Redakcja

NOMA: Plądrujemy okolice Kopenhagi

W Nomie za zbieractwo odpowiada Michael, wspaniały człowiek, z ogromną wiedzą, znajomością topografii Kopenhagi i okolic. Nie jest tajemnicą, że René używa dziko rosnących roślin w swojej restauracji i niejednokrotnie powtarzał, że zbieractwo jest jak wielkie poszukiwanie skarbów. Zgadzam się z nim w stu procentach.

– 23/10/2014 –

 

Tak jak obiecałam, dzisiejszy odcinek moich Nomowych przygód będzie poświęcony zbieractwu, czyli temu, co bardzo mi bliskie, i co naprawdę lubię. W Warszawie, gdzie mieszkam na stałe, uwielbiam szwendać się w poszukiwania dziko rosnących jadalnych z królową miejskiego plądrowania, Anką Niesterowicz (serdecznie pozdrawiam!). Od wczesnej wiosny do później jesieni zbieramy wszystko – od pokrzyw po pyszne dzikie śliwki czy kurdybanek. Anka mnóstwo mnie nauczyła, jeśli chodzi o zastosowanie niektórych roślin, więc gdy zostałam wyznaczona w Nomie na foraging, czyli zbieractwo, ucieszyłam się niebywale. W ogóle to na foragingu byłam już na samym początku mojego stażu, bo mój kolega się rozchorował i pojechałam w jego zastępstwie. Dzięki temu zaliczyłam plądrowanie i w schyłku lata, i w początkach jesieni i – teraz – w jej burzliwym końcu. Super!

IMG_0298

 

W Nomie za zbieractwo odpowiada Michael, wspaniały człowiek, z ogromną wiedzą i znajomością topografii Kopenhagi i okolic. Nie jest tajemnicą, że René używa dziko rosnących roślin w swojej restauracji i niejednokrotnie powtarzał, że zbieractwo jest jak wielkie poszukiwanie skarbów. Zgadzam się z nim w stu procentach. Tutaj korzysta się z głównie z zasobów okolicznej farmy pełnej wszelkiego rodzaju warzyw i ziół, należącej do niejakiego Sørena, oddalonej niecałą godzinę drogi od Nomy.

IMG_0271

 

Michael przyjeżdża po zbieraczy około 9 rano i zabiera na wyprawę dookoła Kopenhagi. W sezonie letnim foraging jest na pewno o wiele łatwiejszy, teraz by uzbierać dwa tysiące kwiatków musztardy plażowej trzeba zjechać spory kawałek. A na przykład, gdy pada deszcz, nie uzbiera się mrówek. Tylko że teraz to głównie pada i łażenie w deszczu po plaży przyprawia o dreszcze, a jak się domyślacie, chorować to ja tu nie chcę, bo każdy dzień to przygoda i nie warto go tracić w łóżku…

IMG_0293

 

Aha! No więc, dzięki tym wyprawom odkryłam wspomnianą musztardę plażową, u nas znaną jako rukwiel, scurvy grass, czyli warzuchę – roślinę, której marynarze używali jako ochrony przed szkorbutem oraz przepyszną, rosnącą tuż przy plaży, portulakę. Przekonałam się też, że grzybobranie to nasz polski sport narodowy, bo tu z ogromnym zaskoczeniem wpadałam na przepiękne poletka pełne maślaków, nietkniętych nawet przez ślimaki!

 

Już wiem, że w przyszłym roku z miłą chęcią sięgnę po płatki dzikiej róży. Po owoce również, ale z mniejszym zapałem, bo ten kto miał z nimi do czynienia, wie, że obieranie ich do najprzyjemniejszych nie należy.

IMG_0334

tekst: Maria Przybyszewska, zdjęcie: Magazyn USTA

Sponsorem relacji z pobytu Marii Przybyszewskiej w Nomie jest HERMES, producent smakowych wód funkcjonalnych. www.hermes-amita.com.pl

Logo Hermes OK





comments powered by Disqus