Redakcja

Nasłonecznieni

W jednym z domów fińskich na warszawskim Jazdowie od kilku miesięcy działa Solatorium. Można tu przyjść, by posiedzieć wśród zieleni, nasłonecznić się, wypić herbatę, przejrzeć książki, porozmaiwać albo pomedytować. USTA rozmawiają z Michałem Augustynem – twórcą tego miejsca.

– 4/03/2017 –

 

Kto wymyślił Solatorium?

To mój pomysł, zrealizowany przez grono bliższych i dalszych znajomych związanych z osiedlem Jazdów i ogrodem Motyka i Słońce. Jestem społecznikiem i animatorem, pomysłodawcą i współtwórca kilku inicjatyw społecznych: m.in. Wymiennik.org, dwóch ogrodów społecznościowych w Warszawie, Szkoły Ogrodników Miejskich. Dwa lata temu założyłem ze znajomymi Pracownię Dóbr Wspólnych. Pracownia miała być laboratorium modeli współpracy i współdzielenia, które odpowiadałyby na aktualne wyzwania ekologiczne i ekonomiczne.

 

1

2

 

Na dobre ruszyliście odpalając Motykę i Słońce czyli ogrod społecznościowy. Jak to wyszło?

Rok temu, wspólnie z Fundacją Łąka, wynajęliśmy od miasta domek fiński na Jazdowie, gdzie teraz działa Solatorium. W zeszłym roku domek był główną siedzibą Szkoły Ogrodników Miejskich; chodziło o kształcenie ogrodników miejskich z szerokimi horyzontami, widzącymi miasto jako organizm działający w globalnej sieci oddziaływań, na które możemy wpływać małymi, lokalnymi działaniami. Kompostowniki, ogrody wspólnotowe, sadzenie jadalnych żywopłotów, skracanie dystansu między konsumentem a producentem (kooperatywy spożywcze), tworzenie miejsc spotkań, w których ludzie mają szansę coś współtworzyć angażując w to swoje głowy i dłonie, są tym czego potrzebuje miasto w dobie zmian. To coś więcej niż zabawa w osiedlowy ogródek. Takie obywatelskie inicjatywy budują przestrzeń, w której szczęście jest ważniejsze niż statystyki wzrostu PKB.

 

Późną jesienią w tym samym miejscu powstało Solatorium. Pewnie trochę jako zastępstwo dla prawdziwego ogrodu, który macie latem.

Tak. Solatorium, czyli solarne sanatorium, to odpowiedź na srogą posępność późnej jesieni i zimy, której doświadcza wielu ludzi w naszym klimacie (zwanym dla żartu umiarkowanym). Brak światła jest tym bardziej dotkliwy, że większość ludzi spędza cały czas między wschodem a zachodem słońca w zamkniętych pomieszczeniach, często źle wentylowanych, bezbarwnych, urządzonych bez jakiegokolwiek namysłu nad tym, co decyduje o dobrostanie człowieka. Po kilku godzinach subtelnych tortur w duchocie i mroku uczeń albo pracownik biurowy wychodzi na ulicę, gdzie zamiast świeżego powietrza do jego płuc wlewa się podejrzanie pachnąca brudnożółta mgła. Czy kogokolwiek dziwi, że tylu ludzi cierpi na smętek i późną jesienią eksploruje mroczne stany egzystencji z braku alternatywy odurzając się cukrem i alkoholem? Jak mamy być szczęśliwym społeczeństwem, skoro nie zaspokajamy podstawowych potrzeb ciała?

 

 

Zrzut ekranu 2017-03-04 o 07.45.41 3

 

 

Jest na to jakieś remedium?

