JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
WYDARZENIA

Zalecane do zalecania

Rolnik szuka żony

Całkiem sporą niszę na amerykańskim rynku randkowym zapełniły aplikacje dla farmerów i miłośników sielskiego życia na preriach. FarmersOnly wali prosto z mostu: „W Ameryce są w zasadzie dwie grupy ludzi. Pierwsza skupia się na latte za 5 dolarów, przejażdżkach Uberem i wspinaniu się po korporacyjnej drabinie. Jeśli do niej należysz, nie próbuj randkować na FarmersOnly”. Trochę bardziej inkluzywne są Farmers Dating czy Farmder, który łączy rolników także z mieszczuchami pragnącymi przeprowadzić się na wieś. Najmniej przaśna jest apka Bonfire skierowana do nowego pokolenia agronomów, którzy ewidentnie stawiają na wygodę. Ranczer z Dakoty chwali e-randkowanie za to, że pozwala mu zaoszczędzić czas: „Nie muszę już się martwić, czy znajdę czas na wypad do miejscowego baru, żeby poznać dziewczynę. A z aplikacją mogę czatować z nią, pracując w polu”.

Gra drużynowa

Jeśli męczy cię kumpel czy kumpela jęczący, że nie mogą znaleźć drugiej połówki, weź sprawy w swoje ręce – takie mniej więcej jest założenie apki Wingman (czyli skrzydłowy). Troskliwy przyjaciel ma założyć znajomemu singlowi profil, opisać jego/jej zalety, a potem zacząć poszukiwania idealnego partnera. O odrzuconych awansach przyjaciel nawet się nie dowie, co zdejmuje z niego ciężar niekończącego się „swipowania”.

 

Sprint po flirt

Kontrowersyjna aplikacja dla osób aktywnych fizycznie, dbających o zdrowie i dobre samopoczucie. Krytykowana za to, że faktycznie pozwala się umawiać „szczupłym i pięknym z podobnymi sobie”, wykluczając nieprzyjaciół CrossFitu i joggingu. Nazwa Slindir, nawiązująca do słowa „smukły” (po angielsku: slender), tylko utrwala pozycję apki w wyścigu na podium body-shamingu. Marka próbuje nadrabiać zszargany wizerunek, wspierając dzieci z biednych regionów w nauce pływania. Ewidentnie coś tu nie gra w komunikacji.

Zamknięty krąg

Czyli apki „dla elit”. Niby spoko, bo pozwalają ograniczyć bezsensowne szukanie w gronie, które i tak nas nie kręci. Ale z drugiej strony to wzór wykluczenia ze względu na status społeczny. Raya reklamuje się jako „prywatna sieć dla osób z branży kreatywnej”. Częściowo o dostaniu się do grona decyduje konto na Instagramie. Wśród randkowiczów zdarzają się celebryci – od Moby’ego przez Amy Schumer po Trevora Noah. The League i The Inner Circle odwiedzają za to piękni i wzięci single pracujący głównie w finansach. Ekipa po najlepszych szkołach, głównie z Ligi Bluszczowej. Dlatego też apki przy rejestracji łączą z kontem na LinkedIn (żeby znaleźć dobry match i przypadkiem nie sparować nas ze współpracownikami). Nie ma lekko. Nie jest też tanio, The League ściąga 99 dolarów za miesiąc, ale kto by liczył, szukając miłości?

 

Na podbój świata

Świetna opcja dla współczesnych backpackerów, cyfrowych nomadów i poszukiwaczy przygód (nie tylko w łóżku). Miss Travel pomaga w znalezieniu towarzysza podróży. W warstwie wizualnej to trochę mieszanka reality show na plaży z hasztagiem #travelinfluencer, ale w praktyce to całkiem fajny pomysł. Zalogowanych jest tu blisko 700 000 użytkowników, nie ma ograniczeń związanych z lokalizacją, co oznacza, że można dopasować się do dowolnej osoby w dowolnym miejscu na świecie i zacząć planować wspólną podróż.

 

Partner z przystawką

Dine codziennie serwuje porcję potencjalnych towarzyszy kolacji. Wystarczy wybrać miejsce i zaprosić wybraną osobę, jeśli zaakceptuje – idziecie razem na pierwszą randkę. Na HiDine łączy was wspólne zainteresowanie restauracjami w okolicy, można umawiać się też na wypady w grupach. To, czym „wyróżnia się” jednak apka, jest seksistowskie motto: „Wierzymy w starą dobrą rycerskość. Za pierwszą randkę płaci facet. Ty wydałaś już przecież wystarczająco dużo kasy na ciuchy, buty, fryzurę i kosmetyki”. Nie ma przeproś, koleś musi nawet zostawić zaliczkę na kolację!

