JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
LUDZIE

Napad na całego

 

Przy czym pierwsza definicja z drugą na ogół się wykluczają: pierwszą w dużej mierze rządzi przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności, druga zaś z przypadkowością ma niewiele wspólne ‑ go – niecodzienne uroczystości to coś, o czym wiemy z dużym wyprzedzeniem. I do tego jeszcze ten transport. No same kłopoty. W  odruchu desperacji wpisałam słowo „okazja” w  wyszukiwarkę i  tu rzeczywistość podała mi pomocną dłoń, wypluwając następujące hasła: „okazja nieruchomości”, „okazja po angielsku”, „okazja synonim”, „okazja czyni złodzieja”. Dalej już szukać nie musiałam, ponieważ bezduszny algorytm strzelił w dziesiątkę. Heist movie. Część z  państwa mogła dotąd nie zetknąć się z  tym terminem, ale za ‑ pewniam, że doskonale wiecie, na czym on polega. To podgatunek filmu kryminalnego, opowiadający o grupie osób, które organizują skok. Najczęściej na kasę, choć nie tylko. Scenariusz takiego filmu stanowi zatem niemal idealną trylogię: 1. Chytry plan (zebranie specjalistów, rozpoznanie alarmów etc.); 2. Napad właściwy, podczas którego chytry plan się mniej lub bardziej rypie, ale ostatecznie skok kończy się sukcesem; 3. Kulminacja, pod ‑ czas której często okazuje się, że film w istocie opowiadał o czymś zupełnie innym, niż widz sądził, a cała akcja była jedynie misterną układanką ze zmyłek. A my otrzymujemy na tacy pięknie wyeksponowane wszystkie znaczenia słowa „okazja”. Mamy niecodzienną, sumiennie zaplanowaną uroczystość, mamy całe sekwencje – summa summarum – szczęśliwych zbiegów okoliczności, no i mamy transport!!! W historycznej ewolucji heist movies najciekawsze wydaje się to, że początkowo trzeci akt tych filmów, czyli kulminacja, był opowieścią o klęsce, do której prowadziły osobiste wady bohaterów: chciwość, niedojrzałość, nieumiejętność pracy zespołowej etc. W efekcie byli sojusznicy stawali się dla siebie największymi wrogami, policja jakby schodziła na dalszy plan. Ten stan rzeczy panował w okresie, gdy w Hollywood obowiązywał Kodeks Haysa, ściśle limitujący ukazywanie w filmach tzw. sytuacji niemoralnych. Filmowcy ob ‑ chodzili więc cenzurę w taki sposób, że owszem, pokazywali bystrych złodziei, owszem, pokazywali, jak im się udaje, ale w finale przykładnie ich za to karali. Dopiero z końcem lat 60. i rozluźnieniem gorsetu obyczajowego sympatyczni rabusie zaczęli wygrywać na całej linii, czego ukoronowaniem był jeden z najwspanialszych heist movies wszech cza ‑ sów: „Żądło” (The Sting) z 1973 roku. Od tego czasu ten podgatunek ma się wyśmienicie, co rusz pojawiają się kolejni arcydzielni jego przedstawiciele, by wymienić „Podejrzanych” (1995), „Plan doskonały” (2006), „Incepcję” (2010), czy nasz rodzimy „Vabank” (1981). A stąd płynie wniosek taki mianowicie, że sukces wcale nie idzie w parze z klęską. Nie jest prawdą, że za szczęście trzeba zapłacić. Ten typ myślenia życzeniowo‑skutkowego tkwi wyłącznie w naszych głowach, został narzucony z zewnątrz (przez cenzurę, światopogląd, religię, jak zwał tak zwał). Jeżeli znajdziemy w swoim życiu mądrych i potrafiących od ‑ sunąć swoje ego na dalszy plan ludzi, jeżeli opracujemy z nimi sensowny plan na życie, wówczas zasadniczo czeka nas doskonała okazja do świętowania. I nie ma w tym żadnego przypadku.

Tekst: Dorota Chrobak

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 29

  • nr 28

  • nr 27

  • nr 26

  • nr 25

  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa

  • Warszawa

  • Berlin