Redakcja

Po bandzie

Obnażają kuchenne mity, wpuszczają gości restauracji tam, gdzie zazwyczaj nie mają wstępu – na kuchenne zaplecza. Opowiadają o przekrętach i nałogach. Nie każdy będzie zadowolony. O pracy nad książką „Gastrobanda”, która opisuje polskie kulinaria od „A do Z” rozmawiamy z jej autorami Kamilem Sadkowskim i Jakubem Maliszewskim.

– 28/06/2016 –

 

 Mieliście rozterki, czy w to wchodzić, bo przecież, trochę spraw, które opisujecie w książce to tematy tabu. Imprezowanie, przekręty, używki….

Kamil: Nie było takich myśli, może przez chwilę. To jest bardzo specyficzna branża, nie dla każdego. Staraliśmy się opowiedzieć te historię, tak aby była „zjadliwa”. Faktycznie opisujemy dużo niezbyt wygodnych tematów, ale zależało nam na pokazaniu tego świata takim jakim jest.

Jakub: Ja mam nadzieję, że ktoś jednak będzie zadowolony. Może czytelnicy, którzy dowiedzą się, co się dzieje za ścianą oddzielającą salę restauracyjną od kuchni? Może ci z restauratorów, którzy przykładają się do swojej pracy, bo inni dowiedzą się, że to trudna i żmudna branża? A może ja i Kamil, bo wsadziliśmy kij w mrowisko, bo lubimy chaos?

 

Nie boicie się środowiskowej zemsty?

Kamil: „Zemsta” to mocne słowo. Faktycznie, jeśli ktoś przeczyta tytuł to może pomyśleć, że gastrobanda to dziki świat. Pierwsze opinie branży były bardzo pochlebne. Zastanawiam się, jak taka zemsta może wyglądać?

Jakub: Może będą na nas w restauracjach testować te wszystkie historie, które opisywaliśmy? Ja się nie boję choćby dlatego, że nie jestem częścią tego środowiska. Wszyscy nas pytają o to, czy się boimy. A przecież nie opisywaliśmy tak naprawdę żadnych tajemnic, co najwyżej tajemnice poliszynela, o których branża opowiada sobie wieczorem przy piwie. Trochę pikantnych historyjek bez nazwisk i nazw knajp. Nie jesteśmy dziennikarzami śledczymi, a „Gastrobanda” to materiał zupełnie innego typu. Skąd więc zemsta? Co więcej, naiwnie wierzę, że na dłuższą metę książka może przyczynić się do docenienia pracowników gastronomii.

 

Były rzeczy, których po namyśle jednak nie napisaliście lub usunęliście z książki?

Kamil: Nie było takich momentów, jeżeli już to staraliśmy się tak spakować książkę, aby nie miała pięćset stron.

 

Co było motywem, by taką książkę napisać?

Kamil: Chcieliśmy pokazać ludziom, że gastronomia to świat inny, niż im się wydaje, żeby nie nabierali się na otoczkę jaka teraz panuje, że to łatwy biznes i życie bez przeszkód.

Jakub: Ja nie jestem częścią branży gastronomicznej. Nigdy nie pracowałem w restauracji. Po nawet sporadycznej konsumpcji programów telewizyjnych i artykułów w gazetach miałem zupełnie mylne pojęcie o tym, jak to wszystko wygląda w praktyce. Byłem jednym z tysięcy naiwniaków, którym się wydawało, że założenie restauracyjki to świetna sprawa – pewny i spokojny biznes. Ta książka ma między innymi wpłynąć na tych wszystkich, którzy myślą tak samo. Może dzięki nam zaoszczędzą trochę szmalu i nie wdepną w biznes, o którym nie mają pojęcia.

 

Najtrudniejszy rozdział?

Kamil: Nie było takiego, mam takie wrażenie. Praca nad książką nie była udręką.

Jakub: To prawda, wszystko poszło zaskakująco łatwo jak na nasze, a przynajmniej moje standardy. Ale dla mnie najtrudniejszy był ten rozdział, w którym jest najmniej pikantnych i brudnych anegdotek, czyli ten opisujący jak wygląda praca w kuchni, kto się czym zajmuje, jak jest cała kuchnia restauracyjna zbudowana i tak dalej.

 

Czy kiedy zna się kulisy biznesu gastronomicznego tak dobrze jak wy – chodzenie do barów, kawiarni, restauracji jeszcze sprawia przyjemność?

Kamil: Sprawia totalną radość, obcowanie z ludźmi jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu.

Jakub: Lubię jeść, pić i lubię to robić zarówno samemu, jak i w towarzystwie. A nie zawsze lubię gotować, nigdy nie lubię zmywać i sprzątać po gotowaniu. Więc tak, chodzenie do wszelkiego rodzaju lokali to wciąż jedna z najlepszych rozrywek jakie znam.

 

Jeśli tak, które są waszymi ulubionymi?

Kamil: Staram się nie polecać konkretnych miejsc. To zawsze subiektywna ocena, wynikająca z wielu aspektów. Jeżeli mogę zasugerować, to miejsca bez nadęcia, z dobrym jedzeniem i miłymi ludźmi, którzy je tworzą. Uwaga jest taka, że to nie są zawsze modne miejsca.

Jakub: Mam kilka ulubionych, głównie w Gdańsku i Sopocie. Wielu znawców mogłoby się zdziwić, gdybym podał nazwy, bo najczęściej nie są to miejsca wyrafinowane, do których trzeba wchodzić w garniturze. Ale muszę przyznać, że lubię bywać tam, gdzie mnie jeszcze nie było.

 

 

 

2016-07-04 03.04.13 pm

 

 

 

Kamil Sadkowski – szef kuchni, jeden z twórców Akademii Kulinarnej Fumenti, wieloletni współpracownik Roberta Makłowicza. Przeszedł przez wszystkie szczeble branży gastronomicznej: był kelnerem, barmanem, kucharzem, pracował w firmie dostarczającej produkty do restauracji, uczestniczył w tworzeniu jednego z najpopularniejszych programów kulinarnych. Znawca japońskiej kuchni i bywalec lokalnych restauracji na całym świecie.

Jakub Milszewski – dziennikarz, odpowiedzialny za kształt językowy książki, współautor kontrowersyjnego cyklu felietonów „Mucha w zupie”, w których zadaje niewygodne pytania pracownikom kuchni i hotelowych restauracji.





comments powered by Disqus