JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
MIEJSCA

Dzikość serca


Za Dzikością Serca stoją dwie dziewczyny, które często pojawiają się na plakatach i wizualizacjach marki. Olga Mazur kończy studia na scenografii w warszawskiej ASP, a Anna Axer‑Fijałkowska, kostiumografka, od dawna pracuje w teatrze, przede wszystkim w TR. – Od dawna chciałam wyjść z teatru – tłumaczy Ania. – Stworzyć coś innego, coś, w czym mogłabym się wyrażać też poza sceną. Zależało nam na tym, żeby nasz lokal miał charakter garażowy i najlepiej był ulokowany na placyku. Więc to miejsce było strzałem w dziesiątkę.Moja dzielnica, centralny punkt pomiędzy domem handlowym Merkury a Urzędem Miasta, jesteśmy więc na trasie wielu osób ze wszystkich środowisk. Inni sąsiedzi są zadowoleni, bo wprowadziłyśmy sporo ruchu w okolicy. Tu zresztą miał ponoć być lokalny bazarek – powstały takie metalowe pawiloniki. W naszym działało dorabianie kluczy. A tuż obok – słynne żoliborskie antykwariaty. Fajne jest to, że jesteśmy od ulicy, mamy dwie witryny, w których możemy eksponować nasze idee – podsumowuje.

Dzikość Serca to komis. Ubrania wstawia się na dwa tygodnie, po czym, jeśli się nie sprzedadzą, można je albo odebrać, albo lądują na wieszaku „ty proponujesz cenę” stworzonym z myślą o tych, którzy mają mniejsze fundusze. – Nie wyobrażasz sobie, ile te transakcje wzbudzają w ludziach emocji. To wielkie wyzwanie: samodzielnie wyceniać i targować się. Wymaga odwagi – śmieje się Olga. Potem rzeczy wciąż niesprzedane lądują w koszu społecznościowym przed sklepikiem. Stąd można je wziąć za darmo. Jest też opcja, by do tego kosza wrzucić ciuchy, które chcemy oddać innym. – Pandemia uzmysłowiła wszystkim, że nadprodukcja na świecie jest olbrzymia – tłumaczy Olga. – A my na co dzień niewiele potrzebujemy, więc możemy się dzielić i wymieniać. I to sprawia nam nie mniej frajdy niż kupowanie nowych ciuchów. Zaczęłyśmy od tego, że same uprzątnęłyśmy swoje szafy. To miłe uczucie, gdy twoje ulubione ubrania trafiają w dobre ręce i ktoś się znowu z nich tak bardzo cieszy – śmieją się obie.

– To, co robimy, jest otwarte na spontaniczność, nie do zaszufladkowania, więc słowo „dzikość” dobrze tu pasuje. No i jest  robione z potrzeby serca, bardzo osobiste, nasze. Stąd nazwa Dzikość Serca, nawiązująca też do filmu Davida Lyncha – tłumaczy Ania. – Dlatego same obsługujemy gości. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, że sadzamy tu sprzedawcę i wpadamy raz w tygodniu. Dzikość to miejsce spotkań, to trochę nasz drugi dom, taki „pokoik marzeń”, do którego zapraszamy ludzi. Stąd te siedziska na podłodze, leżaki przed wejściem, muzyka, gadżety – większość pochodzi z naszych zbiorów, część przywiozłam z mojej ostatniej podróży do Nepalu –mówi, dodając: – Same to wnętrze urządzałyśmy, same wyklejałyśmy wzory na podłodze.

Chciałybyśmy, by to miejsce łączyło wszystkich niezależnie od poglądów, koloru skóry, płci, wieku, seksualności. I tak się faktycznie dzieje – do Dzikości przychodzą i starsze panie z sukienkami jeszcze po swoich mamach, i awangardowi artyści z odjechanymi ciuchami. – Nie patrzymy na brandy, oceniamy, czy nam się ubranie podoba, czy do nas przemawia – wyjaśniają. Dziś w Dzikości ubrania są damskie i męskie, ale dziewczyny uważają, że wszystkie ciuchy są uniseks, więc nie wydzielają wieszakami, co dla jakiej płci jest przeznaczone.

– Na otwarcie Dzikości Serca – opowiada Ania – nasi przyjaciele dziennikarka „Wysokich Obcasów” Paulina Reiter i Sasza Prowaliński, reżyser światła, Białorusin i homoseksualista, zawiesili flagi LGBT i Strajku Kobiet na naszym dachu, bo teraz jest taki czas, że i kobiety, i pary homoseksualne są dyskryminowane, a my stoimy w Dzikości za równością. Nasza znajoma grała na werblach, kiedy te flagi wieszaliśmy. Zaczęłyśmy od imprezy, na którą wszyscy byli zaproszeni – i nasi znajomi, i warszawiacy, którzy marzą o wolności.

Bo przecież nie tylko o ciuchy chodzi. Ubranie to jedna z form wyrażania siebie. Przez nie możemy manifestować poglądy, swoją odmienność, charakter, zróżnicowanie. To jest piękne. Ale przecież tak samo jak w sferze wizualnej, jest z poglądami, uczuciami, myślami – każdy z nas jest inny. A w Polsce coraz trudniej okazywać swoją „odmienność”. My mamy nadzieję, że chociaż trochę te skostniałe poglądy i podziały uda nam się przełamać naszą działalnością, uśmiechem i rozmową.

 

Tekst autorstwa Moniki Brzywczy pochodzi z najnowszego Magazynu USTA, który kupisz TU.

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa