Redakcja

Od Dogpatch po Sunset

Jeśli macie w głowie obrazek hipisowskiego miasta jak z filmu „Obywatel Milk”, kolorowego, liberalnego, walczącego o wolność – San Francisco spełni wasze oczekiwania. W nowym numerze UST opisujemy dla was najciekawsze miejscówki tego miasta.

– 19/10/2016 –

Wciąż jest jednym z najbardziej otwartych i zróżnicowanych społeczeństw. Pod względem narodowości, orientacji seksualnej, ale i gastronomii. Kuchnia japońska, chińska, meksykańska mieszają się tu z wpływami francuskimi, włoskimi czy amerykańskimi. Ale przede wszystkim jedzenie musi być ORGANICZNE!. Takie są warzywa, owoce, ale też wina, piwa czy lody, opisy poszczególnych produktów w wyspecjalizowanych delikatesach są oszałamiające. Najciekawszych smaków nie szukajcie wśród wieżowców downtown, my polecamy rejon Mission, Dogpatch czy Sanset.

 

 

Robotnicy i surferzy

Cztery lata temu para kucharzy Lana Porcello and David Muller otworzyli autorski lokal w północno-zachodniej części San Francisco. Sunset, dzielnica robotniczo-surferska, leży daleko od centrum, niemal już nad samym oceanem i wcześniej nie było gastronomicznych powodów, by odwiedzać te okolice. Dziś kolejka chętnych, by zjeść tu śniadanie lub brunch ustawia się od rana. Trzeba cierpliwie zaczekać kilka lub kilkadziesiąt minut. Na szczęście w SF obowiązuje system z oczekującą listą gości, więc wystarczy się wpisać i można na chwilę odejść, by zwiedzić okoliczne sklepiki w tym piękny General Store ze świetną selekcją ceramiki, biżuterii, albumów i ubrań. Zajrzyjcie koniecznie na ich zaplecze, mały ogródek ze stołem i szklarnią jest dostępny dla gości. Po chwili relaksu wracamy do Outerlands. Na śniadanie można tu zamówić miskę kinoi z

kukurydzą, jajkiem, pomidorem, bazylią oraz koperkiem, jajka po benedyktyńsku na kukurydzianym pieczywie wypiekanym na miejscu, migdałowy french toast lub jajecznicę na zielonej tortilli z grillowanymi warzywami i serem pecorino. Jest pysznie i pięknie, warto czekać!

Outerlands, 4001 Judah St

www.outerlandssf.com

 

Z przyczepy do magazynu

Jedna z najładniejszych kawiarni, w jakich byliśmy. Trzecia fala kawy wpłynęła 7 lat temu do postindustrialnych przestrzeni w South of Market. Bracia Jastin i Jerad Morrison zaczynali od sprzedaży espresso i przelewowych kaw z małej rozklekotanej przyczepki, dziś mają palarnię i przestronną kawiarnię w starym, urokliwym magazynie przy Siódmej Ulicy. Pomieszczenie jest bardzo wysokie, ma piękne stare metalowe okna, mozaikę z czarno-białych malutkich kafelków na podłodze i świetnie wkomponowane w przestrzeń meble. A na zapleczu maszyny do palenia kawy. Od szklanego wziernika w jednej z nich wzięła się nazwa kawiarni. Sightglass ma swoją też filę w nowo otwartej MOMA.

 

Sightglass Coffee, 270 Seventh Street

www.sightglasscoffee.com

 

 

