JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
LUDZIE

Plecionkarki z rogożyną

Tekst: Aleksandra Tatarczuk

Zima w Jaworzynce, niewielkiej wsi beskidzkiej. W jednym z domów przy piecu siedzi góral, pan Łupieżowiec, i za pomocą noża obdziera z kory korzenie świerku. W powietrzu unosi się intensywny zapach, a pod nogami rośnie kopiec obierków, które domownicy roznoszą po całym domu. Jego żona po raz kolejny zwraca uwagę na bałagan, choć wie, że jej słowa nic nie zmienią. Korzenie lądują na stosie – posłużą do wyplatania koszy. Po jego śmierci wnukowie wspominają ten obraz często, ale niestety żadnego z nich nie nauczył wyplatania. Wydawałoby się, że wraz z nim tradycja zniknie. Na szczęście w 2009 roku do Jaworzynki przyjechał zespół badawczy z Serfenty – cieszyńskiego stowarzyszenia, któ‑re za cel postawiło sobie popularyzację i zachowanie polskiego plecionkarstwa. Pod przewodnictwem Pauliny Adamskiej zaczęli poszukiwać znawców tego rzemiosła u ujścia Wisły. Research był pierwotnie stricte etnograficzny. Przemierzali Polskę i szukali wytwórców – przeważnie seniorów zamieszkujących małe miejscowości. Chcieli tylko ocalić ich techniki od zapomnienia, ale stali się łącznikami pomiędzy rzemiosłem, mistrzem a współczesnymi odbiorcami.


W Jaworzynce tworzy też Jan Zogata. Pomimo skończonych 80 lat wciąż sam wyrusza do lasu na poszukiwanie materiału. Dzięki wysiłkom stowarzyszenia udało się jego wiedzę przekazać kilku uczniom, którzy sami powoli stają się nauczycielami. Jednym z nich jest wnuk pana Łupieżowca – Józek. Teraz kosze z korzeni świerku są wyplatane przez studentów wzornictwa, projektantów i amatorów plecionkarstwa.

Serfencie, która de facto stała się marką, zawdzięczamy też rosnącą popularność na kapelusze i shopperki z rogożyny – pałki wodnej, tak charakterystycznej dla jesiennego krajobrazu. Szczęśliwie zaczyna wypierać sprowadzaną z tropików trawę morską. Rogożynowe kapelusze pojawiły się w kolekcji duetu RAD – „Wiesia”, zainspirowanej polską tradycją ludową.

Jedną z czołowych plecionkarek pracujących z rogożyną w Polsce jest osiemdziesięcioletnia Stefania Suchora. Namówiona przez Serfentę, poprowadziła warsztaty w ich siedzibie, oni zorganizowali noclegi, słuchali, jak gra na harmonijce i śpiewa pieśni, zabrali na modowe zakupy, a nawet zorganizowali rozmowę na Skypie z projektantką Agnieszką Bar o współpracy przy tworzeniu nowych
przedmiotów.

W międzyczasie do Pauliny Adamskiej dołączyły Łucja Cieślar i Anna Krężelok. Nowy skład pozwolił im nie ograniczać się tylko do łączenia różnych środowisk i edukowania. Namówiły inną mistrzynię, Helenę Rogalę, do zorganizowania pierwszych od wielu lat zbiorów rogożyny w Polsce. Pozyskać pałkę wodną nie jest łatwo, trzeba „wejść w błoto, czasem prawie utonąć”, jak mówi pani Helena. Należy zimą znaleźć staw, z którego spuszczono wodę. Następnie – w zimnie i błocie – ścinać rośliny sierpem i układać w snopki. Zbiory zajmują nawet kilka dni. Dlatego przekonanie rodziny Rogalów do ich zorganizowania było ogromnym sukcesem. Ciężkie snopki transportowano pod ich rodzinny dom, gdzie były sezonowane przez pół roku. Dzięki temu nie tylko można przyjść na warsztaty z panią Stefanią czy Heleną, ale i zamówić gotowy zestaw do domu. A oglądając film instruktażowy, samodzielnie wykonać torbę. Nestorzy plecionkarstwa nie mogli wyobrazić sobie bardziej abstrakcyjnej i współczesnej formy promocji ich
dziedzictwa!


Kosze ze świerkowych korzeni z Beskidu Śląskiego otrzymały nazwę Zogata, od nazwiska twórcy. Poza tym na liście odkryć  Serfenty jest kabłącok – wiklinowy kosz, dawniej wykorzystywany przy zbiorach ziemniaków, czy kołysak – bujak z leszczynowego drewna dla noworodka. Stowarzyszenie w swoim sklepie sprzedaje wyroby mistrzów i uczniów. Poza klasycznymi formami, takimi jak kosz do wyrastania chleba z żytniej słomy i wierzbowych pasów (dartek), są produkty wpisujące się we współczesność, jak wiklinowy kosz na rower, letni kapelusz czy osłonki na donice ze słomy żytniej – słomokulki. Kosze misternie wykonane przez
rzemieślników Serfenty wyglądają jak pamiątki z Bali czy Honsiu, a nie zakupione na targu w Lucimi. Można je znaleźć w modnych sklepach w Norwegii i Japonii.

Paulina, Łucja i Anna wyciągnęły plecionkarstwo z lamusa i udowodniły, że szlachetne techniki pozwalają na tworzenie nowoczesnych przedmiotów. Doprowadziły do wpisania plecionkarskich umiejętności na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO i nie zatrzymują się. Szukają kolejnych rękodzielników, którzy już nie muszą się martwić, że ich techniki odejdą wraz z nimi.

www.serfenta.pl

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa