Redakcja

Mama dawała mu stuff

Gdy miał pięć lat, postanowił, że będzie wegetarianinem, by nigdy więcej nie zginęła mama jelonka Bambi. Od tamtej pory jego własna matka karmiła go tajemniczą substancją o nazwie „stuff”, która w Tel Awiwie stała się znanym przysmakiem. My mieliśmy okazję, w trakcie prac nad letnim numerem UST, przygotować dla Etgara Kereta, jednego z naszych ulubionych pisarzy, pyszne wegańskie śniadanie, a on uraczył nas swoim niepodrabianym dystansem do świata i poczuciem humoru.

– 19/07/2015 –

 

W środę odebraliśmy telefon. Czy chcecie zjeść śniadanie z Etgarem Keretem? Przyjeżdża do Polski za kilka dni ze swoją mamą Orną. Jasne, że chcemy! A nawet chętnie dla niego to śniadanie przygotujemy. W sobotni poranek w warszawskiej kawiarni Dwa Osiem czekaliśmy w pełnej gotowości. Wiedzieliśmy, że Keret nie je mięsa, więc poprosiliśmy Michała Gniłkę, by przygotował trzy wegańskie dania i deser.
C03B3504

Dla Kereta Michał Gniłka przygotował: buraczany chłodnik z grillowanym koprem włoskim, kminem i kokosowym jogurtem, francuskie tosty z nasionami chia, twarożkiem migdałowym o smaku wody różanej i konfiturą z rabarbaru i kwiatami nasturcji, chrupkie paczuszki z papieru ryżowego nadziewane tabbouleh z młodymi listkami z winegretem z ouzo z sosem tahini, sałatkę z bobu, daktyli i pęczaku. Etgar Keret stwierdził, że był to prawdopodobnie najlepszy posiłek, który zjadł w Polsce.

Kiedy Orna i Etgar pojawiają się w bramie praskiego podwórka, wszyscy jesteśmy bardzo spięci. My, bo mamy rozmawiać z ulubionym pisarzem, Orna, bo to jej pierwsza wizyta w Polsce od czasów wojny. Wcześniej nie miała odwagi tu przyjechać. Jej dom już nie istnieje, niewiele miejsc wygląda dziś jak wtedy, gdy tu mieszkała. „Z Polski zostały mi tylko smaki i zapachy” – mówi. „W każdym jabłku szukam smaku tego z polskiego sadu”. Po drugim daniu atmosfera się rozluźnia. A kiedy Orna zaczyna czyścić chusteczką ekran smartfona, na który nagrywamy rozmowę, i mówi: „Nie mogłam na to patrzeć, teraz znacznie lepiej. Tak to jest, kiedy bierze się mamę na wywiad” – czujemy się zupełnie jak na rodzinnym śniadaniu.
C03B3536
Twoją domeną są krótkie formy literackie. Czy tak samo jest z kuchnią ‒ wolisz przekąski od głównych dań?

Zdecydowanie. Przekąski zwykle są smaczniejsze. To tak jak w kinie. Często najlepsze są role epizodyczne. Protagonista bierze
na siebie ciężar całego filmu. Aktor drugoplanowy już nie, dzięki czemu może być nietuzinkowy, nieprzewidywalny, barwny. Podobnie jest z jedzeniem – główne danie ma być sycące i zdrowe, z przekąskami kucharz może zaszaleć. Mam taką strategię, że w restauracjach biorę dwie, trzy przekąski zamiast dania głównego.
Kiedy podróżujesz po świecie, szukasz wyjątkowych miejsc kulinarnych?
Niespecjalnie. Znam natomiast większość sklepów z zabawkami (śmiech).
A w Izraelu?
Kiedy Anthony Bourdain [amerykański szef kuchni, autor telewizyjnych programów kulinarnych przyjechał do Izraela i poprosił mnie, żebym pokazał mu coś wyjątkowego w naszej kuchni, zabrałem go na kultowy sabich. To jedyne prawdziwie izraelskie da- nie kuchni ulicznej. Cała reszta to arabszczyzna. Sabich składa się z bakłażanu, jajek, sosu z marynowanych owoców mango i hummusu. Jest bardzo aromatyczny. Jak go zjesz, cały przesiąkasz zapachem przypraw. Przepyszne!
Gdzie można go kupićć?
Wszędzie, ale oryginał tylko w jednym miejscu. Człowiek, który go wymyślił, ma około 70 lat. Wciąż prowadzi swoją budkę z jedzeniem. Kiedyś sprzedawał papierosy i inne rzeczy, którymi zwykle handluje się w kioskach.
Ludzie dopytywali się, czy ma też coś do jedzenia, więc wymyślił te kanapki. Najpierw nie miały nazwy, ale klienci mówili: „Sabich, daj mi jeszcze jedną”, i tak powstała. Przed kioskiem zawsze ustawia się długa kolejka. Czeka się około 40 minut, bo Sabich wszystko robi własnoręcznie i nikogo nie zatrudnia do pomocy. W oknie wisi powiększona kopia jego prawa jazdy, żeby klienci mieli pewność, że jedzą produkt autentyczny. Przyrządzenie idealnego sabich wymaga chirurgicznej precyzji, bo wszystkie składniki są rozdrabniane w środku, w picie.
Podobno jesteś wegetarianinem już od piątego roku życia. W jakich okolicznościach podjąłeś taką stanowczą decyzję?

Tata zabrał mnie do kina na film „Bambi”. W jednej ze scen myśliwi zastrzelili matkę jelonka. Rozpłakałem się. Tata spytał: „Co się stało?”. „Płaczę, bo myśliwi bez powodu zabili mu mamę” – odpowiedziałem. Na to tata, chcąc mnie pocieszyć, mówi: „Nie, nie. Mają powód ‒ chcą zrobić z niej sznycel”. Wtedy postanowiłem, że nigdy nie wezmę do ust mięsa – kawałka mamy jelonka Bambi.
Co na to pani Keret?
Orna: Powiedziałam do męża: „Wiesz, że nasze dziecko jest bardzo uparte. Nie ma sensu z nim walczyć. A jeśli pozwolimy, za dwa miesiące mu się znudzi, zobaczysz”. Nie znudziło mu się do tej pory. (>>>)
cały wywiad do przeczytania w nowych USTACH drukowanych
2015-06-30 10.02.34 am
tekst: Karolina Rogalska, zdjęcia Krzysztof Kozanowski, podziękowania doa Dwa Osiem i Michała Borkiewicza za pomoc w realizacji sesji.




comments powered by Disqus