JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
MIEJSCA

Nudne słowo na „k”, czyli pochwała wycieczek

Krajoznawstwo –  słowo niemodne, trochę zapomniane, używane co najwyżej przez wuja w opowieści o zakładowej wycieczce do Torunia, w najlepszym wypadku kojarzyło się ze szkolnym kółkiem PTTK lub przedwojennymi etnografami pokroju Kolberga albo Glogera. Bo cóż mogło nam zaoferować krajoznawstwo wobec pokusy stania się prawdziwym turystą albo przejścia od razu na kolejny poziom – zostania podróżnikiem? Zwiedzanie Muzeum Ziemi Przemyskiej z przewodnikiem albo wycieczka do skansenu w Ciechanowcu? Przecież na wyciągnięcie ręki mieliśmy tanie loty, brak granic (przynajmniej tych w Europie), egzotykę, przygody i niebieskie przewodniki popularnej serii. Kilka kliknięć i już mogliśmy się stać odkrywcami, wagabundami, blondynką w dżungli albo blogerem‑podróżnikiem nadającym z odległego kraju. Do tego w pakiecie: sława, splendor i wieczny podziw wśród znajomych.

A potem, nagle i niespodziewanie wszyscy się w tym znaleźliśmy. Z dnia na dzień, zmuszeni pandemią do poruszania się jedynie na bliskie odległości, patrzyliśmy, jak kosztem topniejącej grupy podróżników rozrasta się grupa krajoznawców. Coraz więcej osób odciętych od zagranicznych wojaży, chcąc nie chcąc, musiało przejść przyspieszony kurs z krajoznawstwa. Poszły w ruch stare przewodniki, zakurzone mapy, lornetki i chlebaki. I kiedy już zamknięto lotniska, wyludniły się Krupówki i krakowski rynek – początkowo nieśmiało, a później już coraz liczniej – „nowi krajoznawcy” ruszyli w teren odkrywać swoją najbliższą okolicę.

Modne stały się spacery do pobliskiego lasu i nad rzekę, przypomniano sobie o istnieniu parków krajobrazowych, a na starych mapach odszukiwano zarośnięte szlaki i ścieżki. Zamiast zdjęć z alpejskich stoków czy drinków z palemką w sieci pojawiało się coraz więcej relacji ze spacerów czy mikrowypraw za miasto. A my w Towarzystwie z satysfakcją odbieraliśmy kolejne telefony od dawno niesłyszanych znajomych: „Poradźcie: dokąd na weekend?”, „Gdzie z dzieckiem?”, „Jakiś fajny zalew w pobliżu?”, „Tylko, żeby nie było ludzi…”.

Cztery lata temu założyliśmy Towarzystwo Krajoznawcze „Krajobraz”. Zmęczeni pogonią za ekspedycjami i wyprawami, odkopaliśmy stare przewodniki po Mazowszu, Beskidach, Pogórzu i ruszyliśmy na wycieczki krajoznawcze. Nie byłoby Krajobrazu”, gdyby nie Korona Warszawy – w założeniu żart dla grupki znajomych w ciągu kilku tygodni stał się dla nas dość niespodziewanie przygodą życia. Pomysł był prosty: w jednym sezonie zimowym wejść na sześć najwyższych szczytów Warszawy, bawiąc się konwencją i traktując sprawę tak, jakbyśmy zdobywali ośmiotysięczniki. Przez ponad miesiąc żyliśmy planowaniem wejść na kolejne wzniesienia. Szybko okazało się, że takich jak my, którzy porywają się na zimowe wejście na Kopę Cwila (108 m n.p.m.) albo Górkę Szczęśliwicką (152 m n.p.m.), jest więcej. Mieszkańcy Warszawy (i nie tylko) wchodzili tam z nami tłumnie, niektórzy w pełnym górskim rynsztunku. Pomyśleliśmy wtedy, że chcemy to robić częściej – wychodzić wspólnie na dwór, pół żartem, pół serio szukać źródeł Kanału Bródnowskiego, co tydzień jechać na wycieczkę do jednego pobliskiego miasta połączonego z Warszawą linią kolejową, w sobotę po śniadaniu wyjechać tuż za miasto, by przejść się na spacer kładką przez bagna, zimą – zamiast na lodowisku – poszusować na łyżwach przez rozlewiska Biebrzy.

Krajoznawstwo siłą rzeczy przeżywa dziś swój renesans. Świadomie zawiesiliśmy na kołku egzotykę, zastępując ją lokalnymi atrakcjami i ciekawostkami. Potrzebę poznawania świata skanalizowaliśmy w podróżach po Polsce. Startując z „Krajobrazem”, nie wiedzieliśmy, że świat się zmieni, że turystyka tak nagle przestanie mieć swój masowy i egzotyczny charakter, a coraz więcej osób spojrzy przychylnym okiem na mikropodróże po Polsce.

Już wiadomo, że to będzie lato inne niż wszystkie. Bez samolotów, dalekich podróży, gorących krajów i egzotyki. Trzeba będzie szybko nauczyć się krajoznawstwa. Odkopać stare podręczniki do geografii, szkolne atlasy i przewodniki, znieść ze strychu plecaki, menażki i śpiwory. Przypomnieć sobie, jak się rozbija namiot i jak się pływa kajakiem, jak się zmienia dętki w rowerze i jak używać kompasu, sprawdzić, dokąd płynie Łyna i gdzie leżą Góry Pieprzowe.

 

Fragment tekstu Szczepana Żurka z pochodzi z najnowszego Magazynu Usta, który kupicie tutaj.


Obecnie Towarzystwo Krajobraz organizuje akcji #123krajobrazy, w ramach której zaprasza do odkrywania polskich parków krajobrazowych. Znajdziecie je tutaj 👉 123.krajobraz.org

W ponad 123 polskich parkach krajobrazowych znajdziecie to, co najlepsze w polskim krajobrazie: od gór do morza, od borów po puszcze, od dzikich rzek po ukryte w lasach jeziora, od bagien po… pustynię.

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa