Redakcja

Kęs do wieczności

Nasiona konopi, spirulina czy inkaskie jagody królują na sklepowych półkach oraz biotargach. Skatalogowane jako superfoods mają zapewnić zdrowie oraz młodość. To, że człowiek chce żyć długo, być w pełni sił i świetnie wyglądać, to nic nowego. Od wieków marzymy o nieśmiertelności, poszukując remedium na naszą śmiertelność.

– 8/07/2016 –


Ciekawe, co za setki lat nasi następcy na ziemi powiedzą o dzisiejszych sposobach na młodość i o kulcie ciała. Co będą myśleć o tych wszystkich dietach cud i diametralnie zmieniających się co dekadę opiniach o wyższości masła nad tłuszczami roślinnymi, diety paleo nad śródziemnomorską? Możliwe, że nasze syntetyczne witaminy będą dla nich taką samą abstrakcją, jak dla nas dziś grecka ambrozja. Jedno jest prawie pewne – i oni będą mieli swoje sposoby na długowieczność (a może nawet znajdą sposób na nieśmiertelność?), bowiem ludzie od zawsze starali się okiełznać śmierć. A pomagały im w tym często zwykłe jadalne produkty.

 

Zemsta żarłocznego węża

Po wielu trudach sumeryjski król Gilgamesz dotarł do miejsca, w którym przebywał ocalały z potopu i obdarowany przez bogów nieśmiertelnością heros Utnapisztim. Poprosił go, by zdradził mu sekret wiecznego życia. Niestety, starzec nie był w stanie udzielić bohaterowi odpowiedzi. Na pocieszenie opowiedział mu o magicznej roślinie (możliwe, że była podobna do kolcowoju) przywracającej młodość, rosnącej na dnie morza. Ale i tym razem los był nieprzychylny Gilgameszowi. Mimo że udało mu się zdobyć roślinę, nie miał okazji sprawdzić jej mocy, gdyż ta została pożarta przez węża. To jeden z pierwszych opisów magicznej rośliny mogącej uchronić człowieka przed skutkami starzenia się. Niemniej jednak nauka zawarta w „Eposie o Gilgameszu” – zabytku literatury pochodzącym prawdopodobnie z końca III tysiąclecia p.n.e. – jest bardzo prosta i wymowna: należy cieszyć się każdą chwilą, gdyż długowieczność nie jest pisana ludziom. W literaturze sumeryjskiej magiczne właściwości przypisuje się także mleku Ninhursag. Była to bogini-matka symbolizująca płodność, życie oraz urodzaj. To ona ulepiła człowieka z gliny. W Mezopotamii w miejscach jej poświęconych często pojawiał się motyw krowy. Nazywano ją karmicielką królów, gdyż dzięki właściwościom jej mleka władcy stawali się wspaniali niczym dostojni bogowie.

 

Spisane w Wedach, wypite z bogami

Nie tylko mieszkańcy Mezopotamii wiązali nieśmiertelność ze skarbami ukrytymi pod wodą. Indyjska amryta – napój nieśmiertelności o słodkim smaku – często wydobywana miała być z dna morza. Odniesienia do napitku znajdziemy nie tylko w Rygwedzie (powstającej przez kilka wieków w II tysiącleciu p.n.e.), ale również w literaturze buddyjskiej czy sikhijskiej. W hymnach czasem używa się amryty zamiennie z innym magicznym napojem – somą. Przygotowywano go z soku rośliny o tej samej nazwie. Spożywanie napitku z dodatkiem mleka dawało moc, pozwalało osiągnąć jedność z bogami, no i miało zapewniać nieśmiertelność. Niestety, nie wiadomo dokładnie, o jaką roślinę chodziło Ariom. Wśród licznych propozycji badaczy są: konopie indyjskie, przęśl chińska, muchomor czerwony czy Psilocybe cubensis (gatunek grzybów o właściwościach halucynogennych). Warto też zwrócić uwagę na to, z czym owe „wesołe” substancje mieszano. Wśród dodatków było to, co najistotniejsze w kulturze koczowników – mleko i masło. Dziś przez część naukowców oba te produkty uważane są za niezdrowe, więc współcześnie nie wciągnięto by ich na listę eliksirów życia. Jednak bez względu na skład i sposób podania ciągle chodziło o to, by zachować dobrą formę, urodę i zdrowie – namiastki długowieczności.

