Rolnik to strażnik i architekt
Jeśli przy okazji zakupów w sklepie z żywnością ekologiczną na opakowaniu mąki, płatków, na jogurcie, marchewce czy kawie natknęliście się na pomarańczowy znak z Demeter, znaczy to, że produkt ten został wytworzony w gospodarstwie biodynamicznym. A ludzie, którzy zajmowali się uprawą winorośli, zbóż czy kartofli, musieli co najmniej kilka razy w roku mieszać wirującą wodę w beczce i opryskiwać (przeważnie z użyciem traktora i mechanicznego opryskiwacza) ziemię, która zrodziła te rośliny. Aby uzyskać certyfikat rolnictwa biodynamicznego, musieli w swojej rolniczej pracy robić jeszcze wiele innych rzeczy, które większości ludzi wychowanych we współczesnej cywilizacji zachodniej wydają się dziwne, śmieszne, absurdalne i niezrozumiałe. Podstawą rolnictwa biodynamicznego jest osiem wykładów wygłoszonych w czerwcu 1924 roku przez Rudolfa Steinera, austriackiego myśliciela, twórcę antropozofii, w pałacu w Koberwitz – dziś Kobierzyce pod Wrocławiem. Wydane w formie książkowej pod tytułem „Podstawy pomyślnego rozwoju rolnictwa z perspektywy nauki badającej dziedzinę duchową funkcjonują w środowisku biodynamicznym” na całym świecie pod nazwą Kursu rolniczego. Rolnictwo biodynamiczne jest oprócz medycyny antropozoficznej, ruchu odnowy religijnej funkcjonującego pod nazwą Wspólnoty Chrześcijan (Christengemeinschaft) i najszerzej chyba znanej i zasymilowanej pedagogiki waldorfskiej jedną z praktycznych dziedzin życia wywodzących się z antropozoficznego światopoglądu. Rudolf Steiner w swoim dziele tworzy, jak mówi gnostyk Jerzy Prokopiuk, wizję alternatywnej kultury zbudowanej na rzeczowym, nowoczesnym poznaniu ponadzmysłowego, niematerialnego, duchowego wymiaru rzeczywistości – antropozofia ma być nauką badającą dziedzinę duchową. W Kursie rolniczym znajdujemy niezwykłą, całościową wizję przyrody, związków i powiązań życia roślin i życia kosmosu, rytmów planetarnych i ich wpływów na ziemskie substancje i organizmy. Steiner przedstawia koncepcję gospodarstwa jako samodzielnego organizmu, który realizując podstawowe cele rolnictwa, tj. uprawę ziemi, hodowlę zwierząt i produkcję żywności, pozostaje w możliwie pełny sposób samowystarczalny i zamknięty w obiegu materii. Oznacza to w praktyce dążenie w żywieniu zwierząt do oparcia się na paszach pochodzących z własnych upraw i nawożenie ziemi pod te uprawy naturalnymi nawozami pochodzącymi od zwierząt żyjących w gospodarstwie. Gospodarstwa biodynamiczne mają zazwyczaj charakter mieszany: łączą zróżnicowaną produkcję zwierzęcą i roślinną, Nadrzędnym celem rolnika jest użyźnianie, ożywianie ziemi – bo tylko zdrowa ziemia jest w stanie rodzić zdrowe, odporne rośliny i żywić ludzi. Człowiek – rolnik uprawiający ziemię i dbający o zwierzęta odgrywa rolę strażnika ziemi i architekta krajobrazu. Rolnik ze szkoły biodynamicznej patrzy na ziemię i rośliny w zupełnie inny sposób niż typowy farmer. O ile ten ostatni dumny jest z ogromnych okazów uzyskanych dzięki chemicznemu nawożeniu, o tyle ten pierwszy będzie uważał gigantyczne warzywa i owoce za chore i spuchnięte. Można to porównać do kulturystyki: plony nowoczesnego rolnictwa przypominają napompowane sterydami, sztucznie powiększone ciała. Albo na siłę, przemysłowo tuczone zwierzęta.