Randka ze szparagiem

Jest też nisza wegańskich schadzek. Znana jest Hunny Bee – dość zabawna nazwa (i identyfikacja ze słoikiem miodu), biorąc pod uwagę, że miód wegański nie jest – choć dziennikarka „Vice’a” napisała o niej: „jest większe prawdopodobieństwo, że zwinę stek w Tesco i zjem go na surowo na parkingu, niż znajdę tu swoją parę”. Lepsze notowania ma Grazer – dużo tu fotek awokado i dyskusji o mleku sojowym, nawiązań do ogórków i bakłażanów, ale czy nie o to w końcu chodziło…

 

Apka i aport

Wychodzisz do parku, a tam pusto, Ciapek nie ma się z kim bawić. Z apką Twindog znajdziesz w pobliżu kumpla dla swojego psa – no i jego właściciela. Tak jakby decyduje tu pies, wystarczy, że wybierze jedną z dwóch opcji: „Chcę znaleźć przyjaciela” lub „Chcę, by mój pan poznał ludzi”. Może to nieco absurdalny pomysł, ale całkiem zgrabny. Jeśli nie będzie chemii (między ludźmi), przynajmniej Ciapek się wybiega. Psiarze zawsze też będą mieli o czym gadać.

 

Miłość i nienawiść

Spoko opcja dla cynicznych milenialsów. Hater łączy ludzi, którzy gardzą tymi samymi rzeczami. Aplikacja pozwala ocenić ponad trzy tysiące tematów, aktywności, osób – palcem przesuwa się w czterech kierunkach: lubiąc, nienawidząc, kochając, nie lubiąc. Na liście abstrakcyjne rzeczy, jak „gryzienie lodów” czy „spanie na mnóstwie poduszek”, są też polityczne akcenty w stylu „budowa muru” i „Władimir Putin”, no i seks-hasła: „pozycja misjonarska” czy „69”. Apkę założył 29-latek Brendan Alper. Dla byłego bankiera, który zajął się komedią, Hater był na początku pomysłem na skecz. Chłopak zrobił jednak dobry research i okazało się, że jest potencjał – nie znosimy naprawdę wielu rzeczy.

 

Dla nieśmiałych

Codziennie jedziesz autobusem 180 z tym fajnym brunetem, ale nie masz odwagi, żeby zagadać? Jeśli amant jest na Happn, jest szansa, że wasze drogi skrzyżują się na dobre. Aplikacja wyświetla bowiem profile tylko tych osób, które spotykasz IRL.

Kiedy ktoś mija cię na ulicy, jej profil wyświetla się na ekranie twojego smartfona. Możesz nawet sprawdzić, kiedy jeszcze mieliście okazję się spotkać. Fajny pomysł, pytanie tylko, czy w dużych miastach nie jest to aby szukanie igły w stogu siana? Cóż, przynajmniej jest romantycznie.

 

Test na wyobraźnię

Prosto z mostu, bez owijania w bawełnę i podchodów. Publikujesz propozycję randki – jeśli ta spodoba się potencjalnym kandydatom i oni spodobają się tobie, „it’s a match!”. Na pierwszym miejscu jest zawsze pomysł, z How About We można więc zaliczyć fajne randki w ciekawych miejscach.

 

I duszę, i seks!

Oddzielna gałąź randkowania – aplikacje dla wierzących. Są opcje dla wyznawców każdej wiary. Są mniej lub bardziej otwarte opcje. Np. JDate otwiera swoje e-wrota dla gojów, choć każe zaznaczyć, czy jest się gotowym do konwersji na judaizm. W poszukiwaniu miłości i Boga chrześcijanom pomoże Christian Mingle bądź Crosspaths, która organizuje też tradycyjne mityngi w realu. Muzmatch łączy singli wyznawców islamu ze 190 krajów i mocno stawia na bezpieczeństwo, do wyboru jest nawet funkcja przyzwoitki.

 

Tu i teraz

Coraz popularniejsze są apki dla tych, których męczy odbijanie piłeczki, a wolą lepiej zarządzać swoim czasem i od razu przejść do działania. Now Dating pozwala zsynchronizować swoje kalendarze i umawiać się, nie tracąc czasu na długie dyskusje i przerzucanie się propozycjami dat na spotkanie. Ale umawiać się z kimś tylko dlatego, że ma się dziurę w kalendarzu? Czasem lepiej tak, niż być ciągle zbywanym. Można też zapuścić Join the Round (wcześniej Dindr) – to opcja dla tych, którzy lubią szybko podejmować decyzje – na randkę trzeba się umówić w ciągu 48 godzin od „matchu”.

Na tę samą nutę

Tastebuds łączy ludzi o tym samym guście muzycznym. Użytkownicy mogą szukać partnera, sprawdzając artystów, których ten lubi. Dostają też sugestie oparte o wspólne preferencje. Nawet jeśli romans nie wyjdzie, zostanie przynajmniej kilka fajnych odkryć muzycznych.

 

Do tanga trzeba trojga

Feeld (wcześniej zwany 3nder) załatwia sprawę szukania partnerów do trójkątów. Założył go bułgarski projektant Dimo Trifonov. Zainspirowała go osobista historia: jego dziewczyna napisała do niego list, w którym opisywała namiętność do innej kobiety – coś, o czym wstydziła się powiedzieć wprost. Wzruszony Trifonov pomyślał, że nikt nie powinien czuć takiego wstydu, zaczął więc myśleć o rozwiązaniach. Przez jakiś czas para szukała partnerów online i offline, aby urozmaicić swoje życie seksualne. Żadne z nich jednak nie prowadziło barowo-klubowego trybu życia, trudno więc było nawiązać znajomości, a randkowe portale zatrzymały się na estetyce lat 90. Wtedy Dimo wpadł na pomysł apki 3nder. Tinder pozwał co prawda Trifonova w związku z nazwą, ale paradoksalnie dzięki temu apka trafiła na pierwsze strony gazet. Dla tych, którym trójkąty nie wystarczają i pragną innych swingerskich konfiguracji i bardziej wyszukanych uciech, jest jeszcze ukraińska aplikacja Fantasy.