Zależało mi na tym, żeby stworzyć miejsce, które przytuli znękanego ciemnością i podduszonego smogiem mieszkańca miasta; skrawek przestrzeni udający lato, z tropikalnymi roślinami, elektrycznym słońcem, a nawet dwoma (w tej roli występują dwie duże lampy do terapii depresji sezonowej), zapachami i kojącymi dźwiękami, które przenoszą w inne rejony. Z jednej strony, uzdrowisko miejskie, z drugiej – celowo oderwane od rzeczywistości, wyrwane z kontekstu miejsce, jak kapsuła na obcej planecie, w której spotykają się zabłąkani Ziemianie, żeby poczuć, że żyją i że nie są całkiem sami.

 

Wow! Brzmi estra!

Bo Solatorium stało się też naturalnym miejsce spotkań, spontanicznie nawiązywanego kontaktu. Światło i przytulność domku fińskiego, całego z drewna, sprawia, że ludzie zachowują się, jakby trafili do wysokogórskiego schroniska albo do przedziału w wagonie pędzącym w stronę jakiejś innej, lepszej przyszłości.

 

 

7

 

Kim jesteście?

Ekipa prowadząca Solatorium to ludzie, których połączyła sympatia dla tej idei; są wśród nas ludzie zajmujący się edukacją przyrodniczą i plastyczną, doktoranci, fotografka, kuchmistrzyni. Wszyscy przychodzą i dyżurują, bo lubią przebywać w tej przestrzeni i pewnie też dlatego, że odbieramy codziennie mnóstwo wyrazów sympatii i uznania od osób, które uwielbiają spędzać czas w Solatorium.

 

Prowadzenie Solatorium wymaga poświecenia czasu, macie ustalone dyżury, łatwo to pogodzić z życiem, pracą?

Jest nas sześcioro, a w dni powszednie Solatorium jest otwarte popołudniami, więc da się to pogodzić. Trochę trudniej bywa w weekendy, zdarzały się już dyżury trwające bite 9 godzin bez przerwy. Z drugiej strony nie traktuję prowadzenia Solatorium jak typowej pracy, to raczej coś w rodzaju dziwnych półkolonii w wykreowanej przeze mnie przestrzeni.

Kto przychodzi?

Przychodzą do nas doktoranci i rodziny z dziećmi, studenci, graficy, muzycy, pracownicy korpo i urzędnicy, aktorzy. W większości warszawiacy, ale są też turyści z Krakowa, z Berlina, ze Stanów. Różnorodne towarzystwo.

 

Zrzut ekranu 2017-03-04 o 07.43.09

Co się u was robi?

Co się chce. Można przyjść jak do kawiarni, ale raczej samoobsługowej – dyżurujący nie zawsze chcą zaparzać raz po raz herbatę i goście to szanują; niektórzy podają nam ciepłe napoje, więc granica między usługującym, a obsługiwanym jest rozmyta. Codziennie można poczęstować się ciastem, które wymyśla i piecze Julia Parol, zawsze wegańskim i zazwyczaj bez glutenu. Można po prostu poleżeć na leżaku albo rozłożyć się na jutowym worku przed lampą i chłonąć światło, świeże powietrze, nasiąkać dobrami, które daje ta przestrzeń. Ona do niczego nie zobowiązuje i to jest bardzo ważne. Ludzie nadają Solatorium różne funkcje wykraczające poza pierwotny koncept. Jedni tracą świadomość (zasypiając na chwilę, zrelaksowani), inni ją poszerzają (medytując w piątek rano). Ktoś zaproponował warsztaty djembe i robimy to od paru tygodni. Były koncerty, teatr improwizacji, warsztaty z odlewania doniczek z betonu, robiliśmy upcyklingowe portfele. Za dnia działa coworking, więc przychodzą ludzie wolnych zawodów i doktoranci z laptopami i pracują wśród roślin. Jeśli wierzyć badaniom – lepiej i wydajniej niż w miejscach niedoświetlonych i ubogich w zieleń.

 

Jak reagują na waszą słoneczno-zielną przestrzeń?

