Redakcja

Żonglerka, kawa i Klaus

W ładnej narożnej przestrzeni po starym sklepie spożywczym na krakowskim Salwatorze powstała Żonglerka, kameralny bar, bistro. Julia i Szymon stworzyli je myślą o swoich sasiadach, dobrym winie i kawie, spontanicznych spotkaniach, wolnych sobotnich śniadaniach oraz z chęci ożywienia życia towarzyskiego i kulturalnego w swojej dzielnicy.

– 4/02/2018 –

Chociaż nazwa wydaje się nie mieć nic wspólnego z charakterem lokalu, przed przejściem przez próg wystarczy spojrzeć na elewację budynku, aby dowiedzieć się skąd pomysł na Żonglerkę. Modernistyczna, wybudowana w międzywojniu (1936/1937) kamienica przy ul. Syrokomli 20 na Salwatorze, ozdobiona jest wspaniałym sgrafitto przedstawiającym żonglującą kobietę. Autorem dekoracji jest Franciszek Seifert – poważany krakowski grafik, zatrudniony dla podniesienia prestiżu budynku. Do jego projektu nawiązuje grafika przeniesiona do środka lokalu. Biorąc pod uwagę artystyczne koligacje właścicieli, wybór nazwy nie mógł być inny.

 

 

 

 

Szymon Rychlik i Julia Kornacka to absolwenci ASP, ciągle związani z rynkiem kreatywnym. Julia do dzisiaj projektuje stroje do sztuk teatralnych oraz oper. Szymon po studiach został rzemieślnikiem i ręcznie szył obuwie na zamówienie. Pomysł na Żonglerkę pojawił się nagle, kiedy w kamienicy, w której kupili mieszkanie, zwolnił się lokal na parterze. Chcieli stworzyć miejsce dla sąsiadów, koniecznie z dobrym winem. Coś, co ożywiłoby praktycznie martwą dzielnicę.

 

 

To, co powstało ciężko zamknąć w sztywne ramy – czy jest to kawiarnia, bar, może bistro? Żonglerka najbardziej przypomina oddolnie budowany, osiedlowy dom kultury. Z tą różnicą, że możemy tam coś zjeść czy napić się naturalnego wina. To pochodzi z selekcji Josepha Di Blassi (Naturaliści), który zresztą  mieszka po sąsiedzku. Siedząc przy barze, próżno szukać menu – ale Żonglerka jednak karmi. Wspaniałym rzemieślniczym chlebem oraz tym, co akurat znajdzie się pod ręką. A pod ręką zawsze jest masło, pieczone i świeże warzywa, dobre jajko i zagrodowe sery. Te ostatnie, wbrew powszechnym praktykom, krojone są nie tylko pod wino. Szymon korzysta z nich przez cały dzień, stwarzając tym samym jedne z najlepszych setów śniadaniowych w Krakowie. Ostatnio były grane sery z Rancza Frontiera, chociaż właściciele odgrażają się, że nie odsłonili jeszcze wszystkich asów. Do śniadania można napić się kawy z lokalnej palarni Coffee Proficiency lub świeżowyciskanego soku z granatów – domena Szymona.

 

 

 

Lokalu przez cały czas pilnuje rozkoszny pies, Klaus, który bardzo aktywnie promuje miejsce, zaczepiając właścicieli osiedlowych czworonogów, siłą ściąganych do środka przez swoje ciekawskie zwierzaki. Większość przypadkowych gości, zaczyna do Żonglerki wracać – na kawę, na ciepłe słowo, na zawsze.

 

Powyższe to piękna zapowiedź nowego trendu, który udowadnia, że gastronomia w Krakowie jednak nie należy jedynie do turystycznych okolic, ale wspaniale wpisuje się w stare, zakurzone i może z lekka zapomniane dzielnice. To w nich mieszkańcy zmieniają oblicze tradycyjnej tkanki miejskiej, tworząc miejsca przyjazne, ciekawe i otwarte dla każdego – dokładnie takie jak Żonglerka.

 

 

 

 

 

Tekst: Karolina Maria Milczanowska, zdjęcia: Marcin Kałuża

 





comments powered by Disqus