Redakcja

Konkret i absolut

Koniec września. Wciąż jeszcze intensywne słońce odbija się od Zatoki Aniołów. Lądujemy w Nicei, by odwiedzić plantację kwiatów Chanel i porozmawiać z nosem tej marki – Olivierem Polge’em.

– 17/01/2018 –

Czarny van wiezie nas na północ od miasta w kierunku Grasse. Czarnoskóry kierowca ma doskonale skrojony garnitur, ciemne okulary oraz nienaganne maniery. Dyskretnie przysłuchuje się naszej rozmowie z Marine, która będzie naszym przewodnikiem po kwiatowej plantacji. Przy kamiennej bramie przesiadamy się do meleksów, które z kolei prowadzone są przez przystojnych młodzieńców w idealnie białych pulowerach i spodniach. Wjeżdżamy w aleję pomiędzy polami kwiatów, jeszcze kilka zakrętów i jesteśmy w Bastide, domu rodziny Mul, która od lat pracuje dla Chanel. Za chwilę założymy białe zamszowe rękawiczki, lniane fartuszki oraz błyszczące czarne kalosze z logo Chanel i ruszymy na spacer przez pachnące pola. Będziemy zrywać delikatny jaśmin i zmysłową, nokautującą zapachem tuberozę, posłucha- my opowieści o tym, jak kwiatowe uprawy wyparły w tym regionie winorośl. W końcu, już po powrocie do Bastide – kamiennego domu w samym sercu plantacji – spotkamy Oliviera Polge’a, który zaprezentuje nam nuty zapachowe swojej najnowszej kreacji – Gabrielle – i poświęci nam chwilę na prywatną rozmowę.

 

 

 

Co jest najtrudniejsze w tworzeniu perfum?

Ludzie myślą, że stworzenie odpowiedniego składu. A prawda jest taka, że najtrudniej zrobić co roku ten sam zapach oraz utrzymać płynność perfum i sprawić, by były przejrzyste. Niektórych zapachów w ogóle nie da się ekstrahować!

Na przykład?

Gardenii, konwalii czy gruszki. Z kolei ekstrakcja jaśminu jest dwuetapowa, używamy wielu filtracji – najpierw osiągamy konkret, czyli efekt w postaci produktu stałego: wosku połączonego z molekułami. Dopiero przy drugiej ekstrakcji i destylacji uzyskuje się olejki ciekłe, czyli absolut, tracąc zresztą przy tym prawie 50 proc. tego, co mieliśmy na początku. To długotrwały i kosztowny proces.

 

 

 

Konkret i absolut! Piękne nazwy!

Piękne i tradycyjne. To dziedzictwo XIX-wiecznego perfumiarstwa, któremu zawdzięczamy płynne perfumy. Nie wiem, czy wiesz, ale dawniej włosy, peruki, ubrania perfumowano najczęściej pudrem. Dopiero pod koniec XIX wieku perfumiarze nauczyli się destylować zapach i pojawiły się perfumy w płynie.

Od tamtego czasu na pewno wiele się w perfumiarstwie wydarzyło. Na czym się dziś koncentrują kreatorzy zapachu?

Kluczowy jest proces ekstrakcji. Możesz go przeprowadzić na wiele sposobów, co zawsze ma wpływ na zapach.

To jak w winiarstwie. Ta sama odmiana, ale inny proces czy nawet osobowość winiarza mogą sprawić, że wina z niej będą kompletnie inne.

Dokładnie. Dochodzą jeszcze terroir, beczka, temperatura, w której dojrzewają. Podobnie jest z pozyskiwaniem zapachów. Gdybyś wybrała się do fabryki perfum, byłabyś zdziwiona, widząc, jak nowocześnie wygląda.

Używasz molekuł?

Oczywiście. Dziś nie ma już zapachów, które są w stu procen- tach naturalne. Wszystko, co tworzymy, jest połączeniem składników naturalnych i syntetycznych.

W Gabrielle połączyłeś cztery białe kwiaty: pomarańczę, ylang-ylang, jaśmin oraz tuberozę. Ta ostatnia chyba ma najwięcej charakteru. Jest wyrazista, dla niektórych trudna.

Tak, to nie jest pospolity kwiat. Kilka lat temu właściciel ostatniego małego poletka tuberoz z okolicy zgłosił się do nas i powiedział, że chce przejść na emeryturę. Nie używaliśmy tuberoz w naszych zapachach zbyt często, ale zrobiło nam się szkoda i odkupiliśmy ich bulwy. Jak widać, przydały się! Ale delikatnie zmody kowaliśmy ten zapach na nasze potrzeby.

W jaki sposób?

Mamy własny sposób destylacji. Dzięki temu nasza tuberoza jest mniej zwierzęca, mniej brutalna w zapachu.

Ciąg dalszy wywiadu do przeczytania w USTACH drukowanych. Można je kupić TU.

 





comments powered by Disqus