Niektórzy zaraz po wejściu rozgląda się niepewnie i zadaje pytania: czy tu można tak po prostu wejść i posiedzieć? czy można sobie zrobić herbatę? Solatorium, jako przestrzeń niezdefiniowana, nieklasyfikowalna, wprowadza w lekką konfuzję. A nam chodzi też o to, żeby przestać zadawać takie pytania, żeby pobyć po prostu, bez zbędnych kostiumów i form, które decydują za nas o tym, co „się robi”. Większość osób rozumie albo doskonale wyczuwa, że to jest miejsce, w którym naprawdę można poczuć się swobodnie. Można wyciągnąć swoją kanapkę, opowiedzieć historię swojego życia, zdrzemnąć się, zaśpiewać albo zatańczyć i nikt nie będzie specjalnie zdziwiony. To czasem są nieznajomi ludzie jak się odnajdują? Lepiej niż się spodziewałem. Nie wiem, czy to zasługa światła czy małej przestrzeni, ale psychologiczny dystans między obcymi osobami w Solatorium bardzo szybko się skraca. Ludzie zaczynają się otwierać, toczą zdumiewająco szczere rozmowy w miejscu bądź co bądź publicznym. Była wizyta która was zdziwila? Nie. Chciałbym, żeby odwiedzało nas więcej osób, które raczej nie mogą sobie pozwolić na latte w kawiarni. Ta przestrzeń jest egalitarna jak każda dobra przestrzeń publiczna, jak park. Tu nie zagląda Ci do portfela przy wejściu. Zasadniczo utrzymujemy się z wolnych datków, niektóre wydarzenie są odpłatne, ale to rzadkość.

 

 

Zrzut ekranu 2017-03-04 o 07.46.06

9

 

W niedziele można zjeść śniadanie – kto gotuje, co podajecie?

Gotuje wspomniana już Julia Parol, prawdziwy wulkan kulinarnej inwencji. To kuchnia w stu procentach roślinna, w której roi się od zaskakujących połączeń. Kto raz spróbował wegańskiej bezy, twarożku ze słonecznika albo tofucznicy z wędzoną praktyką, wie, że można dobrze żyć nie pozbawiając życia zwierząt. Wymyśliliśmy z Julią cykl autorskich śniadań osnutych wokół różnych barw, rodzaj zabawy w kulinarną terapię kolorami. Wiadomo na przykład, że czerwone warzywa i owoce zawierają dużo antocyjanów, które dobrze wpływają na układ krążenia oraz likopenu obniżającego poziom cholesterolu. Z kolei beta-karoten, w który obfitują kukurydza, melon i żółta papryka, wspomaga narząd wzroku. Mamy już za sobą śniadania czerwono-żółte, zielone i białe. Powoli wyczerpują nam się kolory jadalnych produktów, ale na pewno jeszcze nie raz spotkamy się w Solatorium przy wspólnym stole.

Co w planach?

W marcu chcemy zrealizować jeden z pomysłów, które od kilku miesięcy pojawiają się na naszej tablicy korkowej. Pomysł wybierzemy w głosowaniu internetowym. Na pewno znajdzie się miejsce na medytację i muzykę, planujemy też zorganizować śniadanie, tym razem w formie warsztatów kulinarnych. Solatorium miało być w założeniu przedsięwzięciem sezonowym; słońce świeci coraz częściej i coraz dłużej, stopniowo będziemy więc wygaszali Solatorium i przenosili działania do ogrodu Motyka i Słońce, który działa po sąsiedzku. Powoli zaczynam planować drugą odsłonę Solatorium, która – mam nadzieję – ruszy jesienią. Chciałbym zachować luz, niezobowiązujący charakter, a jednocześnie staranniej zaprojektować przestrzeń, by stworzyć jeszcze lepsze warunki przeżywania zimy w mieście. Już teraz nie mogę się doczekać końca lata.

 

 

 

Rozmawiała Monika Brzywczy, zdjęcia: Michał Matejko

Zrzut ekranu 2017-03-04 o 07.47.06





comments powered by Disqus