Monika Brzywczy

Ale jajko!

Kasia i Zosia Pilitowskie, mama i córka, właścicielki Rannego Ptaszka na krakowskim Kazimierzu, gdzie śniadanie można zjeść do późnego popołudnia, autorki wielu innych kulinarnych inicjatyw. Napisały i właśnie wydają książkę „Jajko”.

– 20/09/2018 –

 

Skąd wasze zainteresowanie jajkiem?

Kasia: W naszym domu jajko kojarzyło się odświętnie, z niedzielą, bo były to czasy, kiedy tylko siódmy dzień tygodnia był biblijnie przeznaczony na odpoczynek. Rano na stole pojawiało się kakao, bułeczki i jajko na miękko. Musiało być idealne, mieć ścięte białko i płynne żółtko. Marzyłam wtedy, żeby móc tych jajek zjeść więcej niż jedno, dwa przysługiwały jedynie tacie, choć myślę, że mama też miała prawo do drugiego, choć nigdy z niego nie korzystała. Teraz na śniadanie jem nawet trzy!

Zosia: Moje wspomnienie najlepszego śniadania to jajko na miękko z masłem. Jak zwykle trzeba było zjeść pozbawiony smaku wierzchołek białka, ale w nagrodę do gorącego żółtka można było włożyć łyżeczkę masła. Kiedy masło się stopiło, tworząc harmonijny sosik z żółtkiem, maczało się w nim grubo pokrojoną podpieczoną wekę. Mam mówiła, że tak jedzą we Francji. W książce zamieściłyśmy niezwykły i arcyłatwy przepis na zaskakujące karmelowe jajko, bo oprócz masła do żółtka dodaje się karmel lub syrop klonowy.

 

 

 

 

W książce podajecie ponad 60 przepisów na dania z jajkiem, na świecie są ich tysiące, jak wyglądała selekcja?

Zosia: Wybrałyśmy te najbardziej ulubione. Każda stworzyła swój zbiór i okazało się, że ten wspólny jest całkiem pokaźny.
Kasia: No i zgodnie oddałyśmy cześć jajku na twardo, bo mamy wrażenie, że jest traktowane po macoszemu, jedyny splendor spływa na nie w czasie Wielkanocy. W szkolnej stołówce podawano je w szara- wym sosie chrzanowym, brrr. Ale najgorzej prezentowały się w su- chym prowiancie na wycieczce obok gumowatej bułki z odrobiną ma- sła. I to obieranie ze skorupki w zamkniętym kolejowym przedziale… I ten zapach siarkowodoru, który jak proustowska magdalenka do dziś przenosi nas do kolonijnego pociągu w drodze do Łeby.

Zosia: Po latach doznałyśmy olśnienia, odkrywszy niezwykłe połą- czenia jajowych twardzieli w bliskowschodniej kanapce sabih oraz w idealnym mariażu z humusem.

 

 

 

 

 

Pierwsza część książki to standardy, piszecie, jak zrobić jajko na miękko, w koszulce czy jajecznicę.

Kasia: Ten rozdział miał posłużyć za drogowskaz, pokazać, gdzie leży istota dania z jajkiem. Dla nas w prostocie i w niezwykłej zdolności jajka do przemieniania dań zwykłych w olśniewające. Zaczęłyśmy od „Niezbędnika jajkowego”, przewodnika po najprostszych metodach przygotowania jajka, tak aby jego płynną konsystencję nieco ustalić.

Jest tam nasza ulubiona wersja jajka retro – w szklance lub inaczej „po wiedeńsku”. Dodałyśmy kilka sosów, które powstają z jajek i podrasują najzwyklejsze dania i desery. Chciałyśmy też przekonać czytelnika, że zrobienie własnego majonezu jest proste. Ale są też poważniejsze sprawy: bliny z jajkami, szakszuka, mnóstwo ciekawych przepisów.

 

 

 

 

Okraszonych smakowitymi opowieściami i pięknymi zdjęciami.

Kasia: Stworzyłyśmy znakomity team: my i Mateusz Torbus, nasz fotograf. Każda sesja rozpoczynała się wykładaniem na stół nie składników potraw, a bibelotów! Trzeba było się zastanowić, co wybrać z tej obfitości, której częściowo użyczył nam nasz przyjaciel Przemek Winczewski. Ogromny stół kuchenny coraz bardziej się zagracał. W tym czasie Zosia układała na blacie stosy warzyw, owoców, dziesiątki jajek, garnków i wszelkiej maści utensyliów. Pośród nich leżał spis potraw z dobranym kolorem tła.

Zosia: Nie było żadnych dróg na skróty. Musiałyśmy skosztować każdego dania i skorygować przepis, jeśli to było konieczne. Mama układała kompozycje i stale przekomarzała się z nami, wyjaśniając, o co jej chodzi, dlaczego mousse au chocolat jest w asyście dwóch samochodzików, a bliny w wianku krakowskim. W połowie sesji, po pracy zjawiały się barmanki z Ptaszka i zjadały wszystkie „sesyjne modelki i modeli”. To był nasz pierwszy papierek lakmusowy.

 

 

 

 

 

W Rannym Ptaszku śniadanie można zjeść do 16. Ewenement na skalę krajową!

Kasia: Ptaszek powstał z tęsknoty za miejscem z późnym śniadaniem. Wszystkie śniadaniowe menu kończą się zwyczajowo na jedenastej, góra dwunastej. Nigdy nie udało nam się wyżebrać śniadania po tej magicznej godzinie, jakby chęć na jajko na miękko znikała co do mi- nuty właśnie w południe. Zaciekawiło nas to zjawisko i wymyśliłyśmy „śniadanie przez cały dzień”, na które przepisy znajdziecie w rozdziale „Śniadanie od rana do wieczora”.

 

Książka jest utrzymana w pięknym klimacie retro, korespondującym zresztą z wystrojem Ptaszka. Kto łowi te wszystkie gadżety?

Kasia: Nieuleczalne zamiłowanie do szwendania się po targu staroci pod Halą Targową w Krakowie odziedziczyłam po tacie. Kocham to. A projektując bary, znowu mam miejsce na ukochany, jak go pieszczo- tliwie nazywam, „szajsik”.

 

 





comments powered by Disqus