JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
MIEJSCA

Mombasa po Polsku

Lipiec 1989 roku spędzałem z kumplami w Świnoujściu. Podobnie jak dziś, kraj trawiła wtedy parlamentarna gorączka zakończona – mimo gwałtownych protestów – wyborem Wojciecha Jaruzelskiego na urząd prezydenta. Powszechne było poczucie klaustrofobii i izolacji, podobne do tego, którego doświadczamy w czasach zarazy. Polska Rzeczpospolita Ludowa demonstracyjnie broniła granic – także przed swoimi obywatelami. Spacerując świnoujską plażą w kierunku zachodnim, dotarliśmy do wysypiska potężnych betonowych zasieków. Po drugiej stronie była już NRD. O dziwo, przy szarych klocach ze zwojami drutu kolczastego kłębił się tłumek. Za równowartość paczki papierosów Popularnych wopista wypożyczał wojskową lornetkę, pozwalał wdrapać się na przeszkodę i popatrzeć za granicę. Chętnych nie brakowało. Po drugiej stronie piaskowej ławicy zażywali kąpieli słonecznych enerdowscy naturyści.

Działkowcy w opalaczach
W pewnej mierze historia polskiego opalania bez ciuchów zatoczyła koło. Wielu rodzimych amatorów golasowania spędzi tegoroczne lato na krajowych plażach, gdzie zmagać się będą nie tylko z pogodą i komarami, ale także z niechęcią i potępieniem lub nadmiernym zainteresowaniem towarzyszy wypoczynku. Na dwie pierwsze szykany najbardziej oryginalną ripostę znalazł w latach 90. jeden wójt gminy Nowogród Bobrzański koło Zielonej Góry. Wyjaśnił, że mylnie wydał zgodę na otwarcie plaży dla nagusów nad Bobrem, bo pomieszały mu się słowa „naturysta” i „maturzysta”. Ale po kolei.


Za kolebkę polskiego naturyzmu uważany jest Grudziądz.W 1897 roku w tym mieście nad Wisłą powstało Towarzystwo Naturalnego Sposobu Życia. Członkowie zrzeszenia, założonego przez miejscowego lekarza aktywistę, spotykali się w specjalnie
urządzonym ogrodzie. Na łonie przyrody uprawiali sporty lekkoatletyczne, gimnastykowali się, leżakowali i brali kąpiele w wannach napełnionych mułem torfowym. Zajęcia miały charakter koedukacyjny, zaś ich uczestnicy trenowali i opalali się w strojach plażowych, co wzbudziło oburzenie stróżów moralności i zaowocowało plotkami, że grudziądzanie grają w palanta bez majtek. Prawdopodobnie pierwsi naturyści pojawili się na terytorium Rzeczypospolitej w międzywojniu. Golców widywano ponoć na Pojezierzu Wileńskim i w podwarszawskim Otwocku. Strefę dla nagusów miały Zaleszczyki nad Dniestrem, zapomniany dziś kurort, w którym panuje śródziemnomorski klimat. To na terenie „Polskiej Riwiery” działała pierwsza nieoficjalna plaża naturystów.

Wycięli pół biustu
Srodze zawiedli się wszyscy, którzy liczyli, że wraz z nastaniem komunizmu poluzowane zostaną rygory obyczajowe. Władza ludowa okazała się jeszcze bardziej purytańska niż sanacja. Na goliznę nie było przyzwolenia, nie tylko w plenerze, ale i w kinie. Po raz pierwszy nagą damską pierś (ale tylko jedną) zobaczyli widzowie w „Młodości Chopina” (1952) Aleksandra Forda. Odważną aktorką okazała się Hanna Skarżanka, która zagrała paryską robotnicę, obnażoną i dźgniętą nożem przez żołdaka. Pół biustu bez stanika to i tak dla stróżów moralności było za dużo i film szedł w wielu kinach ocenzurowany z toplessu. Wywoływało to awantury wśród widowni, która zawiedziona, domagała się zwrotu pieniędzy za bilety. Na całe ciało bez ubrania publiczność musiała poczekać jeszcze siedem lat do premiery „Rancho Texas” (1958) Wadima Berestowskiego. Ale i to był widok dla spostrzegawczych. Trzeba było wytężać wzrok, by w jednym z kadrów zobaczyć odbicie w wodzie rozebranej Wandy Koczeskiej. Co ciekawe, dwa lata wcześniej trafił do kin „Zimowy zmierzch” Stanisława Lenartowicza, z oniryczną, kilkuminutową sceną kąpieli w kresowej bani (saunie). Na ekranie w kłębach pary prężą się nadzy mężczyźni, którym majta się między nogami to i owo. Na bardziej śmiałą męską rozbierankę polskie kino musiało poczekać do lat 80.

