Redakcja

Opera i deskorolka

Krakowski Zenit to mały gabinet osobliwości. Jego ściany ozdobiono gęstą mozaiką z grafik, zdjęć, malarstwa, obiektów, pamiątek i skarbów zgromadzonych przez właścicieli. Dobrze zaprojektowane wnętrze i nie gorsze jedzenie zarówno śniadaniowe, jak i obiadowe. Śniadanie vege lub kiełbasa z popiołem, kawa przelewowa albo latte, ceviche czy zupa pomidorowa. Zenit daje wiele możliwości, no i jest przyczółkiem nowoczesności, o którą w Krakowie nie łatwo.

– 3/06/2016 –

 

_MG_0645

_MG_0677

 

Po wejściu do Zenitu, pierwsze, na co zwróciliśmy uwagę to wystrój wnętrza. Za projekt odpowiada Piotr Paradowski, młody krakowski architekt. Dominują tu trzy kolory – szary, niebieski i złoty przełamane brązowym fornirem. Od ulicy Miodowej lokal oddzielony jest witryną o dużych, efektownych oknach – w cieplejsze dni otwartych, tak że można usiąść na świeżym powietrzu. Dwie ściany zapełnione są gęstą mozaiką z grafik, zdjęć, malarstwa i obiektów – skarbów zgromadzonych przez właścicieli i architekta. Kilka z nich zostało wykonanych na specjalne zamówienie przez lokalnych artystów. To prawdziwy gabinet osobliwości, któremu warto poświęcić chwilę i przyjrzeć się bliżej. Znajdziemy tam perełki m.in z Barcelony i Hong-Kongu.

Posadzka w odcieniach szarości i delikatnie różowy sufit stanową wyrafinowane tło dla głównego bohatera czyli baru, który jest tu najmocniejszym elementem. Ciemny fornir, złoty mosiądz i pomalowane na niebiesko, drewniane elementy a nad tym butelki z alkoholami i podświetlone logo.

Często zdarza się, że gastronomiczne historie kończą się w tym miejscu i zostajemy z wrażeniem, że za pięknym wnętrzem jedzenie nie nadąża. W Zenicie projekt wnętrza tak na prawdę jest tłem dla tego co na talerzu. Jest pysznie i ciekawie ! a podejście właścicieli do doboru produktów i dostawców wzbudza pełne zaufanie.

Menu opracowane zostało przez szefową kuchni Annę Klajmon i opiera się głownie na produktach sezonowych, sprowadzanych od zaufanych dostawców. Zenit to kuchnia międzynarodowa i smaki z wielu czerpane nurtów. Widać tu mnogość inspiracji a jednocześnie rozwagę w ich komponowaniu.

 

_MG_0627

 

 

 

Zaczęliśmy od śniadania Vege oraz Zenit a do tego kawa z ekspresu przelewowego – dobra mieszanka od Koffi Brand. Śniadanie Vege (21 zł), które miała przyjemność jeść moja towarzyszka składało się z hummusu z dodatkiem buraka, guacamole, młodych szparagów, znakomitej pasty z kaszy gryczanej, brioszki wypiekanej na miejscu i mini doniczki młodych warzyw. Do tego dostaliśmy konfiturę, truskawki i paseczki papryki które w tym towarzystwie smakowały bardziej jak egzotyczny owoc niż jadane „na słono” warzywo. Moje śniadanie Zenit (25 zł) to zupełne przeciwieństwo: kiełbaska z dodatkiem popiołu (robiona na miejscu), holenderski ser farmerski, grilowane portobello i pomidor, szakszuka, plastry chrupiącego bekonu a do tego brioche, konfitura i sos z musztardą Dijon. Obydwie porcje były bardzo duże, a do tego dostaliśmy po kubku kawy (do każdego śniadania w cenie 2 zł).

W karcie śniadaniowej znajdziemy jeszcze znakomite, wytrawne gofry oraz kanapki, tosty francuskie i pudding z kaszy jaglanej.

Od godziny 13:00 (w sobotę od 14:00) możemy zjeść lunch i spróbować dań z głównej karty.

 

_MG_0624

Za rekomendacją właściciela zdecydowaliśmy się na delikatną polędwiczkę z dorsza (36 zł) z zielonymi warzywami, młodym ziemniakiem, rukwią wodną i espumą koperkową czyli sosem przygotowanym przy pomocy syfonu. Spróbowaliśmy też fenomenalnej wołowiny (32 zł) – pieczonej przez 8 godzin – podanej na puree z kalafora z demi glace i sezonowymi warzywami (szparagi, groszek cukrowy, brokuł, młody ziemniak) i kiełkami groszku. Poza daniami głównymi w menu znajdziemy przystawki, zupy, sałaty i makarony. W weekend możemy spodziewać się kilku specjalnych dań, których nie znajdziemy w karcie w ciągu tygodnia np. świetne seviche z dorsza ścięte sokiem z limonki i pomarańczy podane z foccacią.

 

Odwiedziliśmy to miejsce trzykrotnie i za każdym razem zaskoczyła nas jakość obsługi – to na pewno duży atut Zenita. Na plus także pieczywo wypiekane na miejscu i wędzenie niektórych produktów przez szefową kuchni.

 

To miejsce łączy w sobie pasje obydwu właścicieli. Sebastian Wojnar – kiedyś manager w Mąka i Woda – jest fanem opery i muzyki poważnej, a jego partner biznesowy Bartosz Rusin to człowiek ze świata deskorolki i snowboardu. I to właśnie to połączenie ulicy oraz  przepychu jest widoczne w każdym detalu tego miejsca pełnego pasji do jedzenia i do życia.

 

_MG_0662

 

 

tekst i zdjęcie: Przemysław Nieciecki | PION





comments powered by Disqus