Mekka foodiesów

Piekarnia legenda. Przed niewielkim lokalem na rogu Guerrero i 18 ulicy często stoi spora kolejka. W środku tylko jeden common table oraz kilka małych stolików, a wybór słodyczy i wypieków obłędny! Od zwykłych przepysznych croissantów, przez franginapny, tarty cytrynowe, bread pudding, maślane skonsy, puddingi czekoladowe. Są przygotowane precyzyjnie, jak małe dzieła sztuki, ozdobione owocami, zgrabną łyżeczką bezy, a smakują równie dobrze jak wyglądają. Gama słodyczy zmienia się często, jest za nią odpowiedzialna Elisabeth Prueitt. Jej mąż, bardziej znana strona tego duetu, piekarz Chad Robertson odpowiada za chleb. Jest autorem słynnej biblii piekarskiej „Tartine” i „Tartine Bread”, autorem tych charakterystycznych sporych bochnów chleba, dobrze napowietrzonych, z chrupką skórką i miękkim wnętrzem. To z nich powstają klasyczne w Tartine kanapki z zapiekanym serem, szynką oraz na przykład szparagami, podawane z marynowanymi marchewkami. Do tego kawa i zdjęcie na Instagram gotowe. Widać, że dla wielu turystów to punkt pierwszy, obowiązkowy, od którego zaczynają zwiedzanie SF. Elisabeth i Chad kształcili się w Culinary Institute of America w Nowym Jorku, Chad podróżował też po Francji – tę inspirację widać w menu, ale oboje starają się wprowadzać w Tartine także wątki amerykańskie. Ot choćby croissant z cynamonem i cytrynowym zestem. Chad wyznacza zresztą własne reguły gry. Jak wszyscy wiedzą jest zapalonym surfferem, ranek spędza na plaży. Jak pogodzić to zawodem piekarza, z porannymi wypiekami? Po prostu tak, że chleb w Tartine, co wiedzą dziś już wszyscy, jest dostępny po godzinie 15. My mogliśmy zajrzeć na zaplecze Tartine. Jest na prawdę malutkie, mimo, że istniejąca od 2002 roku piekarnia to już dziś instytucja, która zatrudnia rzesze młodych piekarzy. Ale możemy zdradzić, że już lada moment rusza nowa piekarnia Tartine w rejonie South of Market otworzy się nowy przestronny lokal, choć ten macierzysty, mekka foodisów z całego świata, przy 18 ulicy też oczywiście nadal będzie działał.

 

Tartine Bakery, 600 Guerrero St,

www.tartinebakery.com

 

 

Kokosem w kłopoty

Malutka kawiarenka sąsiadująca z Outerlands. Podobno jej właścicielka, Giulietta Carrelli założyła ją po to, by poradzić sobie z problemami, które przezywała. Stwierdziła, że kawa i kokosy są tym, co pomaga jej przezwyciężyć ciężkie momenty w życiu i postanowiła właśnie je serwować w swojej małej kawiarni na obrzeżach miasta. W podstawowym zestawie przetrwania znalazły się jeszcze tosty z cynamonem i cukrem, jej comford food z dzieciństwa spędzonego w Cleveland gdzie dorastała w latach 80. I 90. Ojciec imigrant z Włoch, matka ex zakonnica nie gotowali w klasyczny amerykański sposób. Na drzwiach Trouble przeczytacie charakterystyczne stwierdzenie: „Drink a cup of Trouble. Eat a coconut. And learn to build your own damn house. We will help. We are building a network.”

 

Trouble Coffee & Coconut Club, Judah St

 

Proste z długą historią

W rejonie South of Market warto odwiedzić manufakturę ceramiczną Heath, która działa nieprzerwanie od 1948 roku. Założyli ją Edith and Brian Heath, którzy przeprowadzili się do San Francisco z Chicago na początku lat 40. Edith przeszła kurs ceramiczny, pokazała swoje prace na wystawie Legion of Honor i szybko dostała pierwsze zamówienie i to od samego od Gump’s – luksusowej amerykańskiej sieci sklepów zajmujących się wystrojem wnętrz. Zastawa stołowa, którą zaprojektowała spodobała się tak bardzo, zamówienia spływały wartkim nurtem, że państwo Heath otworzyli pracownię. W 1959 zbudowali fabrykę, w której firma mieści się do dziś. W 2003 roku Heath kupiła inna para, Robin Petravic and Catherine Bailey, która zrewitalizowała manufakturę i sprawiła, że nabrała nowego rozpędu. Dziś jej ceramikę można spotkać na wielu amerykańskich stołach, w wielu kawiarniach i restauracjach. Heath stworzylo kolekcję dla Tartine, Proste, szlachetne formy w wielu kolorach pasują do wszystkiego. W budynku Heath mieści się też znana kawiarnia Blue Bottle, która wypala swoją kawę.

Heath Ceramics 2900

 

 

więcej znajdziecie w drukowanych USTACH, zapraszamy do lektury





comments powered by Disqus