JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
WYDARZENIA

Dyskretny urok herezji

raut zabawa burżuazja

PREMIERA „WESELA” IGORA STRAWIŃSKIEGO, 1923

Lejący się pienistą strugą szampan, rozochocone pary wirujące na parkiecie w rytm frenetycznej, pobudzającej zmysły muzyki, eleganckie stroje, błysk diamentowej biżuterii, gwar rozmów i śmiechu. Taki obraz szalonego, luksusowego przyjęcia utrwalił w literaturze Francis Scott Fitzgerald swoim „Wielkim Gatsbym”, a kilka lat temu ożywił filmową wyobraźnią Baz Luhrmann, dorzucając do popkulturowego imaginarium „imprezę w stylu Gatsby’ego”.

Fitzgerald bywał w latach 20. gościem takich przyjęć, urządzanych przez Sarę i Geralda Murphych, parę bogatych Amerykanów rozkochanych w paryskiej bohemie. Do legendy przeszła balanga, którą wydali w 1923 roku na cześć kompozytora Igora Strawińskiego, po premierze jego baletu „Wesele” (Les noces), do którego awangardową choreografię ułożyła kobieta, Polka: Bronisława Niżyńska, siostra „boga tańca” Wacława Niżyńskiego. Strawiński i jego rewolucyjne dzieła baletowe miały w Paryżu ugruntowaną renomę – zaledwie dziesięć lat wcześniej po premierze „Święta wiosny” wybuchły zamieszki, bo część publiczności,
oburzona zbyt odważnym tańcem, niemal nagimi ciałami tancerzy i dziką muzyką, wezwała do teatru policję. Premierę „Wesela” przyjęto spokojniej – lata 20. sprzyjały awangardowym pomysłom w sztuce, a Strawiński uznawany był już właściwie za dostojnego klasyka. Jednak przyjęcie wydane na cześć Rosjanina niewiele miało wspólnego z dostojną, oficjalną pompą i mogło niejednego filistra zaszokować, zaś sam kompozytor uznał, że była to po prostu najlepsza noc jego życia.

Zabawa odbyła się na barce sunącej Sekwaną. Gospodarze przyjęcia, sportretowani później przez Fitzgeralda w powieści „Czuła jest noc”, nie żałowali najprzedniejszego szampana, pito więc bez umiaru. Pijany pisarz Jean Cocteau w kapitańskiej czapce biegał wśród gości z latarnią i przekonywał ich, że barka tonie, na pokład sprowadzono też Cyganki, by wróżyły zaproszonym z ręki. A goście byli znakomici: Scott i Zelda Fitzgeraldowie, Pablo Picasso, Cole Porter, pianistka Marcelle Meyer, która spontanicznie zasiadła przy fortepianie i grała barokowe sonaty Scarlattiego. Sarah Murphy wpadła też na niecodzienny pomysł dekoracyjny: zamiast kwiatów na stołach w charakterze ozdoby znalazły się pluszowe misie, lalki, metalowe samochodziki. Znany z zamiłowania do wszelkich figli Picasso najpierw pozamieniał gościom bileciki, a następnie zabrał się do aranżowania surrealistycznej konstrukcji ze zgromadzonych zabawek. W pamięci uczestników przyjęcia zapisał się stojący na szczycie wóz strażacki z wysuniętą drabiną, na której Picasso pieczołowicie ustawił wielką krowę. O świcie, na zakończenie imprezy, jej główny bohater Igor Strawiński wykonał baletowy skok przez obręcz w kształcie wieńca laurowego, podtrzymywanego przez dwóch tancerzy.

 

BAL CZARNO‑BIAŁY, 1966

Wydać przyjęcie, na które przyjdą tzw. wszyscy, które trafi na pierwsze strony gazet w całym kraju i o którym będą dyskutować przez kilka kolejnych dekad kulturoznawcy i socjologowie? By udała się taka sztuka, trzeba być postacią wybitną, jak Truman Capote, który 28 listopada 1966 roku urządził w nowojorskim hotelu Plaza imprezę, na którą zaprosił ponad 500 gości, a donoszące o niej na bieżąco media nie mogły się zdecydować, czy nazywać ją przyjęciem roku, dekady czy stulecia.