„Głowa” be majtek
Wcześniej dali o sobie znać naturyści. Moda na opalanie nago dotarła do nas w latach 70. na fali gierkowskiej prosperity. Polacy
zaczęli jeździć na wczasy do Jugosławii, Bułgarii, Rumunii i na Węgry oraz do NRD i tam na większą skalę zetknęli się z nowym trendem. Ciągle jednak opalanie bez slipów wymagało odwagi, by nie rzec: heroizmu. Przekonał się o tym Janusz Głowacki. A co przeżył, to opisał w opowiadaniu „Polowanie na rozbierańca”. Na początku dekady w pewien wakacyjny dzień wylegiwał się nad Bałtykiem obok redaktora Markowskiego z tygodnika satyrycznego „Szpilki”. „Dziś, gdy cofam się myślą do owego dnia, pojąć nie mogę, czemu nie zadrżały nam ręce, gdy po kąpieli postanowiliśmy także opalać się bez kostiumu. Dlaczegóż nie przyszło opamiętanie także później, gdy nad wydmami pojawiła się luneta‑peryskop używana z powodzeniem podczas drugiej wojny światowej, a i potem, gdy pobliski las ruszył ku nam niczym Makbet, nie chcieliśmy uwierzyć w nieuchronność przeznaczenia. Dopiero gdy gałęzie opadły, odsłaniając mężczyznę w pięknym garniturze koloru wody morskiej i koszuli typu yellow bahama, a za nim błysnął stalowy mundur plutonowego MO, schwyciliśmy za kąpielówki, zbyt późno.

– Ciekawe, gdzie panowie trzymają dowody osobiste? – zapytał przedstawiciel puckiej władzy w cywilu, proponując mi równocześnie zbicie konia. Tak zaczęła się kilkudniowa walka o podstawowe prawa człowieka, która kiedyś być może przejdzie do historii jako wypadki lipcowe. Walka, w której po jednej stronie występowali funkcjonariusze MO i Główny Urząd Morski, a po drugiej – dziesięć osób bez majtek”.

Goły, czyli wolny
Odchodzenie od urzędowych sankcji dla golasów zaczęło się mniej więcej w czasie karnawału „Solidarności”. Żeby uspokoić
nastroje, władze nieco poluzowały cenzurę obyczajową i odkręciły kurek z nagością. Gazety śmielej zaczęły zamieszczać fotografie
tzw. gołych bab (czym znacząco podnosiły sprzedaż) i reportaże o polskich naturystach. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się wybory nagich miss, które zobaczyć można w teledysku do piosenki „Chałupy welcome to” Zbigniewa Wodeckiego. Pastiszowy w zamierzeniu utwór stał się po trosze hymnem polskich naturystów i rozsławił kaszubską wioskę. Do dziś tamtejsi urzędnicy odbierają telefony z pytaniem „Czy jest jeszcze u was ta plaża, o której śpiewał Wodecki?”.
W Chałupach opalał się wówczas Waldemar, emerytowany antykwariusz, „wyznawca golasowania z czterdziestoletnim stażem”,
jak mówi o sobie. – Dla środowiska, w którym się obracałem, naturyzm był czymś w rodzaju rekreacyjnego protestu przeciw zakłamanej rzeczywistości tamtego czasu – propagandzie komunistycznej i dewocyjnej obyczajowości. Na plaży mogłeś bezkarnie pokazać gołą dupę całemu peerelowskiemu ciemnogrodowi – wspomina.

Cztery litery jak krwawa Mary
Nie było jednak tak słodko. Mieszkańcy Chałup po pewnym czasie zaczęli mieć dość nagusów, którzy bez skrępowania uskuteczniali seanse słoneczne za ostatnimi domostwami. „Do sklepu nie można wyjść, żeby się nie natknąć na faceta z klejnotami
na wierzchu. Zróbcie coś z tym!” – apelowała słuchaczka Radia Gdańsk. Zwolenników opalania bez majtek bronił tygodnik „Veto”,
będący nieformalnym organem medialnym polskich naturystów. „Nagością manifestujemy swój protest przeciwko wynaturzeniom życia erotycznego, pornografii i wyrafinowanemu ekshibicjonizmowi. Nagość to antidotum na pruderię i kompleksy. Atmosfera wspólnego nagiego wypoczynku, plażowania i kąpieli wyzwala ogromną siłę wychowawczą w stosunku do płci przeciwnej, rodzi tolerancję, życzliwość i bezpośredniość” – można było przeczytać w 1983 roku na stronach gazety. Ruch rósł w siłę. Powstało Polskie Towarzystwo Naturystów. Miłośnicy nagich kąpieli słonecznych zaczęli pojawiać się nie tylko nad morzem – w Dębkach, Łebie, Rowach, Międzyzdrojach – lecz także w podwarszawskich miejscowościach: Świdrze i Łomiankach. W Łodzi integrowali się na tarasie popularnego kąpieliska „Fala”. Przed oczami ciekawskich chronili się jednak za wysokim płotem.
Media, łącznie z Dziennikiem Telewizyjnym, relacjonowały wybory nagich miss. Za każdym razem problem stanowiła szczupła obsada kandydatek do tytułu oraz znaczna frekwencja gapiów i dziennikarzy. Ci ostatni narzekali na warunki pracy. „Żeby się
dostać na tę część plaży, musiałem się rozebrać do rosołu. Po godzinie przebywania na słońcu moja pupa wyglądała jak Krwawa Mary. Fotografowałem dla kolegi pracującego w zachodnim wydawnictwie. Po jakimś czasie hiszpańska gazeta opublikowała te zdjęcia z podpisem: »W Polsce najbardziej się udają imprezy nudystów, bo w stanie wojennym Polaków nie stać na ubranie«. Ta gazeta dostała się w ręce centralnych władz i one szukały winowajcy. Na szczęście na plaży nudystów było kilku fotoreporterów i nikt się nie przyznał” – zwierzał się znany fotoreporter Leopold Dzikowski.


Kierunek Chorwacja
Po upadku komuny historia rodzimego naturyzmu znów zatoczyła koło. Ruch nabrał rozpędu, by dość szybko zwolnić. Na początku lat 90. powstały nawet branżowe gazety na czele z magazynem „Nago”, a magazyny pornograficzne drukowały adresy i reportaże z krajowych plaż dla nagusów. Ale Polacy zaczęli bywać w świecie i odkryli, że gdzie indziej można opalać się skuteczniej i bez wzbudzania sensacji. Mekką naszych naturystów została Chorwacja. Innymi popularnymi kierunkami stały się Hiszpania i Włochy. Po upowszechnieniu się internetu media społecznościowe zaczęły być platformami kontaktu i nieformalnej integracji. To tam przeniosły się dyskusje, spory i rekomendacje nagich stref, które, jak się okazuje, funkcjonują w całej Polsce. Najsłynniejsze znajdują się nad Bałtykiem (parę lat temu dołączyło do nich rozsławione przez pisarza Michała Witkowskiego Lubiewo w Międzyzdrojach). Plaże naturystyczne funkcjonują przy każdym dużym mieście. Gdańszczanie mają Stogi, poznaniacy – miejscówki nad jeziorami Kowalskim i Rusałka, krakowianie – zalew w Kryspinowie i nowohucki Przylasek Rusiecki, wrocławianie – jezioro Turawskie, zaś warszawiacy – plaże po obu stronach Wisły, przy Wale Zawadowskim i Wale Miedzeszyńskim.

Fryzury są inne
Tę ostatnią lokalizację upodobał sobie pan Marek, elektryk „pięć lat przed emeryturą”. Odwiedza „wu-em”, kiedy tylko czas i pogoda pozwalają, od ponad trzech dekad. – Co się zmieniło przez ten czas? Chyba tylko fryzury – opowiada. – Kiedyś panie prezentowały w wiadomych miejscach obfite owłosienie. Potem przyszła moda na golenie do łysej skóry, a teraz wracają futerka, choć przystrzyżone. Najbardziej zmienili się panowie. Kiedyś paradowali zarośnięci jak goryle. Teraz się golą, czasami bardziej niż kobiety. Nawet klaty depilują, co wydaje mi się grubą przesadą. Nie zmieniły się reakcje tekstylnych. Plażowicze narzekają na
podglądaczy i ciekawskich, zwanych „krzakowcami” lub „koniotrzepami chaszczowymi”. – Żeby uniknąć zaczepek, najlepiej opalać się w parach lub grupach – dodaje pani Ewa, bywalczyni plaży w Zawadach.
Zarówno naturyści z „wuemu” jak i „wuzetu” zauważają, że ruch nad rzeką jest większy niż w poprzednich latach. Wygląda na to, że pandemia zatrzymała polskich naturystów w domu. W tym roku częściej niż zwykle na krajowych kąpieliskach będzie można
„spotkać golasa, jak na plaży w Mombasa”. Na tysiąc procent. Bo wbrew temu, co śpiewał Wodecki, w tym kenijskim kurorcie nie ma i nie było plaży naturystów.

 

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa