Redakcja

Kawa, rośliny i sport

Cała kawiarnia tonie w kwiatach, rośliny stoją na podłodze, w oknach. Przy wejściu mały gąszcz, w nich ukryte dwa fotele. W tej roślinnej enklawie można się zaszyć, by wypić perfekcyjne espresso lub aromatycznego dripa, zjeść domowe, jeszcze ciepłe pain au chocolat albo delikatny sernik. Poczytać, posiedzieć, pomyśleć. I spotkać przemiłych właścicieli, Anię i Kubę. USTA odwiedziły poznańskie Piece of Cake.

– 21/08/2017 –

 

Kawa czy rośliny?

Ania: Rośliny!

Kuba: Kawa!

 

Kawa czy seks (śmiech)?

Ania i Kuba: Seks!

 

 

Kiedy powstało Piece of Cake?

Ania: Jakieś 6 lat temu. Pracowaliśmy na etacie, taka praca rozpoczęta jeszcze w trakcie studiów. Ale Sephora i Empik nie były miejscami, z którymi wiązaliśmy swoją przyszłość. Podczas spaceru zastanawialiśmy się, co dalej robić w życiu. Kuba zaproponował, że otworzymy kawiarnię. Wzięliśmy kredyt, zwolniliśmy się z pracy, znaleźliśmy lokal na ulicy Żydowskiej i jakoś to poszło.

 

Już wtedy byliście fanami dobrej kawy?

Kuba: Chyba nie! Najpierw pojawił się pomysł, a potem stopniowo zaczynaliśmy się wkręcać w trzecią falę kawy. Mieliśmy to szczęście, że na swojej drodze spotkaliśmy wspaniałych ludzi, od których mogliśmy się wiele nauczyć, liczyć na ich wsparcie. Mateusz Gaca – człowiek legenda – to on kontrolował nasze pierwsze szoty espresso i dał podstawy latte art. Błażej Stempin – jeżeli chodzi o kawę w Piece of Cake, to on sprawił że  smakuje i pachnie w ten właśnie sposób. No i Ralf Rüller, The Barn, wspaniała współpraca przez dwa lata, dostęp do najlepszej kawy, bezkompromisowość w podejściu do prowadzenia kawiarni, pomoc w trudnych dla nas momentach i stwierdzenie: „sky is the limit”.

Ania: Sercem Piece of Cake jest ten wielki ekspres, amerykańskiej firmy Slayer. Kupiliśmy go spontanicznie, choć już mieliśmy zamówiony inny. Kupno nowego La Marzocco linea PB było racjonalne, ale ten podbił nasze serca, stwierdziliśmy, że musimy go mieć.

 

 

Piękny! Ach te drewniane kolby!

Ania: Kolby to nie wszystko (śmiech). Ekspres można  dokładnie ustawić pod ziarno, które mamy w danym momencie w zależności od obróbki i stopnia palenia. Ustawić parametry tak, żeby zaparzona przez nas kawa spełniała w pełni nasze oczekiwania. Preinfuzja, zwiększanie/obniżenie temperatury na grupie, wszystko to składa się na pyszne, soczyste espresso. Zresztą każdą dozę i każdy uzysk ważymy, mierząc przy tym czas ekstrakcji. Espresso ustawiamy codziennie rano, w trakcie dnia parzymy kontrolnie kilka kaw,  Wtedy dokładnie wiemy, jak smakuje kawa, którą robimy i podajemy swoim gościom.

Perfekcyjne espresso to takie z warstwą pianki, tzw. cremy?

Ania: Kiedyś faktycznie to był wyznacznik dobrze zaparzonego espresso, ale przy jasno palonych singlach specialty, a tylko takie kawy znajdują się w naszych młynkach, to ta super crema nie istnieje. Jest wątła, szybko znika. Sama crema zresztą nie jest zbyt smaczna. Wracając do pytania, perfekcyjne espresso to takie, w którym uda się osiągnąć balans między słodyczą, kwaskowatością i goryczą. Dla nas perfekcyjne espresso jest wtedy, kiedy czujesz, że kawa jest owocem.

 

 

Pracujecie tu sami – Kuba parzy kawy, Ania nakłada ciasta i przyjmuje zamówienia, nie kusiło was, żeby kogoś zatrudnić?

Kuba: Kusiło! Zatrudnialiśmy zresztą, ale to nie była ta sama jakość, jak ta, gdy sami obsługujemy naszych gości.  Bycie intendentem nie było niczym przyjemnym.

Ania: Największa frajda to praca za barem i pieczenie, a kiedy zatrudniamy pracowników, sami zaczynamy zajmować się sprawami papierkowymi.

 

Kilka miesięcy temu zmieniliście lokalizację, przenieśliście się z bliskiej rynku ulicy Żydowskiej, gdzie mieliście piękny ogród, tutaj na Świętego Wojciecha. Dlaczego?

Ania: To od początku była nasza wymarzona lokalizacja, tutaj mieszkamy i długo polowaliśmy, aż zwolni się ta przestrzeń na kawiarnię. Czekaliśmy 6 lat, a teraz jesteśmy bardzo zadowoleni.

Kuba: A ogródek też mamy, Aneczka szybko wypełniła go roślinami.

 

 

No właśnie roślin w Piece of Cake, jest mnóstwo, liczyliście ile dokładnie?

Kuba: Myślę, że z 300.

Ania: No nie, Kuba, nie aż tyle, może 150, ale faktycznie ciągle ich przybywa. Prawie codziennie. Sąsiedzi i przyjaciele przynoszą. Ostatnio pewien pan, który mieszka na przeciwko, spotyka mnie na ulicy i pyta, pani są te rośliny? A ja już się boje, co mu przeszkadza. Może brzoza, którą wstawiliśmy ostatnio zaczęła pylić?  Ale szybko okazało się, że on chce nam oddać swoją euforbię. A potem właściciel kamienicy podarował nam tę wielką szeflerę.  Z częścią roślin się wychowywałąm, trochę sama wyhodowałam z odnóżek, kilka roślin mamy od chlopaków z Kwiaty i Miut.

 

 

Kto projektował wnętrze?

Ania: Wnętrze naszej kawiarni nie było projektowane. Jest przejawem naszego gustu, upodobań, zainteresowań. Lubimy meble vintage, odnawiamy je. Do tego rośliny i minimalizm. I to, jak wygląda Piece of Cake jest tego odzwierciedleniem.

 

Poza kawą i roślinami waszą pasją jest też siłownia, oboje mocno dociskacie, muskulatura, forma fizyczna ma znaczenie?

Ania: To faktycznie takie nasze hobby, odpoczynek po pracy. Nie wyobrażamy sobie życia bez aktywności fizycznej. W poniedziałki mamy wolne i jest to czas na odespanie czy odwiedziny u rodziców. Ale siłownia jest trzy razy w tygodniu, do tego rower, Kuba dokłada koszykówkę, kilka spacerów z Johanem, naszym małym bultasem. Aktywność fizyczna przekłada się na wytrzymałość w pracy za barem.

 

 

A wakacje?

Może za jakiś czas. Ale nie narzekamy, bardzo lubimy to, co robimy.

Patrzę, jak sprawnie się poruszacie za malutkim barem, tworzycie super zgrany team!

Jakoś dobrze nam współpraca wychodzi, czasem nawet nie musimy się komunikować, a każde z nas i tak wie, co ma robić. Nawet jak mamy jakiś mały kryzys, to za chwilę, ktoś przyjdzie, powie coś pozytywnego i to daje nam kopa, by ruszyć znowu.

 

 

Piece of Cake | POZNAŃ | ul. św.Wojciecha 27

https://www.facebook.com/coffeeshoppoznan/

Rozmawiała: Monika Brzywczy, zdjęcia: Krzysztof Kozanowski/USTA

 





comments powered by Disqus