JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
WYDARZENIA

RAVE W SŁUSZNEJ SPRAWIE

Tekst: Antonina Ulatowska
Ilustracja: Rafał Kwiczor

„We dance together, we fight together” – to hasło przewodnie demonstracji tanecznej, która odbyła się w Warszawie w maju 2018 roku. Parę dni wcześniej, w dwóch popularnych gruzińskich klubach: Bassiani i Cafe Gallery, doszło do brutalnego zachowania policji wobec uczestników imprez, pod pozorem aresztowań osób odpowiedzialnych za handel narkotykami. Ten incydent nie pozostawiał jednak wątpliwości, że wolna od podziałów społecznych oraz dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną kultura klubowa, otwarcie wspierająca środowisko LGBTQ, została zagrożona. W odpowiedzi tysiące Gruzinów i Gruzinek wyszły na ulice, by tańcząc do muzyki techno, manifestować niezgodę na konserwatyzm, dyskryminację i przemoc.

Zaangażowanie środowiska klubowego w kwestie polityczne ma długą i bogatą tradycję, która sięga lat 80. XX wieku. To tradycja „wolnej zabawy dla wolnych ludzi”, czyli kultura rave’u, która wykształciła się w Wielkiej Brytanii, ale szybko rozprzestrzeniła się w Europie, Kanadzie i USA. Antysystemowe, nielegalne imprezy stały się sposobem na wyrażanie idei otwartości i szacunku dla drugiego człowieka, były przestrzenią wolności i tolerancji. Jednocześnie całkiem szybko skojarzono je z narkotykowym  zagłębiem, co stało się pretekstem do zaostrzenia prawa oraz kontroli policji nad rave’ową subkulturą.

Ponadnarodowa wspólnota, zrodzona przy dźwiękach tanecznej muzyki elektronicznej, przetrwała próbę czasu i funkcjonuje do dziś, tworząc kontrę do postępującej komercjalizacji klubów i przemysłu muzycznego. Taką filozofię wyznaje na przykład ruch Freetekno, wywodzący się ze środowiska kolektywów anarchistycznych i squaterskich, dla których robienie imprez i budowanie
własnych soundsystemów ma wymiar polityczny – antyfaszystowski, antymilitarny, równościowy.

Bycie DJ-em lub DJ-ką nierzadko wiąże się z zaangażowaniem społecznym i aktywizmem. Nawet na własnym, politycznie konserwatywnym podwórku obserwujemy coraz częstsze zaangażowanie przedstawicielek i przedstawicieli kultury klubowej w działalność prospołeczną czy proklimatyczną. Przykładem mogą być właśnie techno-protesty i demonstracje taneczne (podczas ostatniej, która przeszła 11 listopada ulicami Warszawy w opozycji do zdominowanego przez nacjonalistów Marszu Niepodległości, z niemal dziesięciu platform rozbrzmiewała muzyka na żywo oraz sety DJ-skie w najróżniejszych gatunkach), ale także imprezy benefitowe, z których dochód przekazywany jest na konkretny cel. Zaangażowane kolektywy muzyczne działające w Warszawie to na przykład FLAUTA, regularnie organizująca imprezy na rzecz migrantów i uchodźców, Synergia – przeznaczająca środki na Centrum Praw Kobiet, MESTIÇO, które wsparło finansowo uchodźców syryjskich przebywających na północy Libanu, Brutaż – przez lata zaangażowany w pomaganie poprzez imprezowanie. To również międzymiastowa inicjatywa Oramics pomagająca kobietom oraz osobom LGBTQ osiągnąć równe szanse na scenie muzyki elektronicznej.

To imprezy wspierające Extinction Rebellion, Towarzystwo na Rzecz Ochrony Przyrody, Kampanię Przeciw Homofobii, Fundację Trans-Fuzja, Kurdyjski Czerwony Półksiężyc oraz działania grupy aktywistycznej Mroky, pomagającej uchodźcom na granicy bośniacko-chorwackiej – by wymienić tylko niektóre spośród przestrzeni ostatnich miesięcy. Jeśli więc się bawić, to w słusznej sprawie!

Słynna sentencja amerykańskiej działaczki feministycznej i anarchistki Emmy Goldman: „Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest moja rewolucja”, po niemal wieku dziś zyskuje na aktualności.

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa