Już na wejściu widać, że wszystko jest tu przemyślane. Każdy uczestnik dostaje własny „paszport” degustacyjny, a na stolikach czekają małe buteleczki z różnymi rodzajami ginów i toników, karty smaków i detale, które budują klimat. Nie ma presji ani nadęcia – jest spokojna, elegancka atmosfera i przestrzeń na rozmowę. Prowadzący przeprowadzają gości przez historię trunku, jego brytyjskie korzenie, style i proces destylacji. I robią to w sposób, który naprawdę wciąga, bo historia ginu jest pasjonująca, a wciąż mało znana. Szczególnie zapadają w pamięć anegdoty o tym, jak wyglądał „marketing” w XVII wieku – momentami zaskakująco podobny do tego, co obserwujemy dziś.
To format, który działa, bo gin – szczególnie rzemieślniczy – jest alkoholem, w którym można (i warto) szukać niuansów: aromatu, struktury, balansu. Degustacja obejmuje pięć pozycji: trzy klasyczne giny o mocy 40% oraz dwa
autorskie likiery ginowe 20%. To przekrój, który pokazuje, jak szerokim światem może być gin – od czystej, klasycznej jałowcowej bazy, przez bardziej botaniczne i „zielone” profile, aż po smaki owocowe i zaskakująco słodkie nuty, jak chociażby czekolada. Nie jest to „pijemy i oceniamy”, tylko próbujemy i rozumiemy, dlaczego coś działa. Co odpowiada za aromat? Jak pracują botaniki? Dlaczego jeden gin jest idealny do toniku, a inny do koktajli?
Na tym etapie prowadzący wchodzą też w temat podawania ginu – szczególnie Gin &Tonic. I to jest moment, w którym wiele osób zaczyna patrzeć na ten drink inaczej. Nie jako „prosty miks”, tylko jako kompozycję, w której naprawdę ma znaczenie temperatura, proporcje, rodzaj toniku. To zaskakująco techniczny fragment spotkania, ale podany w lekki sposób – taki, który nie wymaga żadnej specjalistycznej wiedzy miksologicznej, a jednocześnie daje poczucie, że wynosi się coś konkretnego.
\

Nowogrodzka 31, Warszawa, Polska
ginnerygin.com












































