedsmak, aż 13 lisbońskich  miejsc opisujemy w naszych przewodniku w USTACH drukowych.

 

tekst: Sanda Vuckovic Pagaimo oraz Monika Brzywczy, zdjęcia: Krzysztof Kozanowski





comments powered by Disqus