Redakcja

Jeść i kochać, śpiewać i trawić

Ekipa UST otrzymała zaproszenie od Opery Narodowej, by z okazji premiery spektaklu „Turek we Wloszech” sfotografować dania inspirowane twórczością Rossiniego. Przepisy zinterpretowała Marzena Gromelska, szefowa kuchni restauracji Chianti. I tam w najbliższych dniach będziem można sprobować kurki alla Rossini, pianki z mortadeli czy tarty z jabłkami Guilielmo Tell.

– 16/03/2017 –

A całemu przedsięwzięciu towarzyszy gama ciekawych faktów zebranych przez Aleksandrę Noszczyk-Kazanę. Okazuje się bowiem, że twórca „Cyrulika sewilskiego” nie tylko spędzał godziny na komponowaniu oper, ale z równie wielką pasją poświęcał się jedzeniu i gotowaniu. Sprawdziliśmy, w czym się rozsmakowywał Rossini i jak to się miało do jego muzyki.
„Jeść i kochać, śpiewać i trawić – to cztery akty opery komicznej, która nazywa się życie i ulatuje jak piana z butelki szampana. Tylko szaleniec pozwala jej się wymknąć bez rozsmakowania” – zwykł mawiać maestro.

Gioachino Rossini urodził się w Pesaro, ale stał się smakoszem w Bolonii i ukochanym Paryżu. Mistrzów sztuki kulinarnej darzył uczuciem szczerym i odwzajemnianym. „Wilhelma Tella”, który w 1829 r. święcił triumfy w operze Salle Le Peletier, paryscy cukiernicy uczcili kruchym ciastem z jabłkami: tartes aux pommes Guillaume Tell. Melomani nadal zachwycają się operą, łasuchy – ciastem, a spadkobiercy całej schedy po Rossinim – jedną i drugim. Kuchenne konsekwencje jego oper wiązały się nie tylko z sukcesami, ale i z klęskami. 20 lutego 1816 r. w rzymskim Teatro Argentina odbyła się premiera „Almavivy, czyli daremnej przezorności”, którą po śmierci (5 czerwca 1816 r.) Giovanniego Paisiella, autora pierwszej opery według komedii Pierre’a Beaumarchais’go, wystawiono pod tytułem „Cyrulik sewilski”. „Gwizdy były solenne” – powiadamiał rodziców. Zniósł je mężnie, a nawet pogodnie, ponieważ – pisał do kochanki, hiszpańskiej sopranistki Isabel Colbran – „(…) bardziej od muzyki interesuje mnie teraz nowa sałatka. Podaję przepis: olej prowansalski, musztarda angielska, ocet francuski, krople cytryny, pieprz z solą, kilka cieniutkich plasterków trufli. Trufla jest w sosie królewską koroną, sos dla łakomczucha jest prawdziwą ekstazą. Niedawno poznany sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej przepis ten pobłogosławił”. Sekretarzem stanu był wówczas mądry kardynał Ercole Consalvi, którego uczony papież Pius VII podziwiał i szanował, ale za namiętność do opery i kuchni trochę ganił.
Znaczącą dla podniebienia znajomość zawarł Rossini z Marie-Antoine’em Carême’em, królem szefów kuchni i szefem kuchni królów. Poznali się u Rotszyldów, którym Carême też gotował, i chyba u nich Rossini dowiedział się od kucharza, że „sztuk pięknych jest pięć: malarstwo, rzeźba, poezja, muzyka i sztuka cukiernicza”. Carême wprowadził go w tajniki przyrządzania dań z truflą i foie gras. Gdyby nie przyjaźń z Carême’em, Rossini płakałby w życiu tylko dwa razy: po gwizdach na premierze i koncercie Paganiniego. Trzeci raz płakał w łódce, kiedy faszerowany truflą indyk wpadł do wody. Taki indyk zasługiwał na wszystko, w tym na kolację w najwęższym gronie: Gioachino, indyk, nikt więcej.
Mistrzowskie partytury, takież menu. Wybór win: przyjemność i poważne zadanie! Biblioteka Medicea Laureanziana we Florencji przechowuje ułożony przez Rossiniego jadłospis z zaleceniami: madera do wędlin, wina bordoskie do dań smażonych, reńskie do pasztetu na zimno, lacrima i alicante do serów i owoców, a do pieczeni szampan, bo najlepiej jej służy.
Cin cin!

Tekst: Aleksandra Noszczyk-Kazana, zdjęcia: Krzysztof Kozanowski, strylizacja: KWIATY&MIUT





comments powered by Disqus