Capote był wówczas u szczytu pisarskiej i towarzyskiej sławy, tuż po publikacji powieści „Z zimną krwią”. Pomysł, by urządzić bal maskowy, taki jak dawne bale opisywane w powieściach, wpadł mu do głowy podczas oglądania filmu „My Fair Lady”. Zainspirowała go zwłaszcza scena wyścigów w Ascot, podczas której bohaterowie noszą czarno-białe kostiumy, zaprojektowane przez Cecila Beatona. Postanowił nazwać swoje przyjęcie balem czarno–białym (Black and White Ball) i zażądać, by goście stawili się ubrani w kreacje wyłącznie w tych dwóch kolorach. Początkowo zamierzał na zaproszeniach umieścić adnotację, że damom wolno mieć w charakterze biżuterii wyłącznie brylanty (obawiał się bowiem, że blask rubinów czy szmaragdów zakłóci jego estetyczny zamysł), ale dał się ubłagać jednej ze swoich „łabędzic” – tak określał piękne kobiety, z którymi się przyjaźnił – by tego nie robić. „Nie mam brylantów, wszystkie tiary zastawiłam w lombardzie i nie będę mogła przyjść” – argumentowała Eleanor Friede, słynna agentka literacka.

A przyjść chcieli wszyscy. Walka o znalezienie się na liście zaproszonych gości, którą Capote układał z perwersyjną wręcz przyjemnością, zarówno dopisując, jak i skreślając nazwiska tych, którzy mu czymś podpadli, stała się towarzyskim wydarzeniem sezonu, na równi z samym balem. Pisarz miał bardzo różnorodnych przyjaciół, więc wśród zaproszonych znaleźli się przedstawiciele światka artystycznego: Andy Warhol, Isaiah Berlin czy Frank Sinatra ze świeżo poślubioną Mią Farrow, ale także córka urzędującego prezydenta Johnsona – Lynda Bird, wielu przedstawicieli arystokracji z całego świata oraz amerykańscy bogacze i salonowi bywalcy z Glorią Vanderbilt i Lee Radziwill na czele. Ówcześni lewicujący felietoniści żartowali, że lista gości przypomina „wykaz kandydatów na gilotynę”.

W czterech barach na zamaskowanych gości czekało 450 butelek szampana Taittinger. Rozbawiony czarno-biały tłum został uwieczniony na licznych fotografiach. Maseczkę Candice Bergen wieńczyły ogromne królicze uszy, maska Sinatry miała kocie wąsy, a księżna Luciana Pignatelli namalowała swoją na twarzy, zaś do nakrycia głowy przyczepiła dziesięciokaratowy brylant. Powszechny aplauz wzbudzili swoim numerem tanecznym Lauren Bacall i choreograf Jerome Robbins; uchwycono też znużone gwiazdy moczące bose stopy w hotelowej fontannie.

Mimo pozorów blichtru i wspaniałych gości koszt balu nie był wysoki. Truman Capote wydał na niego zaledwie 16 tysięcy dolarów, z czego większość odliczył później od podatków. Niezaprzeczalnie jednak wyczarował mocą swojej osobowości niezwykłe wydarzenie, które poruszyło wyobraźnię wielu. Niektórych do tego stopnia, że zjawili się w okolicy hotelu w czarno-białych strojach, choć wcale ich nie zaproszono na bal, ale przynajmniej w taki sposób chcieli się otrzeć o te wszystkie zgromadzone w Plazie sławy. Oczywiście nie wszyscy umieszczeni na liście ponad pięciuset gości należeli do grona sławnych i bogatych – Capote zaprosił bowiem tylko tych ludzi, których naprawdę lubił, bez względu na zasobność portfela – choćby zaprzyjaźnionych farmerów z Sagaponack, gdzie miał dom. Czarno-biały bal przeszedł do historii jako jedno z najbardziej ekscytujących wydarzeń w dziejach Nowego Jorku. Wiele masek noszonych tamtej listopadowej nocy przez gości można podziwiać dziś w zbiorach Muzeum Miasta Nowy Jork