 

W spa i na pogrzebie

Godne niebian pożywienie podawano także na Olimpie. Według jednej z legend koza Amaltea wykarmiła Zeusa. Później jej ułamany róg, zwany rogiem obfitości, wypełniał się bez końca jedzeniem, wśród którego były też ambrozja i nektar. Termin ambrozja odnosił się najczęściej do pokarmów stałych, a słowa nektar używano głównie, opisując napój. Inne podanie mówi, że boskie jadło przynosiły bogom codziennie białe gołębice. Niewiele wiadomo o ingrediencjach wchodzących w skład olimpijskiej diety. Jedno jest pewne – nie mogło zabraknąć w niej miodu. Regularne spożywanie ambrozji i nektaru zapewniało nieśmiertelność i wieczną młodość. W przypadku ludzi wiązało się to dodatkowo z uzyskaniem ponadprzeciętnych mocy. Oba specyfiki stosowane były ponadto jako produkty uzdrawiające ciało i zapewniające urodę. W boskim spa korzystała z nich Afrodyta, bogini miłości. Ze względu na konotacje z długowiecznością w greckiej kulturze miód odgrywał ogromną rolę. Z jego dodatkiem przygotowywano jedzenie ofiarne, w szczególności w przybytkach dedykowanych bogini urodzaju Demeter. Ten najbardziej ceniony miód pochodził z gór Hymet. Owoc znoju pszczół miał też wielkie znaczenie – nomen omen – w praktykach pogrzebowych, gdzie używano go także do balsamowania ciał, oraz kulcie zmarłych. Ci, którym śmierć jeszcze nie deptała po piętach, za wszelką cenę starali się pozostać atrakcyjni. Z kulturą grecką bowiem, poza szkołami filozoficznymi, mocno wiąże się i kult ciała. Wysportowani zawodnicy, silni żołnierze, piękne pachnące wonnymi olejami kobiety. W świecie, w którym uroda i zdrowy wygląd były tak cenione, równie silna była presja zachowania ich jak najdłużej.

 

Króliki produkują nieśmiertelność

Nie mniej uporczywi w swoich poszukiwaniach eliksiru nieśmiertelności byli starożytni Chińczycy (było to dla nich znacznie ważniejsze niż przepis na otrzymywanie złota). Poniekąd wynikało to z filozofii, która przyczyn złego samopoczucia oraz chorób upatrywała w diecie. Jedzenie obdarzone energią yin (ciemność, chłód, wilgoć, pierwiastek żeński) i yang (światło, ciepło, ogień, pierwiastek męski), a także podzielone według pięciu elementów budujących wszechświat: ognia, ziemi, powietrza, metalu i drzewa, mogło zarówno uzdrawiać, jak i niszczyć ludzki organizm. Regularny sposób odżywiania bywał wspomagany różnymi produktami o właściwościach magicznych. Mieszkańcy Państwa Środka wierzyli, że eliksir nieśmiertelności wyrabiany jest na Księżycu przez króliki nazywane złotymi lub nefrytowymi. Owoc ich pracy pojawia się w legendzie o Chang’e. Była ona żoną mężnego łucznika imieniem Houyi. Mężczyzna został obdarowany zielem nieśmiertelności. Niestety, jego niecierpliwa żona skradła mu dar, zjadła go i wzniosła się na Księżyc, gdzie mieszka po dziś dzień. Piękna Chang’e żyje w otoczeniu królików, które przygotowują dla niej ziołowy eliksir życia. Co znamienne, imieniem bogini ochrzczono chiński program eksploracji Księżyca – kolejny przystanek ludzkości w odgadywaniu zagadek świata, może nawet tajemnicy długowieczności?

 

Nanozłoto, herbata i rdest

Niekoniecznie ze względu na króliki, ale jednak – przez wieki uczeni z Państwa Środka zajmowali się zgłębianiem różnych nauk, by znaleźć w końcu substancje pomagające przedłużyć życie. Dziś często korzystamy z ich mądrości, nawet o tym nie wiedząc. Z każdej strony jesteśmy zarzucani plastrami ziołowymi zapewniającymi odtruwanie organizmu, ziołowymi koktajlami na detoks, tabletkami na piękne włosy. Na szczęście, ze względu na wysoką toksyczność, współcześnie nie znajdziemy w ich składnikach np. rzadkiej substancji, jaką jest cynober – minerał składający się z siarczku rtęci. Część przypisywanych mu przymiotów związana była z czerwoną barwą. Kolor ten bowiem uznawany jest w Chinach za wyjątkowo szczęśliwy, łączy się go z życiem, krwią i powodzeniem. Sproszkowany minerał dodawano do napojów i mieszanek – na długowieczność właśnie.

Nieco mniej ceniono w Państwie Środka złoto, ale ono również było pożądanym składnikiem eliksirów nieśmiertelności (zresztą i dziś w medycynie oraz kosmetyce coraz większą popularnością cieszy się nanozłoto mające silne właściwości regenerujące). Pomijając kontrowersyjne związki rtęci i inne wątpliwe magiczne substancje – w chińskiej medycynie nie mogło także zabraknąć roślin. Dzisiaj wiele suplementów dostępnych na zachodnim rynku bazuje na takich produktach jak zielona herbata, żeń-szeń czy korzeń rdestu wielokwiatowego – składnikach, które Chińczycy znają od wieków. Herbata pojawiła się w życiu mieszkańców Chin bardzo wcześnie. Według legendy jej parzenia nauczył ludzi Shennong (Boski Rolnik), mityczny władca żyjący ponad cztery tysiące lat temu. Napar o słomkowym kolorze zdaniem starożytnych koił zarówno duszę, jak i ciało. Działał pobudzająco, poprawiał trawienie, zapewniał zdrowie oraz długie życie. Z kolei korzeń żeń-szenia w krajach Dalekiego Wschodu stosowało się w tradycyjnej medycynie, a także kosmetyce. Wciąż przypisuje się mu działanie wzmacniające i afrodyzjakalne. Medycy i alchemicy wykorzystywali również korzeń heshouwu, czyli rdestu wielokwiatowego. Według legend działał on na potencję oraz cofał (!) oznaki starzenia, takie jak siwe włosy czy słaby wzrok. Może nie chronił przed śmiercią, ale spożywany regularnie miał znacząco wydłużać życie.

