Redakcja

Idziemy na Komarovkę!

Jeśli jesteście zaintrygowani przysmakami kuchni byłego Związku Radzieckiego, polecamy wizytę na Komarovce – największym targu w białoruskiej stolicy, na którym można kupić i spróbować wszystkiego: od kaukaskiego lavasha po kazachskie baraszki.

– 22/04/2016 –

 

 

Białoruś nie jest dziś popularną destynacją turystyczną. Poprzez reżim i uzależnioną od Rosji politykę nie kojarzy się pozytywnie, zwłaszcza w Europie. Ale na przekór stereotypom, politycznym skojarzeniom i ogólnej niechęci, która wiąże się z Białorusią u wielu ludzi, ja odwiedzam te rejony – po pierwsze dlatego, że tu sięgają moje rodzinne korzenie, po drugie dlatego, że atmosfera wielkich hal targowych jest niezwykła.  Post-sowiecki klimat jest malowniczy – to widać na pierwszy rzut oka – rzeczywistość wypełniona haftami z lat 50., barwnymi szyldami i socjalistycznymi płaskorzeźbami nam w Polsce wydaje się odległą przeszłością, a tu uderza, lśni, nadal świetnie zachowana, funkcjonująca.

 

 

DSC03401 2

 

Кomarovka została zbudowana w 1979 roku. Projekt pawilonu był autorskim pomysłem architektonicznego kolektywu B. Aladov, A. Zeldakov, B. Krivoshey i M. Tkachuk. Pochodzi od nazwy wsi Komarovka, która za czasów Radzwilow znajdowała się w tym miejscu. Wieś  była zlokalizowana na terenie błotnistych nizin, gdzie było mnóstwo komarów – stad  nazwa. W 1925 r. zaczęto osuszać błoto, dzięki czemu Komarovke dołączono do Mińska.

 

 

DSC03373 DSC03389 DSC03401 2

Ale skupmy się na jedzeniu – choć kuchnia białoruska nie różni się diametralnie od innych słowiańskich kuchni, to właśnie na słynnej Komarovce można poznać bliżej to, co oferują takie kraje jak Kazachstan czy Tadżikistan, rosyjskie hodowle ryb oraz białoruscy dostawcy. Komarovka, czyli największy i „najmasywniejszy” (to słowo idealnie określa objętość tego miejsca) targ w sercu Mińska wzbudza na początku zaniemówienie, a później ekscytację tak słodką, jak płytki miodu, które są tutaj sprzedawane jak najzwyklejsze w świecie batoniki. Znajdziecie tutaj dosłownie wszystko, co wchodzi w skład kuchni byłego Związku Radzieckiego. Marynowane pędy czosnku niedźwiedziego (cheremsha), pluszowe liście winogron (z których robi się gruzińską wersję gołąbków „dolma” – podpowiada babcia), a nawet aromatyczny barbaris, przyprawę przywiezioną wprost z pól Uzbekistanu. Komarovka to bogactwo ryb – żywe jesiotry i siewrugi są sprzedawane na co dzień, a kawior i wszelakie rodzaje ikr mają swoje osobne stoiska. Co dotyczy mięs, z pewnością tu ich nie brakuje. Kazachskie baraszki (idealne na tradycyjny “plov”, czyli duszoną baraninę z ryżem – kolejna pyszna propozycja z Uzbekistanu), dzikie króliki, wołowe ogony, metrowe kaszanki. Można wymieniać w nieskończoność.

 

IMG_0243

 

Poza tym, na Komarovce panuje atmosfera targu z prawdziwego zdarzenia. Bez wahania można pytać się o przepisy i rady u przyjaznych babek (nie lubią siebie nazywać sprzedawczyniami), które doradzają za ladami. Ale Komarovka to także miejsce spotkań – bez pośpiechu można gustować i gawędzić z Turkmenami, którzy sprzedają zioła. Choć lepiej przyjść z rana, bo popołudniu już może nie być świeżo upieczonego lavasha, pysznego kaukaskiego chleba!

 

tekst i zdjęcia: Edward Kanarecki

 





comments powered by Disqus