 

BAL SURREALISTÓW, 1972

Dokładnie w tym samym roku, w którym ojciec kinowego surrealizmu Luis Buñuel wprowadził na ekrany swoją mroczno-dziwaczną komedię „Dyskretny urok burżuazji” (1972), baronowa Marie-Hélène de Rothschild, przedstawicielka najbogatszego burżuazyjnego rodu Europy, wyprawiła słynny bal surrealistów. Przypadek? Być może jednak film opowiada o grupie ludzi, którym podczas eleganckiej kolacji przydarzają się bardzo dziwne rzeczy. Gości przyjęcia w należącym do Rothschildów Château de Ferrières również czekało kilka osobliwych niespodzianek, spośród których martwe ryby podane w charakterze widelców to tylko jeden z drobnych gagów.

Baronowa de Rothschild słynęła z zamiłowania do ekstrawagancji. To ona odnowiła ziejący pustkami od czasów niemieckiej okupacji rodzinny pałac pod Paryżem i uczyniła zeń centrum żywionego życia towarzyskiego. Na rautach i balach w murach XIX-wiecznej budowli pojawiali się zarówno przedstawiciele rodów królewskich, jak i hollywoodzkie gwiazdy, artyści czy projektanci mody. Yves Saint Laurent, Brigitte Bardot, księżna Monako Grace Kelly, Elizabeth Taylor i Richard Burton należeli do regularnych bywalców owianych sławą, dopracowanych w każdym szczególe przyjęć. Zaledwie rok przed balem surrealistów Rothschildowie wydali bal proustowski, luksusową fetę na 350 gości, by w realiach epoki uczcić setną rocznicę urodzin Marcela Prousta. Jednak to bal surrealistów wrył się mocniej w pamięć potomnych, był bowiem nie tylko jednym z wielu przyjęć dla sławnych i bogatych, ale też artystycznym gestem, szaloną koncepcją, której pod względem kreatywności dorównać mogą tylko niektóre edycje gali Met.

Na napisanych wspak zaproszeniach (do odczytania potrzebne było lusterko), które trafiły do rąk 150 wybrańców, napisano jedynie, że obowiązujący strój to „czarny krawat, długa suknia, surrealistyczna głowa”. Sposób, w jaki goście i gospodarze zrealizowali ten niecodzienny dress code z pewnością przypadł do gustu Salvadorowi Dalemu, który był honorowym gościem balu. A także autorem niektórych fantazyjnych kostiumów, którymi zadziwiali się nawzajem goście. Audrey Hepburn przybyła w klatce dla ptaków jak nakryciu głowy, Hélène Rochas przystroiła głowę gustownym gramofonem. Gospodyni przyjęcia witała gości w gigantycznej masce jelenia, który płakał brylantowymi łzami – z prawdziwych diamentów, rzecz jasna. Nie brakowało wysublimowanych, ale też przekornych i żartobliwych odniesień do sztuki: ktoś pojawił się z jabłkiem dyndającym mu przed twarzą, jako nawiązanie do „Syna człowieczego”, obrazu Magritte’a, kto inny wystąpił w stroju będącym kolażem fragmentów Mona Lizy – prekursor dekonstruktywizmu w sztuce, ani chybi!

Na wystrojone towarzystwo czekały rozmaite niespodzianki: front pałacu oświetlono tak, by wyglądał jak trawiony ogniem, na schodach do wejścia leżeli, udając sen, przedstawiciele obsługi przyjęcia przebrani za koty, zaś nim goście trafili do stołu, musieli pokonać ciemny labirynt utkany z imitujących pajęczą sieć wstążek, z których wysuwały się obmacujące ich dłonie. Przy stole też nie było łatwo: futrzane talerze, wspomniane ryby-sztućce, a jednym z dań był kozi ser „opieczony w postkoitalnym smutku”.

Ilustracje: Martyna Berger, Tekst: Kasia Nowakowska

Fragment artykułu pochodzi z 24 numeru Magazynu USTA, który możesz kupić TU. 

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa