Redakcja

Stać się marką

Książę z polskimi korzeniami. Rozchwytywany nowojorski fotograf. O tym, jak wykonywać ten zawód w czasach, gdy więcej ludzi chce robić zdjęcia, niż je oglądać, opowiada USTOM Alexi Lubomirski.

– 18/12/2017 –

 

 

 

Czy bycie fotografem w czasach nadprodukcji obrazów ma sens?

Tak, smartfony, Instagram i Facebook to po prostu kolejny rozdział w historii fotografii. Jej śmierć ogłaszano zresztą już kilkakrotnie. Pierwszy raz, gdy pojawił się kolor. Drugi, gdy w latach 90. powszechne stały się aparaty kompaktowe – kolejna rewolucja, której skutkiem ubocznym jest to, że nasz zawód przestał być elitarny. Teraz mamy do czynienia z następnym przełomem: każdy może nie tylko robić zdjęcia, ale też pokazywać je światu. Konkurencja jest ogromna. Ostatnio miałem robić zdjęcia dla wielkiej marki perfumeryjnej. O zlecenie rywalizowałem z bardzo młodym człowiekiem, który ma nade mną tę przewagę, że na Instagramie obserwuje go pół miliona osób. Coraz częściej to właśnie liczba followersów decyduje o tym, czy dostaniesz robotę. A doświadczenie czy jakość prac schodzi na drugi plan.

 

Jak zatem przetrwać w tym zawodzie?

Trzeba robić swoje, ale też umieć się dostroić do wymagań ryn- ku. Obserwować, co się dzieje w branży i znaleźć niszę. Wyrobić sobie nazwisko, stać się marką. Ale to nie wydarzy się z dnia na dzień – wymaga lat ciężkiej pracy. Część instagramowych fotografów świetnie funkcjonuje na rynku. Dostają wielkie zle- cenia pomimo braku doświadczenia i umiejętności, bez których można się doskonale obejść, dopóki coś się nie posypie…

 

 

Na przykład?

Jeśli trzeba sfotografować modelkę, która jest wypoczęta, ma dobrze zrobione włosy i makijaż, doskonałe ciuchy i jest per- fekcyjnie oświetlona, każdy jest w stanie zrobić to dobrze. Ale co, jeśli modelka ma depresję, słońce zajdzie, ciuchy nie pasują, a fryzjer w czasie sesji awanturuje się z klientem? Umiejętność zrobienia dobrego zdjęcia to jakieś dwadzieścia procent sukcesu w tym zawodzie. Reszta to sumienność, punktualność, dobra organizacja. Musisz być też psychologiem i dyplomatą. Dopiero kiedy ogarniesz to wszystko – robisz zdjęcie.

 

Zostałeś kuratorem „Young Poland”, pierwszej w Nowym Jorku wystawy prac polskiej fotogra i mody. Czy nasi artyści mają szansę zaistnieć na rynku amerykańskim?

Nie zyskają międzynarodowej sławy po jednym pokazie, ale będzie to krok w dobrym kierunku. Cieszę się, że mogłem być częścią tego wydarzenia. Sam nie byłbym w miejscu, w którym jestem, gdyby nie pomoc setek ludzi, których spotkałem na swojej drodze. Staram się spłacać ten dług. Na początku kariery chodziłem ze studenckim portfolio od drzwi do drzwi, zwy- kle odprawiano mnie z kwitkiem. Ale w końcu się udało, do pracy przyjął mnie Mario Testino. Pamiętam doskonale swój pierwszy dzień na planie. Byłem bardzo przejęty. Myślałem,że osoby robiące zdjęcia dla „Vogue’a” czy „Harper’s Bazaar” to jacyś bogowie. Okazało się, że Mario to człowiek jak każdy inny. Ma swoje problemy i słabości, jak wszyscy ludzie. Kiedy urealniłem swoje wyobrażenia na temat branży, zaczęło mi się lepiej pracować.

 

Czy prace na tej wystawie mają jakiś wspólny, wschodnioeuropejski mianownik?

Jest w nich jakaś surowość – nie są przestylizowane ani przekombinowane pod względem formalnym czy estetycznym. Mają pewną wspólną narrację, ale ona jest sumą silnych i autonomicznych głosów. Niektóre zajmują twoją uwagę bez reszty. Ich wartość opiera się nie na powierzchownej atrakcyjności, a na treści, która uwalnia się podczas kontaktu z obrazem, czasem nawet kosztem dyskomfortu. W innych widać wielką wrażliwość. Płynie z nich coś, co nazwałbym współczuciem w stosunku do tego, co przedstawione. Jakaś melancholia.

 

Ty w jednej czwartej jesteś Polakiem, a do tego księciem.

Mój ojciec ma korzenie francusko-polskie. Kiedy dowiedziałem się o swoim pochodzeniu, a byłem już nastolatkiem, zacząłem się zastanawiać, co to zmienia w moim życiu. Matka powiedziała mi wtedy, że księciem jest się w sercu i czynach. Co oznaczają te słowa, pojąłem dopiero, gdy urodził się mój syn. Napisałem nawet dla niego książkę „Rady dla młodego dżentelmena”. Bycie księciem to dla mnie zobowiązanie do bycia dobrym człowiekiem. Z tytułem nie otrzymałem żadnego majątku, kolekcji sztuki czy biżuterii. Szkoda, dobrze byś wyglądał w tiarze.

 

Dzięki!

Rozmawiała: Karolina Rogalska

 

 





comments powered by Disqus