Redakcja

Różnica ciśnień

W aktualnym numerze UST znajdziecie wywiad z  Andrzejem Bargielem, który jako pierwszy zjechał na nartach ze szczytu Broad Peak w Karakorum. Kilka lat temu prześcignął wszystkich w prestiżowym biegu Elbrus Race w klasie extreme, a latem tego roku pobił rekord szybkości zdobycia pięciu najwyższych szczytów byłego ZSRR. Andrzej opowiada nam o  momentach trudnych, punktach zwrotnych i o tym, dlaczego warto iść w góry samemu i pożyć tam z dnia na dzień.

– 3/02/2017 –

 

Stoisz u progu wielkiej kariery. Na koncie nagrody i odznaczenia. Masz szansę stać się bohaterem narodowym. Pewnie ciąży na tobie wielka presja osiągnięć i spełniania cudzych oczekiwań.

W Polsce rzeczywiście jest z tym problem. Dominuje myślenie, że sukces to jest pobicie rekordu albo zdobycie szczytu, a jeśli się nie uda, to wstyd i porażka. Mnóstwo ludzi się na tym spala. Myślę, że kluczem jest odwrócenie tej sytuacji. Trzeba skupiać się na tym, żeby zorganizować wyprawę i żeby ją przeżyć. A to, czy uda się przy tym coś osiągnąć, powinno zejść na drugi plan.

bargiel

 

Udaje ci się to?

Na szczęście spotkałem na swojej drodze dużo mądrych ludzi, także ze środowiska biznesu, którzy nigdy nie dawali mi pieniędzy, ale nauczyli mnie, co zrobić, żeby to wszystko się finansowało. Stworzyć strukturę, która pozwoli mi na realizowanie moich celów. Dzięki temu nie mam żadnej presji, robię to, co czuję, i do tego momentu, w którym jest to rozsądne i bezpieczne. A przy tym mam z tego ogromną frajdę. Dla mnie kluczowe jest czerpanie radości ze spędzania czasu w górach. Z realizowania nowych projektów, eksplorowania nowych terenów, poznawania nowych kultur.

 

 

Nie czułeś rozgoryczenia, kiedy podczas pierwszej wyprawy w Himalaje zawrócono cię tuż przed zdobyciem szczytu?

Jakoś to przyjąłem. Na początku nie było to łatwe, ale teraz wiem, że ta decyzja była słuszna. Na wyprawach narodowych jest zawsze kierownik, który decyduje o działaniu wspinaczy. Na końcu ataku szczytowego na Manaslu okazało się, że reszta ekipy nie jest w stanie kontynuować wyprawy i trzeba wracać. Ludzie byli zmęczeni. Ja czułem się na siłach, żeby tam wejść. Byłem najmłodszy i najszybszy, miałem najlepszą kondycję, a poza tym używałem nart więc było mi po prostu łatwiej. Nie zdobyłem szczytu, ale i tak była to dla mnie mega przygoda. Kiedy wszyscy w bazie odpoczywali, ja chodziłem na narty. Zjeżdżałem w puchu, bo spadło tam akurat mnóstwo świeżego śniegu. To był mój pierwszy raz w Himalajach. Spełnienie marzeń. Wyobraźnia z dzieciństwa, która się rozbudowuje na bazie informacji, jakie gdzieś czytamy, obrazów, które widzimy, tworzy w naszej świadomości magię tych najwyższych gór. I nagle tam jestem i mogę jeździć na nartach. Z mojej ówczesnej perspektywy było to zdarzenie zupełnie abstrakcyjne. Niesamowity moment.

 

 

bargiel2

 

Ciąg dalszy rozmowy do przeczytania w USTACH drukowanych. Do kupienia w Empikach, salonach prasowych oraz w naszym sklepie online.

 

tekst: Karolina Rogalska, zdjęcia: Robert Ceranowicz





comments powered by Disqus