 

Ostatnie słowo

Według kilku apek zdobywających popularność w anglojęzycznych krajach ostatnie słowo należy się kobietom. Pickable pozwala dziewczynom wybierać partnerów bez podawania swoich danych (nawet zdjęcia), ujawnić można się dopiero wtedy, gdy wybierze się faceta. Co z tego mają panowie? Cóż, mogą sprawdzać, ile lasek je obserwuje i… cierpliwie czekać, aż zostaną zaczepieni. Z kolei Crush działa podobnie do Tindera, z tą różnicą, że dziewczyna może zadać pytanie – on musi na nie odpowiedzieć. Jeśli spodoba jej się odpowiedź, może odblokować dyskusję. Najbardziej popularna w tej kategorii jest apka Bumble – panowie muszą czekać, aż ona pierwsza napisze, inaczej „match” wygasa po 24 godzinach. Założenie jest takie, by pozbyć się e-podglądaczy i ghostowania. Marka mocno się rozwija, dodając opcje do poszukiwania przyjaciół Bumble BFF i platformę networkingową dla profesjonalistek Bumble Bizz. W 2017 firma ruszyła z pop-upem The Hive, gdzie fizycznie można się spotkać (oczywiście przy kieliszku rosé), posłuchać wykładów influencerów i przedsiębiorców. To już nie jest zwykła randkowa zabawka, a potężne narzędzie umacniające pozycję kobiet w świecie wirtualnym i w realu.

 

Na końcu tęczy

Największa apka dla środowiska LGBTQ, faktycznie zaanektowana głównie przez chłopaków, to oczywiście Grindr. Działa podobnie jak Happn, lokalizując użytkowników w pobliżu. Pozwala też zawęzić poszukiwania do typów (tribes). Jeśli chodzi o liczbę profili, nie ma sobie równych. Choć wielkie ambicje w dogonieniu Grindra miała chińska aplikacja Blued, założona cztery lata później. Udało jej się – ma dziś 27 mln użytkowników, z czego większość pochodzi z macierzystego kraju. Twórca apki Geng Le, żonaty policjant z północnych Chin, przez 12 lat w sekrecie prowadził gejowski portal. Gdy przełożeni odkryli jego tajemny projekt, Le stracił i pracę, i rodzinę. To wtedy zaangażował się w walkę o prawa homoseksualnych związków w Chinach. I ruszył z Blued. Dziś wartość jego marki wyceniana jest na 600 mln dolarów. W siłę rośnie też ładna i przejrzysta aplikacja i platforma społecznościowa Her, ukierunkowana głównie na kobiety – przy okazji ze świetnymi social mediami i silnym przekazem „ciałopozytywnym”.

Potentaci potencji

Tinder założyła paczka kumpli: Joe Munoza, Sean Rad, Chris Gulczynski, Jonathan Badeen i Whitney Wolfe. Ta ostatnia zresztą z hukiem odeszła z firmy, składając pozew o molestowanie seksualne (który wygrała; po czym otworzyła Bumble, a niedawno wsparła gejowską apkę Chappy). Tinder na początku był apką dla napalonych studenciaków, działał bowiem tylko na uczelniach. Dziś jest najbardziej popularną aplikacją randkową na świecie. W wyścigu po serca mas ścigają się też Plenty of Fish czy Badoo. Ostatnio Facebook zapowiedział nową aplikację, która ma zmienić oblicze e-randkowania i zdetronizować Tindera. Ambitnie. Póki co Facebook Dating testowany jest w Kolumbii (teraz kolej na Kanadę i Tajlandię). Nie przypomina Tindera, bardziej aplikację Hinge, gdzie odpowiada się na pytania i angażuje w dyskusję, a nie przeciąga partnerów w prawo/lewo. Zintegrowany jest z naszymi facebookowymi wydarzeniami i grupami, ale nie jest bezpośrednio związany z kontem – trzeba stworzyć osobny profil. Randkowicze piszący o nowych technologiach nazywają aplikację męczącą. Oby testy przyniosły poprawę, w końcu zamiarem Zuckerberga było stworzenie narzędzia do szukania „prawdziwych związków” – oby nie oznaczało to prawdziwie ciężkiej harówki.

Tekst: Aleksandra Wałaszkowska

Ilustracje: Kinga Offer-Ploszaj

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Berlin

  • Poznań

  • Sztokholm

  • Budapeszt

  • Lato

  • San Francisco

  • Amsterdam

  • Kraków

  • Lizbona

  • Śląsk

  • Trójmiasto

  • Madryt

  • Tel Aviv

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa