Skąd pomysł na Brito Farm?
Z prywatnej potrzeby zrobienia dodatkowo czegoś bardziej hmm… romantycznego. Jak zapytasz sie winiarza dlaczego założył winiarnie to właśnie odpowie pewnie to co my, czyli raczej to sa takie właśnie osobiste duchowe potrzeby jak praca z ziemia, ze smakiem i takie karmienie ludzi dobrymi rzeczami. To mnie osobiście troche ratuje w bardzo nieprzewidywalnej przyszłości i różnych obawach.
Co oznacza ta nazwa?
Brito to nazwisko naszej mikro rodziny, a farm od potrzeby urządzenia się na wsi.
Ale przecież ty wychowałaś się na wsi… Pochodzisz z jakże słynnej wśród warszawskich foodisow rodziny Ziółków…To prawda, ale potem wyjechałam na studia do Poznania, na wzornictwo, a potem jeszcze na trochę za granicę. A potem z mężem zatęskniliśmy za naturą i postanowiliśmy wrócić na wieś. Kupiliśmy hektar ziemi pod Lublinem. Czyli trochę za dużo na hobby, a za mało na komercyjną uprawę warzyw… Wiec tymczasem sadzimy tam zioła i krzewy na fermenty.

Z czego fermentujecie?
Z ziół głównie, tych które rosną u nas albo u rodziców pomiędzy chwastami. Te pola są strasznie zachwaszczone, bardzo nie instagramowe ale zioła wychodzą naprawde dużo lepiej niż z większych, ładnych gospodarstw. Moim faworytem do fermentacji jest Hyzop, podobno ulubieniec historycznego Jezusa ale bardzo ciężko mi do niego przekonać klientów na bazarze, w fermentowanym napoju wszyscy go jednak lubią, dodaje charakteru, głębi. Takich składników mamy więcej. Dodajemy też rzeczy dziko rosnące, warzywa korzeniowe Ziółka i kupione soki zawsze nie z koncentratu lub owoce.
Już na studiach z tego co pamiętam pracowałaś ze scoobie. Próbowałaś z fermentacyjnej matki zrobić ekologiczny materiał…
Tak i nadal to się dzieje, w zeszłym roku wyprodukowaliśmy papier w przemysłowej papierni dla jednej z miedzynarodowych korporacji. Nie o tym dziś, wiec się nie rozgaduje, ale powoli, konsekwentnie dążymy do celu czyli, aby nanoceluloza poprawiła właściwości materiałów i obniżyła koszty nie tylko środowiskowe. Ostatecznie nikt z konsumentów nie będzie raczej wiedział że nasz produkt jest w opakowaniu który kupili i to będzie sukces.
Wróćmy do fermentacji, pamiętasz swoją pierwszą?
Oczywiście! Pierwszą kombuchę zrobiłam już 10 lat temu, na początku była to po prostu kombucha ziołowa – mój sposób na dorobienie w studenckie wakacje w gospodarstwie rodziców. Potem już długa historia z ta fermentacja, w tym udział w
projektowaniu i produkcji pełnoskalowego bioreaktora i praca nad produkcja nanocelulozy w skali przemysłowej i wdrożeniem w materiałach opakowaniowych z korporacjami ze Stanów, Chin czy Francji – generalnie dużo tabelek (śmiech). Brito Farm to jest taka moja romantyczna odskocznia od tego co robię na co dzień.

Udane i nieudane fermentacje?
Hmmm, trudno powiedzieć, te nieudane są zawsze przydatne w trakcie układania procesów ale tez z czasem jest ich coraz mniej.
To chyba trudne ruszyć z produkcja przemysłową ?
Batch 14 Ziołowego i sezonową Magnolie zrobiliśmy dla dystrybutorów w Polsce i zagranicą – ponad 1000 butelek, więc wszystko się da, nie wolno tylko używać “tańszych” czy łatwiejszych składników lub metod tylko żeby obniżyć cenę produktu. Skupiamy się na smaku i na tym nie oszczędzamy a do tego żeby zrobić to w skali wystarcza tylko i aż klienci którzy to rozumieją. Zapraszam do salonów Vininova na ocenę czy nam sie udało.

Kto zaprojektował etykietę? Ma taki klimat w stylu kreskówek Miyazakiego?
Wczesny AI! (śmiech). Chyba z 2023 roku. Są plany na zaangażowanie do współpracy artystów, ale na ten moment ta postać z etykiety i jej zielone otoczenie świetnie oddają to, co chcemy, aby ludzie czuli pijąc nasze niewina.
Jesteś córką słynnych rolników – opisz zalety i wady tej sytuacji….
Od momentu akceptacji wystającej słomy z butów prawie same propsy (śmiech). A tak na serio na przykład minusy to na przykład brak hmm… obycia w świecie win czy całej otoczki tego świata. Poza tym od czasów wyjechania z Polski czuje prawie same plusy, po prostu nauczyłam przyznawać się – do swojej niewiedzy. Tak jak wyjeżdżamy za granice i czasem tłumaczymy swój angielski tym ze jesteśmy z Polski i to nie jest nasz pierwszy język, ja przyznaję się że nie znam wszystkich pojęć w karcie win w restauracji, bo do nich zaczęłam chodzić po 20 roku życia. Nie chodzi mi o to, że rolnicy nie wiedza jak używać sztućców, ale w moim osobistym doświadczeniu to nie był priorytet w trakcie dorastania.
Ale za to pewnie od dziecka miałaś kontakt z naturą i fermentacją również. Ktoś fermentował u was w domu?
Tak! Zawsze w domu były różne słoiki i kadzie oraz specyfiki podawane jak byliśmy chorzy. Tak jest tak mocno wrzucone w dna, ta produkcja która ma w sobie element wzrostu i używanie zmysłów jako narzędzia – próbowanie rzeczy prosto z pola, zapachy i tekstury, cala tę sensoryczna bibliotekę staram się przekazać w niewinach. W ogóle niewina, tak jak wina, zazwyczaj w przypadku małych produkcji wyrażają bardzo mocno osobowość tego kto ich, tu naprawdę każdy ma swój język i to na pewno łączy tradycyjne winiarstwo z tym nowym działem wine proxy.

https://www.instagram.com/brito_farm_/
Rozmawiała Monika Brzywczy, zdjęcia materiały prasowe
Poleć ten artykuł na Facebooku lub skopiuj link











































