JEMY, MÓWIMY, CAŁUJEMY
LUDZIE, MIEJSCA

Arigato Noma!


Ostatnie dni stażu były dosyć intensywne. Trzeba było Nomę wyszorować na wysoki połysk, wyekspediować co ważniejsze sprzęty do Japonii, a międzyczasie spakować też własne graty oraz nastawić się psychicznie na rozstanie z Kopenhagą. W jeden z ostatnich dni miałam również niebywałą przyjemność zjeść lunch w Nomie. Ominę przedstawianie menu składającego się z dwudziestu pięciu dań, bo takie relacje można znaleźć na wielu wspaniałych blogach, w tym również na naszych rodzimych. Dla mnie, po 3,5 miesiącach spędzonych w kuchni, wejście do restauracji w roli gościa było kompletnie nowym i bardzo ciekawym przeżyciem.
 
Zabawnie było wyjść z kuchni, przebrać się w normalne ciuchy, wejść do Nomy i usiąść przy stoliku numer 8, o ile dobrze pamiętam.
Lunch jedliśmy we czwórkę – ja oraz inni stażyści: Sam, Marco i Iwan. Siedząc razem przy stole i czekając na pierwszą przystawkę przegadywaliśmy się nawzajem, dzieląc się wrażeniami, które w zasadzie były bardzo spójne. Opisane wcześniej przeze mnie wnętrze Nomy to esencja skandynawskiego stylu. Mimo lejącego za oknem deszczu, który w pewnym momencie zamienił się w ścianę, my czuliśmy się na wyraz spokojni i zrelaksowani.
 
Na stole pojawiła się lampka szampana, a następnie pierwsza przystawka, później następne i następne. Z każdym kęsem coraz bardziej się rozpływaliśmy opisując swoje doznania. Mieliśmy też okazję spróbować sekcji soków, o której chyba każdy z nas po ciuchu marzył. Zgodnie stwierdziliśmy, że sok jabłkowo-sosnowy nie ma sobie równych.
 
 
IMG_1633
Dla chłopców najlepszym daniem było oczywiście główne czyli grillowana dzika kaczka podana z liśćmi kapusty smarowanymi sokiem z chrzanu i wołowym garum. Jednogłośnie stwierdzili, że nawet podawany do niej flat bread z truflami przy niej wypada blado.
Dla mnie faworytów było kilka: kulka z czarnej porzeczki nadziewana jogurtem z kombucha i pyłkiem kwiatowym otoczona marynowanymi płatkami róż i to nie dlatego, że produkcja składowych tego dania przez prawie dwa miesiące należała do mojej sekcji. Uwielbienie mam również do kanapki z suszonych liści kapusty z pastą z rukwii wodnej i solirodu z garum z kałamarnicy i olejem rabarbarowym. Ale tak naprawdę padłam na kolana przy pieczonej dyni z podanej z kawiorem z białego jesiotra, orzechami bukowymi, listownicami (bardziej znanymi jako kelp) w emulsji z koji i masła.
IMG_1583
Lunch w Nomie to piękna i prosta uczta, a zarazem podsumowanie mojej ciężkiej pracy. Ale nie był to mój ostatni posiłek, ponieważ pracowałam jeszcze kilka dni. Po ostatnim wieczornym serwisie do drugie w nocy sprzątaliśmy restaurację. Po wyjściu z Nomy czekała na nas budka z hot dogami, których mnóstwo jest w całej Kopenhadze. Wyobraźcie sobie, że przyjechała specjalnie dla nas. Jako, że nie jem mięsa zajadałam się bułką z dodatkami, żegnając się z moimi nowymi przyjaciółmi, których mam nadzieję, że jeszcze spotkam.
Tymczasem pora powrócić do rzeczywistości trzymając kciuki za wielką przygodę Nomę, która za chwilę rozpocznie się w Japonii.
ありがと NOMA!
IMG_1660
tekst i zdjęcia: Maria Przybyszewska
Sponsorem relacji z pobytu Marii Przybyszewskiej w Nomie jest HERMES, producent smakowych wód funkcjonalnych. www.hermes-amita.com.pl
Logo Hermes OK

Zobacz też podobne artykuły

Wszystkie wydania ust
  • nr 24

  • nr 23

  • nr 22

  • nr 21

  • nr 20

  • nr 19

  • nr 18

  • nr 17

  • nr 16

  • nr 15

  • nr 14

  • nr 13

  • nr 12

  • nr 11

  • nr 10

  • nr 9

  • nr 8

  • nr 7

  • nr 6

  • nr 5

  • nr 4

  • nr 3

  • nr 2

  • nr 1

Nasze przewodniki po miastach
  • Kraków

  • Lizbona

  • Polskie góry

  • Bangkok

  • Lato

  • Kioto

  • Mediolan

  • Singapur

  • Warszawa