 

Roślina, która strzeże bóstwa

W Kraju Kwitnącej Wiśni również wierzono w króliki na Księżycu, jednak częściej niż eliksir nieśmiertelności przygotowywały one mochi – zwyczajne ryżowe ciasteczka. Niezwykłe właściwości natomiast przypisywano pewnej odmianie cytrusów. Związana jest z nią legenda z czasów cesarza Suinina (lata panowania: między 29 rokiem p.n.e. a 70 rokiem n.e.). Otóż na rozkaz władcy śmiałek imieniem Tajima Mori (Mający pod Opieką i Strzegący Czyste Duchy przed Zmazami) wypłynął na wyprawę morską w celu pozyskania „tokijiku no kaku no konomi” (owocu wiecznie pachnącego drzewa). Po dziesięciu latach poszukiwań wysłannik wrócił do Japonii z magicznym cytrusem zapewniającym długowieczność, niestety cesarz już wtedy nie żył. Owocem nieśmiertelności okazała się tachibana (Citrus tachibana), której nazwę można przetłumaczyć jako „roślina, która strzeże wielkiego bóstwa przed zmazami”. Dziś tachibana bardziej niż z długowiecznością kojarzy się z cukiernictwem, gdyż jej zdobywca – Tajima Mori – jest swego rodzaju patronem cukierników.

 

Kiedy wszystko zawiedzie

Jeśli jednak okaże się, że wszystkie dzikie mandarynki, herbatki, wesołe grzybki i inne eliksiry nie gwarantują upragnionej nieśmiertelności, pozostaje magia oparta na symbolicznym znaczeniu produktów. W Korei na przykład, aby zagwarantować sobie długie życie, na urodziny jada się ciągnące się makarony, a z okazji Nowego Roku – zupę tteokguk z taką liczbą kawałków ryżowych klusek, ile ma się lat. Japończycy zaś wierzą, że długowieczność zapewnia toshikoshi soba – długi makaron gryczany spożywany w wigilię Nowego Roku ‒ oraz noworoczne dania ze skorupiakami, w szczególności krewetkami i homarami (zwierzęta te ze względu na swoje długie wąsy wyglądają jak ludzie w bardzo podeszłym wieku).

Wiara w króliki czy kozy, kulinarna magia, przedziwne kuracje – wszystkie te rytuały z porządku symbolicznego miały zatrzymać młodość, wydłużyć życie. Te same cele stawia sobie notabene współczesna medycyna – z całym swoim zimnym, pragmatycznym podejściem. Wszystko zasadza się na potrzebie człowieka, by trwać. Ekstrakty z leczniczych roślin, zabiegi, systemy odżywiania. Przyszłość będzie należała do suplementów diety rodem z filmów SF. A gdy już uda nam się osiągnąć upragnioną nieśmiertelność, to co będzie potem?

 

Na początku września w Centrum Nauki Kopernik zaprasza na 6. edycję Festiwalu Przemiany. Temat przewodni – „Pokusa nieśmiertelności” – to tytuł głównej wystawy i towarzyszących jej warsztatów, wykładów, paneli dyskusyjnych z udziałem artystów, naukowców, specjalistów medycyny przyszłości i projektantów. Postęp w dziedzinie medycyny i nowych technologii wzmaga nasz apetyt na dłuższe życie. Czy będziemy poddawać nasze organizmy ciągłej odnowie? Jak zmieni się kondycja człowieka zaopatrzonego w narzędzia do kontroli swojego zdrowia? Czy dłuższe życie to lepsze życie? Te pytania pojawią się też w spektaklu teatralnym i pokazach filmowych. Piątkowa noc to koncert LIVE. W niedzielę od rana „Śniadanie nad rzeką”, którego producentem jest magazyn USTA. To całodzienny piknik połączony z targiem owocowo-warzywnym, dyskusją o „dietach
długowieczności” i degustacją roślinnych potraw Michała Gniłki.

Więcej informacji tutaj: http://www.przemianyfestiwal.pl/

 

unnamed-1

 

Tekst: Magdalena Tomaszewska-Bolałek; ilustracje: Joanna Wojniłko

 

 

 

 





comments powered by Disqus