Wszystko to robi wrażenie wariactwa
Podstawowym środkiem dla ożywiania gleby jest obornik zwierzęcy, przede wszystkim krowi. Powinien być nie tylko odpowiednio przekompostowany, ale też wzbogacony preparatami ziołowymi. Nie zagłębiając się w szczegóły, które mogą wydawać się mieszaniną alchemii i szamanizmu, wystarczy powiedzieć, że preparaty obornikowe tworzone są poprzez odpowiednie spreparowanie mniszka lekarskiego, kory dębu, krwawnika, pokrzywy, rumianku i kozłka lekarskiego w połączeniu z elementami powłok zwierzęcych jak jelito krowy, pęcherz jelenia czy czaszka zwierzęcia gospodarskiego „Wszystko to robi wrażenie wariactwa, ale pomyślcie, jakie to już rzeczy nie wydawały się ludziom czystym wariactwem” ‒ komentuje w Kursie rolniczym opis przygotowania preparatu z rumianku sam Steiner. W rolnictwie biodynamicznym ważną metodą użyźniania ziemi jest też zmianowanie: przed każdym wysiewem trzeba się zastano- wić, jakich elementów glebie brakuje po poprzedniej uprawie i jaka kolejna uprawa może ten brak uzupełnić. To, co w rolnictwie biodynamicznym dziwić może najbardziej, to stosowany przez jego adeptów kalendarz, w którym kluczową rolę odgrywają fazy Księżyca. Zakładamy, że rośliny są najwrażliwsze w okolicach pełni i nowiu. W tym czasie w ogóle nie ingerujemy w ich rozwój. Wierzymy, że w czasie pomiędzy nowiem a pełnią soki roślin wędrują w górę, a pomiędzy pełnią a nowiem – w dół. Od fazy księżyca zależy, jakie rośliny siejemy, sadzimy i z jakich zbieramy plon. Pomidory np. zbieramy podczas pierwszej kwadry, a marchew podczas ostatniej.

Łajniaki zebrane jesienią
Gospodarstwa biodynamiczne funkcjonują na wszystkich kontynentach. Ich charakter często przekracza klasyczną formułę gospodarstwa rolnego produkującego żywność. Na gruncie wiejskiego życia i pracy rolniczej rozwijane są alternatywne formy życia społecznego. W Anglii, Szkocji i USA bardzo wiele gospodarstw biodynamicznych jest częścią ruchu camphillowego, który tworzy przestrzeń do życia i pracy dla ludzi z upośledzeniami umysłowymi. Ogrodnictwo, hodowla zwierząt i przetwórstwo żywności dają pole do pełnowartościowego angażowania osób z autyzmem czy zespołem Downa w konkretną i przynoszącą satysfakcję pracę. W Egipcie od 30 lat rozwija się inicjatywa Sekem skupiająca indywidualnych rolników uprawiających ekologiczną bawełnę, herbatę i zioła w grupę producencką, która umożliwia wspólną dystrybucję produktów i wspiera rozwój lokalnej społeczności przez tworzenie przedszkoli i szkół. W Polsce w województwie zachodniopomorskim we wsi Juchowo na olbrzymim obszarze ponad dwóch tysięcy hektarów popegeerowskiej ziemi działa od ponad 20 lat gospodarstwo biodynamiczne z hodowlą bydła mlecznego, ogrodem warzywnym i sadami owocowymi. Dobry sklep z winami w jakimkolwiek zakątku Europy, na półce z winami ekologicznymi z całą pewnością będzie miał również wybór win z winnic biodynamicznych. A to, co wysypaliśmy z krowiego rogu do beczki z wodą, to krowi obornik występujący w przyrodzie w postaci łajniaków, czyli krowich placków. Jesienną porą, świeży i pachnący, został włożony dorogu i zakopany na zimę gdzieś na terenie gospodarstwa. Poddany długotrwałemu działaniu ziemi i wykopany na wiosnę, a następnie odpowiednio połączony z wodą pobudza życie gleby.

Tekst: Rafał Duszyński
Zdjęcia: Przemysław Nieciecki
Poleć ten artykuł na Facebooku lub skopiuj link












































